11.12.2025, 01:05 ✶
Zsunąłem dłonie do kieszeni, pozwalając oczom przebiec po kolorowych stolikach, po kwiatach, po wszystkim, co wyglądało, jakby Nora własnoręcznie ocaliła to miejsce przed jesienią. Przesunąłem się bliżej, żeby nikt przy stolikach nie podsłuchiwał zbyt chętnie.
- Ciebie tesz. - Odpowiedziałem całkiem szczerze. Figg wyglądała na naprawdę szczerze ucieszoną, rzadko kiedy ktoś tak reagował na mój widok. To było… Dziwnie miłe. - Dzięki jeszcze las za te kanapki, nawiasem mówiąc. - Uśmiechnąłem się krótko, bo naprawdę nie spodziewałem się podobnego gestu, zaskoczyła mnie nim, ale w taki sposób, że nie zamierzałem jej tego zapomnieć - nawet nie przez wzgląd oddawania długów, tylko zwykłej, ludzkiej koleżeńskości. Może mieliśmy głównie zawodowe relacje, ale prywatnie też zaczynałem ją lubić.
- S tym wlacaniem do nolmy… - Kolejny raz rozejrzałem się po lokalu, po tych wszystkich dekoracjach, światłach, letnich kolorach i ludziach, którzy najwyraźniej przyszli tu po chwilę wytchnienia od wszystkiego, co działo się na zewnątrz. - Wygląda na to, sze ladzisz sobie lepiej nisz większość Londynu. - Kącik ust uniósł mi się w krótkim uśmiechu, nawet jeśli wydawało mi się, że wiem, z czym mogła się wiązać praca nad odbudową czegoś, co kiedyś było normalnym stanem rzeczy. Nie byłem jednak z ludzi, którzy nieproszeni wtrącali się w nieswoje sprawy, zwłaszcza nie będąc na tym zażyłym poziomie relacji, na którym można byłoby pytać o drugie dno odpowiedzi, a my szybko przeszliśmy dalej.
- Wyjazd… Poszedł w posządku. - Wzruszyłem ramionami, jakby to była drobnostka. - Ostatecznie nawet balso. Miał być na stałe, ale… - Tu parsknąłem krótkim, cichym półśmiechem, bo przecież teoretycznie było to znane nam obojgu, a jednak jakimś cudem staliśmy tu razem i prowadziliśmy rozmowę. - Chyba nie wyszło mi pelmanentne szegnanie się s Wyspami. - Powiedziałem lekko, jakby to było najoczywistsze na świecie, chociaż dla mnie samego wcale takie nie było. Unosząc jedną rękę z kieszeni, odwróciłem ją tak, by błysk obrączki złapał światło jej uroczych, ciepłych lamp. Prezentacja była luźna, bez patosu, bardziej jak ktoś, kto wizualnie stwierdzał fakt, niż ktoś, kto zamierzał robić wielką sprawę z tego, że zupełnie zmienił wszystkie swoje plany - nie na najbliższe dni, tygodnie ani lata, tylko na resztę życia.
- Muszę jeszcze las wyjechaś w pszyszłym tygodniu, ale tym na klótko. I… - Stuknąłem knykciami o blat, szukając odpowiedniego słowa. - Pliolytety tlochę mi się zmieniły. Plywatne splawy wyglywają s lesztą planów, jakby nie patsześ. - Kącik ust drgnął mi w półuśmiechu, trochę zmęczonym, trochę rozbawionym.
Kiedy zapytała o słodycze, parsknąłem cicho, bo to pytanie brzmiało tak bardzo „Nora”, że aż trudno było się nie uśmiechnąć.
- Ulubione? Dobla, ale nie śmiej się. - Skrzywiłem się lekko, bo brzmiało to jak oczywista klisza. - Beignets. Takie uczciwe, jeszcze ciepłe, s toną cuklu pudru, od któlego człowiek wygląda, jakby włoszył nos nie w tę tolebkę, co tszeba. - Pozwoliłem sobie na takie porównanie, bo czemu nie? Uśmiechnąłem się kącikiem ust. - Pasuje ci to do mojej osobowości? Czy muszę udawaś, sze lubię coś balsiej wylafinowanego? - Przechyliłem głowę, zastanawiało mnie jej pytanie i osąd eksperta, skoro już je zadała.
