• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[9/10.11- środek nocy] A po weselu chodziliśmy... na grzańca?

[9/10.11- środek nocy] A po weselu chodziliśmy... na grzańca?
Karma police
"Bijące serce Zakonu" – cytat by Woody Tarpaulin (czyli twój stary najebany gada z kolegą o tym, jak był zomowcem i pałował księży na ulicach)
wiek
52
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Auror na pełen etat, majster na pół
Myślisz sobie, "ale skurwysyn", i masz w sumie rację. Szczupły, zawsze schludnie ubrany mężczyzna w średnim wieku o jasnobrązowych włosach. Niby chudy, ale jednak byk. Jak na kogoś raczej średniego wzrostu (mierzy dokładnie 1,78 m), podejrzanie mocno lubi patrzeć z góry na przestępców, których przetrzymuje w swojej sali przesłuchań. Wygląda na starszego, aniżeli jest w rzeczywistości: na jego twarzy zaczynają już rysować się zmarszczki, a pod zmęczonymi, ciemnozielonymi oczyma, widać cienie od niewyspania. Nie jest kimś, kto przesadnie dba o swój wygląd, a jednak, przepisowy mundur aurora zawsze ma idealnie wyprasowany, kołnierzyk koszuli stoi sztywno, a buty – wydają się być świeżo pastowane. Wyważenie Aarona wynika z wtłoczonego przez lata służby aurorskiego rygoru, zaś wojskowa elegancja – z przekonania o potrzebie zachowywania wewnętrznej dyscypliny bez względu na okoliczności. Przynajmniej w godzinach pracy jest elegancki, bo po cywilnemu ubiera zwykle stare łachy robocze, w których jest mu najwygodniej. Widać po nim, że pracuje manualnie, ręce ma bowiem szorstkie, z widocznymi odciskami. Jego ruchy cechuje precyzja i pewność siebie. Na co dzień pachnie wodą po goleniu (od lat tą samą), roztaczając wokół siebie mdłą woń najtańszej kawy z ministerialnego automatu, zmieszaną z dymem papierosowym. Na prawej ręce ma dwa tatuaże, które zwykle chowa jednak pod zaklęciami maskującymi.

Aaron Andrew Moody
#2
13.12.2025, 00:58  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2026, 00:11 przez Eutierria. Powód edycji: Blokada możliwości edycji )  
Polewaj, polewaj co masz, byle żwawo. Po kielichu dla każdego, przecież nie co dzień się żenię!, zakrzyknął już od wejścia Moody, przygarnąwszy do siebie ramieniem żonę, która szczęśliwie śmiała się, zamiast udusić go zarzuconym na głowę welonem. Żona. Smakował to słowo na języku odkąd tylko scałował je z ust Lorien. Już nie Lorien Mulciber, ale Lorien Mulciber-Moody, bo chciała nosić jego nazwisko tak jak nosiła na palcu obrączkę, wyróżniającą się spośród misternych splotów jej biżuterii prostotą. Chciała siedzieć obok niego, wsparta ramieniem o jego ramię, chciała... Aaron uśmiechnął się, wznosząc swój kielich w niemym toaście, poprawiając spływający na ziemię tren ślubnej sukni siedzącej obok żony, żeby nikt nie zachlapał go winem. Można było utonąć w tych wszystkich warstwach marszczonego tiulu, bufek, falbanek, zakładeczek, i bogowie tylko raczą wiedzieć, czego jeszcze. A jednak pod tą szkaradną suknią ślubną, gdzieś pośród misternych koronek i połyskujących wesoło brylancików wszytych w drogocenny materiał, naprawdę tkwiła jego Lorien. I wyglądała prześlicznie. Wyglądała prześlicznie, gdy się tak rumieniła, czy to pod wpływem grzańca, czy wstydu. Wplątał się pośród jej welony, miękko przesuwając dłonią po zaróżowionym policzku Lorien. A potem nachylił się, jak gdyby zazdrośnie chciał osłonić ją przed wzrokiem wszystkich. Nie musiał. Wiedział, że jej pocałunki należą teraz do niego. Ale znajdował przyjemność w tym, że mógł wreszcie ująć jej twarz w dłonie, przyciągnąć ją do siebie, nazwać się jej mężem, tak, jak ona nazywał siebie jego żoną.

Oczywiście, że był jej.

Wszystkim postawił kolejkę, sam też osuszył kieliszeczek czegoś mocniejszego, jeżeli i jemu podano. To nie od alkoholu szumiało mu przecież w głowie. Woody z wielkim poświęceniem wlewał w siebie kolejne toasty, dbając o wzgledną trzeźwość przyjaciela, ale Aaron i tak czuł się jakby pijany. Pijany szczęściem, wydystylowanym w niepozornej postaci kobiety, którą sam ku sobie przyciągnął, żeby złożyć pocałunek na jej ustach. Wciąż jeszcze mieli czas, żeby być szczęśliwi. Jeszcze trochę czasu. A zostało przecież tyle do zrobienia. Na przykład, napić się grzańca, który przyjemnie ogrzewał gardło podrażnione krzykiem, bo przecież Aaron przekrzykiwał wcześniej najętą orkiestrę, żeby zagrali ulubioną włoską piosenkę Lorien. A potem wszystkie sentymentalne szlagiery z lat młodości, tak chętnie puszczane w trakcie ślubnych obchodów. Gorzka wódka, gorzka wódka, trzeba ją osłodzić. Młody młodą pocałuje, nic nie będzie szkodzić!, tak śpiewało się na weselach. Nawet teraz wszyscy wokół skandowali wesoło gorzko, gorzko, gorzko. Ale gorzki smak wódki na języku był odległym wspomnieniem. Lorien smakowała bowiem słodkim włoskim winem, na butelce którego napisano "e vissero per sempre felici e contenti". Smakowała grzańcem, który oboje sączyli powoli, ciesząc się swoim szczęściem.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Andrew Moody (417), Lorien Mulciber (895), Pan Losu (212)




Wiadomości w tym wątku
[9/10.11- środek nocy] A po weselu chodziliśmy... na grzańca? - przez Lorien Mulciber - 12.12.2025, 08:49
RE: [18.11 - środek nocy] A po weselu chodziliśmy... na grzańca? - przez Aaron Andrew Moody - 13.12.2025, 00:58
RE: [18.11 - środek nocy] A po weselu chodziliśmy... na grzańca? - przez Lorien Mulciber - 11.01.2026, 20:26
RE: [18.11 - środek nocy] A po weselu chodziliśmy... na grzańca? - przez Pan Losu - 11.01.2026, 20:26

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa