14.12.2025, 17:39 ✶
Może nie był to największy, ani najcenniejszy prezent jaki otrzymała. Kiedy jednak Ceolsige myślała o najlepszym prezencie jakim została obdarowana to jej dłoń mimowolnie odnajdowała schowaną w kieszeni szaty fajkę.
Fajka po dziadku była przedmiotem, który nosił w sobie ciężar czasu i ciepło czyjejś dłoni. Podłużna, o proporcjach bardziej przystających do stylu z minionych wieków, zdawała się stworzona nie tylko do palenia, lecz do bycia trzymaną. Już z pierwszym dotykiem Ceolsige miała wrażenie jakby jej istnienie dopełniało się dopiero w czyichś palcach. Ciemne, dębowe drewno miało barwę tajemniczego zmierzchu, niemal czarną. Dopiero przy bliższym spojrzeniu odsłaniało subtelne żyłkowania słoi drewna z jakiego było wykonane. Czubek cybucha przechodząc w komin był szeroki i łagodnie wyoblony. Lubiła myśleć, że wygładziły go lata dotyku. Z dumą odkryła, że fajka naturalnie układała się w smukłych palcach czarodziejki, jakby drewno pamiętające kształt dłoni jej rodu przyznawało jej udział w swojej historii.
Ustnik, czarny jak noc bez gwiazd, wyróżniał się dziwnym, metalicznym połyskiem. Blask, szczególnie intensywny na samej krawędzi przypominał jej refleks ognia na polerowanej stali. Unosząc fajkę do ust, ustnik trafiał w ich szczelinę z niemal niepokojącą dokładnością. Nie było to możliwe i wiedziała, że nie potrafił zmieniać kształtu. Jednak pasował jakby został odlany specjalnie dla niej, dawno temu, z myślą o tym jednym geście. Jego gładki koniuszek ledwie muskał czubek języka pozostawiając po sobie dziwną, jedyną w swoim rodzaju mieszankę metalicznych smaków, które dziedzictwo rodu z łatwością przypisywało do znanych metali.
Dostawała wiele prezentów i szczególnie ceniła swoją kolekcję broszek. Fajka jednak wydawała się najbardziej intymna ze wszystkich.
Fajka po dziadku była przedmiotem, który nosił w sobie ciężar czasu i ciepło czyjejś dłoni. Podłużna, o proporcjach bardziej przystających do stylu z minionych wieków, zdawała się stworzona nie tylko do palenia, lecz do bycia trzymaną. Już z pierwszym dotykiem Ceolsige miała wrażenie jakby jej istnienie dopełniało się dopiero w czyichś palcach. Ciemne, dębowe drewno miało barwę tajemniczego zmierzchu, niemal czarną. Dopiero przy bliższym spojrzeniu odsłaniało subtelne żyłkowania słoi drewna z jakiego było wykonane. Czubek cybucha przechodząc w komin był szeroki i łagodnie wyoblony. Lubiła myśleć, że wygładziły go lata dotyku. Z dumą odkryła, że fajka naturalnie układała się w smukłych palcach czarodziejki, jakby drewno pamiętające kształt dłoni jej rodu przyznawało jej udział w swojej historii.
Ustnik, czarny jak noc bez gwiazd, wyróżniał się dziwnym, metalicznym połyskiem. Blask, szczególnie intensywny na samej krawędzi przypominał jej refleks ognia na polerowanej stali. Unosząc fajkę do ust, ustnik trafiał w ich szczelinę z niemal niepokojącą dokładnością. Nie było to możliwe i wiedziała, że nie potrafił zmieniać kształtu. Jednak pasował jakby został odlany specjalnie dla niej, dawno temu, z myślą o tym jednym geście. Jego gładki koniuszek ledwie muskał czubek języka pozostawiając po sobie dziwną, jedyną w swoim rodzaju mieszankę metalicznych smaków, które dziedzictwo rodu z łatwością przypisywało do znanych metali.
Dostawała wiele prezentów i szczególnie ceniła swoją kolekcję broszek. Fajka jednak wydawała się najbardziej intymna ze wszystkich.