- Ciebie tesz. - Odpowiedziałem całkiem szczerze. Figg wyglądała na naprawdę szczerze ucieszoną, rzadko kiedy ktoś tak reagował na mój widok. To było… Dziwnie miłe. - Dzięki jeszcze las za te kanapki, nawiasem mówiąc. - Uśmiechnąłem się krótko, bo naprawdę nie spodziewałem się podobnego gestu, zaskoczyła mnie nim, ale w taki sposób, że nie zamierzałem jej tego zapomnieć - nawet nie przez wzgląd oddawania długów, tylko zwykłej, ludzkiej koleżeńskości. Może mieliśmy głównie zawodowe relacje, ale prywatnie też zaczynałem ją lubić.
- S tym wlacaniem do nolmy… - Kolejny raz rozejrzałem się po lokalu, po tych wszystkich dekoracjach, światłach, letnich kolorach i ludziach, którzy najwyraźniej przyszli tu po chwilę wytchnienia od wszystkiego, co działo się na zewnątrz. - Wygląda na to, sze ladzisz sobie lepiej nisz większość Londynu. - Kącik ust uniósł mi się w krótkim uśmiechu, nawet jeśli wydawało mi się, że wiem, z czym mogła się wiązać praca nad odbudową czegoś, co kiedyś było normalnym stanem rzeczy. Nie byłem jednak z ludzi, którzy nieproszeni wtrącali się w nieswoje sprawy, zwłaszcza nie będąc na tym zażyłym poziomie relacji, na którym można byłoby pytać o drugie dno odpowiedzi, a my szybko przeszliśmy dalej.
- Wyjazd… Poszedł w posządku. - Wzruszyłem ramionami, jakby to była drobnostka. - Ostatecznie nawet balso. Miał być na stałe, ale… - Tu parsknąłem krótkim, cichym półśmiechem, bo przecież teoretycznie było to znane nam obojgu, a jednak jakimś cudem staliśmy tu razem i prowadziliśmy rozmowę. - Chyba nie wyszło mi pelmanentne szegnanie się s Wyspami. - Powiedziałem lekko, jakby to było najoczywistsze na świecie, chociaż dla mnie samego wcale takie nie było. Unosząc jedną rękę z kieszeni, odwróciłem ją tak, by błysk obrączki złapał światło jej uroczych, ciepłych lamp. Prezentacja była luźna, bez patosu, bardziej jak ktoś, kto wizualnie stwierdzał fakt, niż ktoś, kto zamierzał robić wielką sprawę z tego, że zupełnie zmienił wszystkie swoje plany - nie na najbliższe dni, tygodnie ani lata, tylko na resztę życia.
- Muszę jeszcze las wyjechaś w pszyszłym tygodniu, ale tym na klótko. I… - Stuknąłem knykciami o blat, szukając odpowiedniego słowa. - Pliolytety tlochę mi się zmieniły. Plywatne splawy wyglywają s lesztą planów, jakby nie patsześ. - Kącik ust drgnął mi w półuśmiechu, trochę zmęczonym, trochę rozbawionym.
Kiedy zapytała o słodycze, parsknąłem cicho, bo to pytanie brzmiało tak bardzo „Nora”, że aż trudno było się nie uśmiechnąć.
- Ulubione? Dobla, ale nie śmiej się. - Skrzywiłem się lekko, bo brzmiało to jak oczywista klisza. - Beignets. Takie uczciwe, jeszcze ciepłe, s toną cuklu pudru, od któlego człowiek wygląda, jakby włoszył nos nie w tę tolebkę, co tszeba. - Pozwoliłem sobie na takie porównanie, bo czemu nie? Uśmiechnąłem się kącikiem ust. - Pasuje ci to do mojej osobowości? Czy muszę udawaś, sze lubię coś balsiej wylafinowanego? - Przechyliłem głowę, zastanawiało mnie jej pytanie i osąd eksperta, skoro już je zadała.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)