11.12.2025, 09:44 ✶
Niewidzialna więź, która łączyła jego i Brynję pokierowała go właśnie w to miejsce. Ciemne i wilgotne, niczym plugawa morska jaskinia. Taka, w której siedziało monstrum, gotowe pożreć żywcem nie tylko ludzi, ale i cały świat. Stanęli przed domem. Dookoła nie było żywej duszy. Różdżki oświetliły im drogę bladym światłem reprezentującym ich stłumione przez to miejsce dusze.
Serce chłopaka drżało. Czuł dreszcze na całym ciele, żołądek zaciskał mu się z nerwów, chciało mu się wymiotować. Mimo to, po przebieżce nie czuł jakiegoś niewiarygodnego zmęczenia. Brynja była w niebezpieczeństwie, poszła sama i nie wróciła. Zniknęła właśnie w tym domu. Musiał ją uratować, choćby nie wiadomo, co tam było. Nie istniała inna możliwość.
Henry otworzył ostrożnie drzwi. W korytarzu domu niewiarygodnie śmierdziało. Henry'emu przypominało to nieświeże jedzenie, które czasem trzeba było wyrzucić. Tyle, że spotęgowane do jakiegoś apogeum zgnilizny. Ujrzał tam Brynję. Leżała na ziemi, nieprzytomna i drobna. Skulona, bo coś na nią patrzyło.
Chłopak zerwałby się biegiem w jej stronę, jednak powstrzymało go jego własne ciało. Dwie wielkie siły toczyły pojedynek w jego duszy: więź z Brynją i dogłębne przerażenie.
Twarze, twarze, twarze... Wszędzie one, patrzące tak uparcie, wykrzywione, oślizgłe. Napastowały dziewczynę samym spojrzeniem, przygniatały ją do ziemi. Ich wzrok ją krzywdził, przewiercał ją na wylot. Oddech w piersi Henry'ego utknął. Najpierw trzeba było pozbyć się tych paskudztw, odgonić je jakoś.
Stworzenia te trwały w ciemnościach, widziały przez nie... A może to światło miało je oślepić? Nawet na chwilę, by wyciągnąć dziewczynę. Nie było czasu na dyskusje z Ceolsige na ten temat, w każdej chwili z Brynją było coraz gorzej. Czuł to.
Wyciągnął różdżkę, przypomniał sobie zaklęcie przywołujące słoneczne światło. Lumos solem.
Rzucam na kształtowanie ◉◉○○○. Chcę wyczarować kulę słonecznego światła, żeby móc wyciągnąć Brynję z korytarza na zewnątrz.
Serce chłopaka drżało. Czuł dreszcze na całym ciele, żołądek zaciskał mu się z nerwów, chciało mu się wymiotować. Mimo to, po przebieżce nie czuł jakiegoś niewiarygodnego zmęczenia. Brynja była w niebezpieczeństwie, poszła sama i nie wróciła. Zniknęła właśnie w tym domu. Musiał ją uratować, choćby nie wiadomo, co tam było. Nie istniała inna możliwość.
Henry otworzył ostrożnie drzwi. W korytarzu domu niewiarygodnie śmierdziało. Henry'emu przypominało to nieświeże jedzenie, które czasem trzeba było wyrzucić. Tyle, że spotęgowane do jakiegoś apogeum zgnilizny. Ujrzał tam Brynję. Leżała na ziemi, nieprzytomna i drobna. Skulona, bo coś na nią patrzyło.
Chłopak zerwałby się biegiem w jej stronę, jednak powstrzymało go jego własne ciało. Dwie wielkie siły toczyły pojedynek w jego duszy: więź z Brynją i dogłębne przerażenie.
Twarze, twarze, twarze... Wszędzie one, patrzące tak uparcie, wykrzywione, oślizgłe. Napastowały dziewczynę samym spojrzeniem, przygniatały ją do ziemi. Ich wzrok ją krzywdził, przewiercał ją na wylot. Oddech w piersi Henry'ego utknął. Najpierw trzeba było pozbyć się tych paskudztw, odgonić je jakoś.
Stworzenia te trwały w ciemnościach, widziały przez nie... A może to światło miało je oślepić? Nawet na chwilę, by wyciągnąć dziewczynę. Nie było czasu na dyskusje z Ceolsige na ten temat, w każdej chwili z Brynją było coraz gorzej. Czuł to.
Wyciągnął różdżkę, przypomniał sobie zaklęcie przywołujące słoneczne światło. Lumos solem.
Rzucam na kształtowanie ◉◉○○○. Chcę wyczarować kulę słonecznego światła, żeby móc wyciągnąć Brynję z korytarza na zewnątrz.
Rzut N 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!