15.12.2025, 18:26 ✶
Poszlaki wiodące do wniosku, że w tym miejscu znajdował się ktoś jeszcze, nie były wcale takie oczywiste. Na pierwszy rzut oka nie dało się dojrzeć tutaj żadnej innej osoby – niczyje nogi nie wystawały z kabiny, nikt nie mył rąk, nikt też nie chował się za zdobionym zlewem – widoczne były jedynie drobne ślady cudzej obecności, a i nawet zauważając je, można było stwierdzić, że to jedynie kilka porzuconych tu przedmiotów. Materiałowa torba rzucona w kąt łazienki, kilka włosów i złote kolczyki z perełką na dnie jednej z niedziałających umywalek. Do tego, gdyby ktoś pokusił się o sprawdzenie każdej z kabin po kolei, okazałoby się, że jedna z nich jest zamknięta. Poza tym – nic.
Łazienka Jęczącej Marty była dla większości dziewcząt strefą absolutnie zakazaną. Było ku temu wiele logicznych powodów, o których nie mówiło się głośno, bo w tym wieku istniały tematy skazujące zbyt odważne jednostki na społeczny ostracyzm. Siedząca na muszli klozetowej Primrose bardzo te niepisane zasady szanowała i nigdy by się tutaj nie pojawiła, gdyby takie odludne miejsce nie było przez swoją specyfikę idealnym miejscem do płakania i prób uspokojenia średnio działającej metamorfomagii. To nie był pierwszy raz kiedy podkulała nogi i udawała, że jest niewidoczna dla innych. Legenda o Marcie bardzo pomagała jej ukrywać takie żenujące chwile. Gdyby… gdyby miała opinię heksy, to chyba by umarła, a tak to wszystko spadało na Martę (a że jej nigdy nie spotkała, wciąż miała ją za legendę) i…
Nagle wydarzyło się tak wiele, że cały jej świat wywrócił się do góry nogami. Tego absolutnego horroru nie zrozumie nikt, absolutnie nikt, kto nigdy nie był nastolatką.
Wpierw dało się usłyszeć świst powietrza i pluśnięcie wody. Łkanie Primrose ustało, a następnie zdezorientowana dziewczyna poczuła, jak coś napiera na klapę na której siedziała. W panice opuściła szybko nogi na podłogę i chciała wstać, ale zamiast tego upadła na drzwi kabiny z impetem, kiedy z ubikacji wyskoczył najprawdziwszy duch Marty Warren … !
A więc to nie była legenda!
– CZY KTOŚ TU SRA NA KLAPĘ??
Młodziutka Lestrange zmarła. Dopiero co odkleiła twarz od deski i odwróciła się, chciała stąd wyjść, ale teraz wiedziała, że będzie uwięziona w tej kabinie na wieczność. Nie było szans, że po takim tekście ktokolwiek kto znajdował się na zewnątrz da jej żyć.
– N-Nie mów tak… – Załkała, po czym zdobyła się przynajmniej na otarcie łez z zaczerwienionej twarzy.
– TO CZEMU SRASZ NA KLAPĘ W MOJEJ ŁAZIENCE?? – Marta wychyliła się mocniej z muszli klozetowej, żeby chwycić stojącą na spłuczce rolę papieru i rzucić nią przed siebie.
Życie Primrose właśnie się kończyło. Co było gorsze? Ta absolutna siara, czy perspektywa zostania ochlapaną wodą z kibla? Nie miała zbyt wiele czasu na decyzję, więc ostatecznie otworzyła drzwi i wyleciała na zewnątrz w kierunku umywalek.
Łazienka Jęczącej Marty była dla większości dziewcząt strefą absolutnie zakazaną. Było ku temu wiele logicznych powodów, o których nie mówiło się głośno, bo w tym wieku istniały tematy skazujące zbyt odważne jednostki na społeczny ostracyzm. Siedząca na muszli klozetowej Primrose bardzo te niepisane zasady szanowała i nigdy by się tutaj nie pojawiła, gdyby takie odludne miejsce nie było przez swoją specyfikę idealnym miejscem do płakania i prób uspokojenia średnio działającej metamorfomagii. To nie był pierwszy raz kiedy podkulała nogi i udawała, że jest niewidoczna dla innych. Legenda o Marcie bardzo pomagała jej ukrywać takie żenujące chwile. Gdyby… gdyby miała opinię heksy, to chyba by umarła, a tak to wszystko spadało na Martę (a że jej nigdy nie spotkała, wciąż miała ją za legendę) i…
Nagle wydarzyło się tak wiele, że cały jej świat wywrócił się do góry nogami. Tego absolutnego horroru nie zrozumie nikt, absolutnie nikt, kto nigdy nie był nastolatką.
Wpierw dało się usłyszeć świst powietrza i pluśnięcie wody. Łkanie Primrose ustało, a następnie zdezorientowana dziewczyna poczuła, jak coś napiera na klapę na której siedziała. W panice opuściła szybko nogi na podłogę i chciała wstać, ale zamiast tego upadła na drzwi kabiny z impetem, kiedy z ubikacji wyskoczył najprawdziwszy duch Marty Warren … !
A więc to nie była legenda!
– CZY KTOŚ TU SRA NA KLAPĘ??
Młodziutka Lestrange zmarła. Dopiero co odkleiła twarz od deski i odwróciła się, chciała stąd wyjść, ale teraz wiedziała, że będzie uwięziona w tej kabinie na wieczność. Nie było szans, że po takim tekście ktokolwiek kto znajdował się na zewnątrz da jej żyć.
– N-Nie mów tak… – Załkała, po czym zdobyła się przynajmniej na otarcie łez z zaczerwienionej twarzy.
– TO CZEMU SRASZ NA KLAPĘ W MOJEJ ŁAZIENCE?? – Marta wychyliła się mocniej z muszli klozetowej, żeby chwycić stojącą na spłuczce rolę papieru i rzucić nią przed siebie.
Życie Primrose właśnie się kończyło. Co było gorsze? Ta absolutna siara, czy perspektywa zostania ochlapaną wodą z kibla? Nie miała zbyt wiele czasu na decyzję, więc ostatecznie otworzyła drzwi i wyleciała na zewnątrz w kierunku umywalek.