23.10.2022, 19:08 ✶
- Na mieście. – pokiwał głową na potwierdzenie. Wbił widelec w swoją jajecznicę i zaczął się zajadać. Przesadzała, nie było tak źle. Wprawdzie ciężko jest zepsuć tak proste danie, ale nie miał zamiaru powiedzieć tego na głos. Wiedział jednak, że jego brzuch – skoro już ktoś przypomniał mu o potrzebie przyjmowania weń jedzenia - nie zostanie zadowolony tylko kilkoma jajkami, stąd pomysł na wyjście.
- Najpierw coś zjeść, później zobaczymy. – odpowiedział zdawkowo. Ona jednak na tyle go znała, że mogła się domyślić. Miał interes do załatwienia albo chciał coś zaproponować. Coś, co mogłoby się Geraldine z początku w ogóle nie spodobać, a przedstawiona przed faktem dokonanym, nie miałaby już wyboru jak tylko przystać na kolejny z jego dziwacznych pomysłów. Oby nie były to tarapaty!
- Jasne, sam się szybko ogarnę i możemy wychodzić? – zapytał, ale nie dał jej skończyć. – Będę w salonie. – dodał, był już przecież prawie gotowy.
Kwiecień, choć zapowiadający coraz cieplejsze dni, był nadal chłodny. Theseus miał na sobie oliwkowe, wełniane spodnie i brązowy podkoszulek z długim rękawem i kilkoma guzikami rozpiętymi luźno pod szyją. Na to zakładał tylko ciepły tweedowy płaszcz w jednolitym, czarnym kolorze oraz brązowy szalik i kaszkiet.
Wyszli jakiś czas później. Aleja Horyzontalna była jeszcze nieco schludniejsza niż tam, gdzie chciał później zabrać przyjaciółkę. Zatrzymali się i weszli do niewielkiej restauracji. Theseus wybrał miejsce bliżej okna, tak aby móc oglądać ulicę i harmider, który tworzyli przechodzący w tę i z powrotem ludzie.
- Ja stawiam. – powiedział. A w towarzystwie Geraldine było to duże słowo. Dziewczyna jadła za dwóch. A wcale nie wyglądała jak dwoje! Wzrostem, może… owszem, ale nie tuszą. Zresztą, kto by na takie rzeczy zwracał uwagę.
- Słuchaj, nie myślałaś może o tym, byśmy wybrali się razem w dłuższą podróż…? – zapytał. Miał na myśli podróż związaną z pracą.
- Najpierw coś zjeść, później zobaczymy. – odpowiedział zdawkowo. Ona jednak na tyle go znała, że mogła się domyślić. Miał interes do załatwienia albo chciał coś zaproponować. Coś, co mogłoby się Geraldine z początku w ogóle nie spodobać, a przedstawiona przed faktem dokonanym, nie miałaby już wyboru jak tylko przystać na kolejny z jego dziwacznych pomysłów. Oby nie były to tarapaty!
- Jasne, sam się szybko ogarnę i możemy wychodzić? – zapytał, ale nie dał jej skończyć. – Będę w salonie. – dodał, był już przecież prawie gotowy.
Kwiecień, choć zapowiadający coraz cieplejsze dni, był nadal chłodny. Theseus miał na sobie oliwkowe, wełniane spodnie i brązowy podkoszulek z długim rękawem i kilkoma guzikami rozpiętymi luźno pod szyją. Na to zakładał tylko ciepły tweedowy płaszcz w jednolitym, czarnym kolorze oraz brązowy szalik i kaszkiet.
Wyszli jakiś czas później. Aleja Horyzontalna była jeszcze nieco schludniejsza niż tam, gdzie chciał później zabrać przyjaciółkę. Zatrzymali się i weszli do niewielkiej restauracji. Theseus wybrał miejsce bliżej okna, tak aby móc oglądać ulicę i harmider, który tworzyli przechodzący w tę i z powrotem ludzie.
- Ja stawiam. – powiedział. A w towarzystwie Geraldine było to duże słowo. Dziewczyna jadła za dwóch. A wcale nie wyglądała jak dwoje! Wzrostem, może… owszem, ale nie tuszą. Zresztą, kto by na takie rzeczy zwracał uwagę.
- Słuchaj, nie myślałaś może o tym, byśmy wybrali się razem w dłuższą podróż…? – zapytał. Miał na myśli podróż związaną z pracą.