13.12.2025, 18:45 ✶
Anthony niewątpliwie odkrywał podobną słabość, czy ciążenie ku aparycji partnera, choć to nie ona finalnie decydowała o jego słabości czy ciążeniu ku niemu w ogólności. Zbyt wiele lat utkało ich nić, zbyt wiele chwil, gdy miast poddać się pragnieniom ciała, dbali wzajem o swoje potrzeby duszy. Teraz mieli sporo do nadrabiania w tym pierwszym aspekcie, ale w drugim… Oczywiście, pewne przyzwyczajenia i starokawalerskie naleciałości już dawały się Anthony’emu we znaki - ilość buteleczek w łazience chociażby, pierdółek i pstrokatości w domu, który teraz oglądał tak często (bez względu na to czy w pozycji pionowej czy poziomej) - to go męczyło, ale zakładał, że po prostu… musi się przyzwyczaić. Chciał się przyzwyczaić.
Albo wypracować jakikolwiek kompromis z tym niepohamowanym zbieraczem.
– Choćby i dzisiaj miły… – odpowiedział w pewien sposób odruchowo, absolutnie zapominając o dwóch istotnych kwestiach, które ten plan im uniemożliwiały. Z jednej strony matka Anthony’ego cały czas przebywała w Little Hangleton czyniąc rezydencję niemożliwą do użytkowania. A z drugiej… Selwyn był dzisiaj zajęty przez aktywność, o którą Anthony nie miał prawa pytać.
Palce zatrzymały się, twarz zastygła w woskowym bezruchu, jakby był porcelanowym golemem, któremu na moment skończył się prąd. Nie było w nim wiele myśli, ale były uczucia które wymagały natychmiastowego stłamszenia. Lęk o niego. Oczywiste. Uścisk w żołądku szacunku do cudzych sekretów. Tak powiedział mu Morpheus, podobnie zresztą o organizacji rozmawiał z Jonathanem. Między sobą nie mieli tajemnic. Były jednak tajemnice, których Jonathan nie był właścicielem, a jedynie powiernikiem.
Palce znów zaczęły krążyć, ani jeden mięsień nie drgnął na przystojnej twarzy dyplomaty, nie chciał choćby zająknięciem dać odczuć własnego dyskomfortu płynącego z tej sytuacji. Nie była ona optymalna dla niego, wciąż jednak był o tyleż szczęśliwszy teraz, gdy mógł cierpieć w patrzony w twarz ukochanego, a nie… w cokolwiek patrzy przed tak słodko fortunną śnieżną zawieja.
– Może być za tydzień. Postaram się rozwiązać do tego czasu nadmiar lokatorów – powiedział jak gdyby nigdy nic.
Albo wypracować jakikolwiek kompromis z tym niepohamowanym zbieraczem.
– Choćby i dzisiaj miły… – odpowiedział w pewien sposób odruchowo, absolutnie zapominając o dwóch istotnych kwestiach, które ten plan im uniemożliwiały. Z jednej strony matka Anthony’ego cały czas przebywała w Little Hangleton czyniąc rezydencję niemożliwą do użytkowania. A z drugiej… Selwyn był dzisiaj zajęty przez aktywność, o którą Anthony nie miał prawa pytać.
Palce zatrzymały się, twarz zastygła w woskowym bezruchu, jakby był porcelanowym golemem, któremu na moment skończył się prąd. Nie było w nim wiele myśli, ale były uczucia które wymagały natychmiastowego stłamszenia. Lęk o niego. Oczywiste. Uścisk w żołądku szacunku do cudzych sekretów. Tak powiedział mu Morpheus, podobnie zresztą o organizacji rozmawiał z Jonathanem. Między sobą nie mieli tajemnic. Były jednak tajemnice, których Jonathan nie był właścicielem, a jedynie powiernikiem.
Palce znów zaczęły krążyć, ani jeden mięsień nie drgnął na przystojnej twarzy dyplomaty, nie chciał choćby zająknięciem dać odczuć własnego dyskomfortu płynącego z tej sytuacji. Nie była ona optymalna dla niego, wciąż jednak był o tyleż szczęśliwszy teraz, gdy mógł cierpieć w patrzony w twarz ukochanego, a nie… w cokolwiek patrzy przed tak słodko fortunną śnieżną zawieja.
– Może być za tydzień. Postaram się rozwiązać do tego czasu nadmiar lokatorów – powiedział jak gdyby nigdy nic.