15.12.2025, 03:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.12.2025, 04:12 przez Julien Fitzpatrick.)
- Coś fajnego, masz na myśli coś tak dojebanego, aby za rok nauczyciele dziękowali losowi, że została im już tylko wasza dwójka? - siedział na fotelu, z nogami przewieszonymi o podłokietnik i jednym ramieniem nonszalancko oplatającym oparcie. Tasował bardzo zużytą talię kart, jakby od niechcenia, spojrzenie skupiajac wszędzie indziej, tylko nie na swoich dłoniach.
Nie miał ochoty wracać do domu na święta, więc ku niezadowoleniu starszego brata, pozostał w murach zamku. Od następnego roku zacznie świecić oczyma na rodzinnych zbiegowiskach, Finneas powinien rozumieć, że ma prawo do ostatniego roku laby i ominięcia kłótni z wujem Chesterem czy kimkolwiek innym. Poza tym, widzenie absolutnie zblazowanej przez niezadowolenie ze swojego życia gęby ojca nie grało z jego idealną wizją świąt, wolał wpatrywać się w ochoczo migoczące światełka na gryfońskiej choince niż w pustkę oczu matki, w których jakiekolwiek iskierki zgasły lata temu.
Spore, brązowe buty stały obok kominka odsłaniając dwie, niedopasowane skarpety Rookwooda, ich barwy nijak zgrywały się z wystrojem pokoju wspólnego, królował fiolet, złoto, zieleń i pomarańcz, układające się w bliżej nieokreślone paski i kropki, wyblakłe przy piętach ze względu na otarty materiał. Ciemne jeansy miał tez poprzecierane, ale było to definitywnie częścią looku. Na wypłowiałą, czerwoną koszulkę miał zarzucony czarny sweter z logo The Rolling Stones, nową zdobycz, którą dostał w duchu świąt od kolegi pochodzącego z Mugolskiej rodziny.
- Ogień to ogień - wzruszył ramionami, starając się być jak najbardziej nonszalanckim, jak tylko mógł, w końcu nie wiadomo było kto i jak bardzo piękny czy przystojny wejdzie właśnie do pomieszczenia (prawdopodobnie nikt, bo niewiele osób zostawało w zamku na święta) - Chyba, że wiesz, lubisz jakieś takie nuty danego drzewa, na przykład cedrowe czy sosnowe, to wtedy już słabiej, bo nie mam pojęcia co za drewno wrzucają do tych kominków. I w ogóle kto to robi. Widzieliście kiedyś kto to robi? Myślicie, że te same skrzaty, co je trzymają w piwnicy jak niewolników, aby gotowały nam żarcie? Trochę pojebany koncept, ale może tylko się doszukuje dziury w całym - wyraził swoje zdanie, ale w duchu uprzywilejowanego nastolatka, nie przejął się sytuacją na serio, ot, chciał zabrzmieć 'cool'.
- Mam jeszcze jakieś wińsko od Jima, te co smakowało jak obszczane jagody spod chaty gajowego, ale ej, jeżeli zabraknie nam innych opcji, możemy z niego spróbować zrobić grzańca. Na razie zacznij kółeczko przyjaźni i dzielenia butelki, jako właściciel trunku. Albo Cameron, ty jako gość, może chcesz? - rzucił Lupina kartą, która akurat wysmyknęła się z talii.
- Nie mów mi co wylosowałeś, zgadnę - ożywił się, jeżeli Lupin podniósł kartę, którą został sekundę temu zaatakowany. Charlie przywołał na twarz minę największego skupienia, która zapewne zarezerwowana była tylko na najdłuższe posiedzenia na kiblu.
- Wylosowałeś twoją starą najebaną, prawda? - wyszczerzył zęby w chochliczym uśmiechu i rozłożył ręce, jakby słowa, które padły z jego ust były recytowaną przepowiednią.
Nie miał ochoty wracać do domu na święta, więc ku niezadowoleniu starszego brata, pozostał w murach zamku. Od następnego roku zacznie świecić oczyma na rodzinnych zbiegowiskach, Finneas powinien rozumieć, że ma prawo do ostatniego roku laby i ominięcia kłótni z wujem Chesterem czy kimkolwiek innym. Poza tym, widzenie absolutnie zblazowanej przez niezadowolenie ze swojego życia gęby ojca nie grało z jego idealną wizją świąt, wolał wpatrywać się w ochoczo migoczące światełka na gryfońskiej choince niż w pustkę oczu matki, w których jakiekolwiek iskierki zgasły lata temu.
Spore, brązowe buty stały obok kominka odsłaniając dwie, niedopasowane skarpety Rookwooda, ich barwy nijak zgrywały się z wystrojem pokoju wspólnego, królował fiolet, złoto, zieleń i pomarańcz, układające się w bliżej nieokreślone paski i kropki, wyblakłe przy piętach ze względu na otarty materiał. Ciemne jeansy miał tez poprzecierane, ale było to definitywnie częścią looku. Na wypłowiałą, czerwoną koszulkę miał zarzucony czarny sweter z logo The Rolling Stones, nową zdobycz, którą dostał w duchu świąt od kolegi pochodzącego z Mugolskiej rodziny.
- Ogień to ogień - wzruszył ramionami, starając się być jak najbardziej nonszalanckim, jak tylko mógł, w końcu nie wiadomo było kto i jak bardzo piękny czy przystojny wejdzie właśnie do pomieszczenia (prawdopodobnie nikt, bo niewiele osób zostawało w zamku na święta) - Chyba, że wiesz, lubisz jakieś takie nuty danego drzewa, na przykład cedrowe czy sosnowe, to wtedy już słabiej, bo nie mam pojęcia co za drewno wrzucają do tych kominków. I w ogóle kto to robi. Widzieliście kiedyś kto to robi? Myślicie, że te same skrzaty, co je trzymają w piwnicy jak niewolników, aby gotowały nam żarcie? Trochę pojebany koncept, ale może tylko się doszukuje dziury w całym - wyraził swoje zdanie, ale w duchu uprzywilejowanego nastolatka, nie przejął się sytuacją na serio, ot, chciał zabrzmieć 'cool'.
- Mam jeszcze jakieś wińsko od Jima, te co smakowało jak obszczane jagody spod chaty gajowego, ale ej, jeżeli zabraknie nam innych opcji, możemy z niego spróbować zrobić grzańca. Na razie zacznij kółeczko przyjaźni i dzielenia butelki, jako właściciel trunku. Albo Cameron, ty jako gość, może chcesz? - rzucił Lupina kartą, która akurat wysmyknęła się z talii.
- Nie mów mi co wylosowałeś, zgadnę - ożywił się, jeżeli Lupin podniósł kartę, którą został sekundę temu zaatakowany. Charlie przywołał na twarz minę największego skupienia, która zapewne zarezerwowana była tylko na najdłuższe posiedzenia na kiblu.
- Wylosowałeś twoją starą najebaną, prawda? - wyszczerzył zęby w chochliczym uśmiechu i rozłożył ręce, jakby słowa, które padły z jego ust były recytowaną przepowiednią.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you