11.12.2025, 14:06 ✶
Uśmiech, który posłał Hannibalowi, był całkowicie niewinny i sugerował, że przecież Oliver nie miał z tym wężowiskiem nic wspólnego. Pewnie by mu uwierzył, gdyby nie widział na własne oczy, nie? Ktoś o jego aparycji, z tymi piegami na nosku, niewinnym uśmiechem i wielkimi oczami nie mógłby zrobić tego, co właśnie zrobił... PRAWDA?
Gdy Hannibal pociągnął go za rękę, to nie protestował. W sumie to nie wiadomo było już kto kogo ciągnął, ale wiadomo było, że ktoś Selwyna chyba rozpoznał. Cholernie ciężko było być znajomym gwiazdy, bo ciągle ktoś pokazywał na nich palcami i Oliver czuł się zazdrosny - no, zwykle, bo teraz to cieszył się, że mordę miał niepodobną do nikogo. Był bardzo, bardzo zmachany, ale udało im się odbiec ze dwie, trzy przecznice, i schować się tam, gdzie na razie nikt nie będzie ich podsłuchiwać. Oliver sapnął i uniósł rękę, dając znajomemu znać, że zaraz mu odpowie. Ale nie teraz, bo gubił oddech i w panice próbował go odzyskać.
- A taka sztuczka - odpowiedział, ocierając usta ze śliny, którą się opluł podczas tego szaleńczego biegu. - Nie, chyba nie.
Dla pewności zmacał się cały, od głowy na dupie kończąc. Nic go nie bolało, było dobrze. Parsknął śmiechem, kręcąc głową jakby chciał powiedzieć "nie". A potem odpalił papierosa, należało się im obu.
- Jak twój brzuch? - zerknął na tę część ciała Selwyna, marszcząc brwi. Dostał zaklęciem, więc może trzeba było to sprawdzić? - Nigdzie cię nie zabiorę, dopóki nie upewnię się, że wszystko jest w porządku. Mocno oberwałeś. Głupie kurwie, srają się o te różdżki a wcale ich nie potrzebują! Wyobraź sobie, co by było gdyby dać im magię do łap.
Aż się wzdrygnął na tę myśl. Przecież to by była katastrofa.