13.12.2025, 22:12 ✶
Gest Jonathana był tak słodko właściwy ciepłemu usposobieniu mężczyzny. Raczej nie powinni zostawać w łóżku, Anthony czuł głód powoli kłębiący się w żołądku, coraz bardziej domagający się posłuchu. Mimo wszystko jednak rozluźnił ciało, poddając się przechodzącemu rozluźnieniu przetkanemu jasnymi promieniami buzującego entuzjazmu na okoliczność następnej
– …randka. To będzie kolejna randka. Jak się z tym czujesz Jonathanie? Że randkujemy i to w sposób musisz przyznać dość ekstrawagancki. – Długie palce przeczesywały kosmyki, w odruchu, w geście utkanym z niewinności młodzieńczego zauroczenia, nawet jeśli to co robili wcześniej zdecydowanie nie było niewinne. – Moja matka przeszkadza mi niewyobrażalnie. W nadchodzącym tygodniu chce osobiście przepytać Ceolsige na okoliczność plotek, aby mieć pewność, niezgodnie z resztą z faktycznym stanem rzeczy, że cała sprawa nie była ustawiona. Ufam jednak że panna Burke sprosta temu zadaniu. Ma bardzo dużo uroku osobistego. Wielka to strata, że nie chce pracować dla Ministerstwa, choć lękałbym się wtedy o nasze stołki – przyznał lekko rozbawiony, wspominając słodki uśmiech podszyty morderczym wyrachowaniem uśmiech.
Plany. Dobrze było jakieś mieć, nie zadręczać się, że to spotkanie może być ostatnim.
– Gruszka. Bardzo lubię jak jej słodycz rozlewająca się po gardle. – Dłoń zsunęła się z głowy na szyję kochanka, wyrysowując na niej lekcje anatomii, szukając ścięgien, pulsu, gardła i krtani, gładząc ukochane ciało jak wcześniej nie było im dane cieszyć się sobą nawzajem. – Przez moment nawet myślałem, czy nie nazwać fundacji… Złota Gruszka, ale jednak jabłko… niesie więcej symboliki niż gruszka. Wtedy z resztą musiałbym raczej pójść po drzewo. Złota grusza z kolei źle by prezentowała się na spinkach. Jabłko rozpozna każdy ale gruszę? Toć wszystkie drzewa wyglądają tak samo – dąsał się, mówiąc nic nie warte głupotki, dookładając jednak wszelkich starań by jego głos był cichy i miękki jak aksamit przesuwający się po wrażliwych zmysłach przebodźcowanego towarzysza. Jakby mu szeptał poezję, jakby każde słowo choćby dotyczące organizacji charytatywnej miało być wyznaniem miłości.
W pewnym sensie było.
– Co chciałbyś zjeść? Tematycznie zostaniemy przy gruszkach? Dobrze komponują się z kozim serem ale myśląc o mięsie…może perliczki?– głód jednak przejmował opowieść,do tego stopnia że Anthony zawahał się czy jednak nie zainicjować opuszczenia łoża. Ciężar Jonathana był jednak tak rozkosznie słodki…Westchnął więc i nie ruszył się z miejsca. Mieć takie problemy… zdało się prawdziwym rajem.
– …randka. To będzie kolejna randka. Jak się z tym czujesz Jonathanie? Że randkujemy i to w sposób musisz przyznać dość ekstrawagancki. – Długie palce przeczesywały kosmyki, w odruchu, w geście utkanym z niewinności młodzieńczego zauroczenia, nawet jeśli to co robili wcześniej zdecydowanie nie było niewinne. – Moja matka przeszkadza mi niewyobrażalnie. W nadchodzącym tygodniu chce osobiście przepytać Ceolsige na okoliczność plotek, aby mieć pewność, niezgodnie z resztą z faktycznym stanem rzeczy, że cała sprawa nie była ustawiona. Ufam jednak że panna Burke sprosta temu zadaniu. Ma bardzo dużo uroku osobistego. Wielka to strata, że nie chce pracować dla Ministerstwa, choć lękałbym się wtedy o nasze stołki – przyznał lekko rozbawiony, wspominając słodki uśmiech podszyty morderczym wyrachowaniem uśmiech.
Plany. Dobrze było jakieś mieć, nie zadręczać się, że to spotkanie może być ostatnim.
– Gruszka. Bardzo lubię jak jej słodycz rozlewająca się po gardle. – Dłoń zsunęła się z głowy na szyję kochanka, wyrysowując na niej lekcje anatomii, szukając ścięgien, pulsu, gardła i krtani, gładząc ukochane ciało jak wcześniej nie było im dane cieszyć się sobą nawzajem. – Przez moment nawet myślałem, czy nie nazwać fundacji… Złota Gruszka, ale jednak jabłko… niesie więcej symboliki niż gruszka. Wtedy z resztą musiałbym raczej pójść po drzewo. Złota grusza z kolei źle by prezentowała się na spinkach. Jabłko rozpozna każdy ale gruszę? Toć wszystkie drzewa wyglądają tak samo – dąsał się, mówiąc nic nie warte głupotki, dookładając jednak wszelkich starań by jego głos był cichy i miękki jak aksamit przesuwający się po wrażliwych zmysłach przebodźcowanego towarzysza. Jakby mu szeptał poezję, jakby każde słowo choćby dotyczące organizacji charytatywnej miało być wyznaniem miłości.
W pewnym sensie było.
– Co chciałbyś zjeść? Tematycznie zostaniemy przy gruszkach? Dobrze komponują się z kozim serem ale myśląc o mięsie…może perliczki?– głód jednak przejmował opowieść,do tego stopnia że Anthony zawahał się czy jednak nie zainicjować opuszczenia łoża. Ciężar Jonathana był jednak tak rozkosznie słodki…Westchnął więc i nie ruszył się z miejsca. Mieć takie problemy… zdało się prawdziwym rajem.