13.12.2025, 12:06 ✶
Usłyszał, że ktoś się pojawił, ale nie drgnął nawet. W samym obozowisku nie obawiał się intruzów, a o tej porze nie spodziewał się wizyty kogoś z mugolskiego świata. Może powinien być ostrożniejszy, zwłaszcza po tym, jak wpadli tutaj kolekcjonerzy długów za Jamilem, ale Cathal bywał czasem zbyt pewny siebie.
- Właśnie zastanawiałem się, czy powinienem popsuć zabawę i ją podpalić - wyjaśnił, niszcząc złudzenia Guinevere dotyczące jego zamiłowania do yulowej atmosfery. Chociaż prawda była taka, że nawet jeżeli o tym pomyślał, dość szybko uznał, że tego nie zrobi. Niech już zobaczą ją rankiem, skoro się tu pojawiła: niech mają mały fragment żywcem z wspomnień o angielskim Yule, objawiający się w egipskim piekle. - A jeśli chodzi o tradycje, to ta akurat wywodzi się z Niemczech - dodał jeszcze, tak żeby dopełnić dzieła. Mogło to być łatwo odebrane jak wymądrzanie się, chociaż Cathal potraktował to bardziej jako ciekawostkę, nawet jeśli tak nie brzmiało.
Zaciągnął się ponownie dymem i pierwsze ukłucie złości na myśl o tłumaczeniu się, skąd wzięła się choinka, minęło. Mugole lubili trwać w swojej niewiedzy. Jeśli nawet ktoś uzna, że sprowadził tę tu czarnoksiężnik, przecież wszyscy tylko stwierdzą, że jest wariatem. „Bogaty sponsor z Anglii ją przysłał”. Egipcjanie miewali tendencje do łatwego wierzenia w szaleństwo bogatej, angielskiej arystokracji…
– Podejrzewałbym Jamila, gdyby nie to, że on raczej nie obchodzi Yule. Wspomnę dziś rano, że może tu zostać i nie będę szukał winnych, jeśli pojutrze w nocy zniknie równie magicznie, jak się pojawiła.
Istniała spora szansa, że w tym czasie nawet nikt poza ludźmi z obozowiska jej nie zauważy. A dłużej bez magii i tak pewnie by tu nie przetrwała: nawet w zimie na pustyni nie minęłoby wiele czasu, zanim zaczęłaby gubić igły i żółknąć.
– Obchodzisz Yule? – spytał, unosząc spojrzenie znad rozświetlonej choinki ku świetlistemu niebu. Mieszane pochodzenie sprawiało, że równie dobrze mogła go nie uznawać, obchodzić teraz albo świętować je w styczniu.
- Właśnie zastanawiałem się, czy powinienem popsuć zabawę i ją podpalić - wyjaśnił, niszcząc złudzenia Guinevere dotyczące jego zamiłowania do yulowej atmosfery. Chociaż prawda była taka, że nawet jeżeli o tym pomyślał, dość szybko uznał, że tego nie zrobi. Niech już zobaczą ją rankiem, skoro się tu pojawiła: niech mają mały fragment żywcem z wspomnień o angielskim Yule, objawiający się w egipskim piekle. - A jeśli chodzi o tradycje, to ta akurat wywodzi się z Niemczech - dodał jeszcze, tak żeby dopełnić dzieła. Mogło to być łatwo odebrane jak wymądrzanie się, chociaż Cathal potraktował to bardziej jako ciekawostkę, nawet jeśli tak nie brzmiało.
Zaciągnął się ponownie dymem i pierwsze ukłucie złości na myśl o tłumaczeniu się, skąd wzięła się choinka, minęło. Mugole lubili trwać w swojej niewiedzy. Jeśli nawet ktoś uzna, że sprowadził tę tu czarnoksiężnik, przecież wszyscy tylko stwierdzą, że jest wariatem. „Bogaty sponsor z Anglii ją przysłał”. Egipcjanie miewali tendencje do łatwego wierzenia w szaleństwo bogatej, angielskiej arystokracji…
– Podejrzewałbym Jamila, gdyby nie to, że on raczej nie obchodzi Yule. Wspomnę dziś rano, że może tu zostać i nie będę szukał winnych, jeśli pojutrze w nocy zniknie równie magicznie, jak się pojawiła.
Istniała spora szansa, że w tym czasie nawet nikt poza ludźmi z obozowiska jej nie zauważy. A dłużej bez magii i tak pewnie by tu nie przetrwała: nawet w zimie na pustyni nie minęłoby wiele czasu, zanim zaczęłaby gubić igły i żółknąć.
– Obchodzisz Yule? – spytał, unosząc spojrzenie znad rozświetlonej choinki ku świetlistemu niebu. Mieszane pochodzenie sprawiało, że równie dobrze mogła go nie uznawać, obchodzić teraz albo świętować je w styczniu.