12.12.2025, 10:31 ✶
Uśmiecham się do Brenny, łapię spadającą Urd i proszę ją do tańca.
Uśmiechnęła się do niego kobieta, a on jakimś cudem wyczuł od niej dobro. Nie miał pojęcia, czy był to jakiś szósty zmysł wybudzony eliksirem. Podejrzewał też, że za maską mogła się kryć Brenna Longbottom, krewniaczka jego byłej żony. Odwzajemnił więc uśmiech. Cieszyło go, że w strukturach Ministerstwa i w magicznej socjecie pozostały jeszcze osoby o czystych sercach.
Już miał przyjrzeć się innym obecnym na balu osobistościom, spróbować rozgryźć skryte za maskami twarze. Jednak jego wzrok przykuła nietuzinkowa kobieta. Wzniosła się ona ponad podłogę, pofrunęła na białych, pierzastych skrzydłach. W sukni o tej samej barwie przypominała stworzenie niemal anielskie. Zahipnotyzowany mężczyzna, niemal nie zauważył, że w pewnym momencie piękność zaczęła upadać. Dopiero w ostatniej chwili wyciągnął ręce, by ją złapać.
Nie znał jej. Nie podejrzewał, kim była. A może to dobrze? Anonimowość zawsze dodawała flirtowi szczypty pikanterii.
— Złapać taką kobietę w ramiona to zaszczyt — uśmiechnął się do niej. — Spadła mi pani z nieba, możnaby rzec.
Odstawił ją bezpiecznie na ziemię. Zauważył, że kilka białych piórek osiadło na jego czarnej koszuli.
— Myślę, że Lestrange'owie chronią tajemnic swoich przepisów i nie dadzą nam zajrzeć do receptur — zaśmiał się. — Ale te drinki rzeczywiście wyglądają wybornie.
Wtedy właśnie w sali rozległa się nowa muzyka. Przez chwilę wzrok Roberta przyciągnęła para, która weszła na parkiet. Potem zjawiły się kolejne i kolejne...
— Może, zanim pójdziemy po drinki, uraczyłaby mnie pani tańcem? — Skłonił się jej dworsko i wyciągnął rękę.
Uśmiechnęła się do niego kobieta, a on jakimś cudem wyczuł od niej dobro. Nie miał pojęcia, czy był to jakiś szósty zmysł wybudzony eliksirem. Podejrzewał też, że za maską mogła się kryć Brenna Longbottom, krewniaczka jego byłej żony. Odwzajemnił więc uśmiech. Cieszyło go, że w strukturach Ministerstwa i w magicznej socjecie pozostały jeszcze osoby o czystych sercach.
Już miał przyjrzeć się innym obecnym na balu osobistościom, spróbować rozgryźć skryte za maskami twarze. Jednak jego wzrok przykuła nietuzinkowa kobieta. Wzniosła się ona ponad podłogę, pofrunęła na białych, pierzastych skrzydłach. W sukni o tej samej barwie przypominała stworzenie niemal anielskie. Zahipnotyzowany mężczyzna, niemal nie zauważył, że w pewnym momencie piękność zaczęła upadać. Dopiero w ostatniej chwili wyciągnął ręce, by ją złapać.
Nie znał jej. Nie podejrzewał, kim była. A może to dobrze? Anonimowość zawsze dodawała flirtowi szczypty pikanterii.
— Złapać taką kobietę w ramiona to zaszczyt — uśmiechnął się do niej. — Spadła mi pani z nieba, możnaby rzec.
Odstawił ją bezpiecznie na ziemię. Zauważył, że kilka białych piórek osiadło na jego czarnej koszuli.
— Myślę, że Lestrange'owie chronią tajemnic swoich przepisów i nie dadzą nam zajrzeć do receptur — zaśmiał się. — Ale te drinki rzeczywiście wyglądają wybornie.
Wtedy właśnie w sali rozległa się nowa muzyka. Przez chwilę wzrok Roberta przyciągnęła para, która weszła na parkiet. Potem zjawiły się kolejne i kolejne...
— Może, zanim pójdziemy po drinki, uraczyłaby mnie pani tańcem? — Skłonił się jej dworsko i wyciągnął rękę.