04.03.2023, 23:59 ✶
Czasy są niespokojne, cisnęło mu się na usta, lecz im dłużej pochylał się nad tym zagadnieniem, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że czasy nigdy właściwie nie były spokojne. Kiedy Perseus się urodził, niebo nad Europą przysłaniały mugolskie samoloty, rozwierające swe blaszane brzuchy, z których wypadały ładunki gotowe obrócić w pył całe metropolie. Pamiętał ryk syren przeciwlotniczych - chociaż w gruncie rzeczy był zbyt mały, aby pamiętać, więc stworzył sobie wspomnienie, które z kolei racji bytu mieć nie mogło, bowiem przyszedł na świat na wsi w Oxfordshire. Trzydzieści lat po tych wydarzeniach kolejne niebezpieczeństwo zawisło nad Wielką Brytanią; oto czarnoksiężnik wypowiedział wojnę całej czarodziejskiej rasie. Wszak historia wielokrotnie pokazywała im, tylko kwestią czasu jest, aż w konflikt pomiędzy czystą, a brudną krwią zostaną wciągnięci wszyscy magowie. Czy popierał idee głoszone przez Voldemorta i jego popleczników? W pewnym sensie - wychowany został w przekonaniu o własnej wyższości. Nie uważał jednak, aby czystki w jakikolwiek sposób przyczyniły się społeczeństwu - chyba, że usunięcie samego Czarnego Pana. Nie pomogłoby to na długo, zdawał sobie sprawę z tego, że wkrótce pojawiłby się kolejny następca - tak, jak po śmierci króla na tron wstępuje jego syn, po zakończonej kadencji Ministra Magii wybierany jest nowy, a dziedzic otrzymuje swoją fortunę. Bo zło istniało od zawsze i istnieć będzie nawet wtedy, gdy ich ciała złożone w rodowych grobowcach zamienią się w bielejące kości.
To właśnie ono zaprowadziło Perseusa przed oblicze detektywa Longbottoma. Sam był tylko kruchym, kalekim człowiekiem, lecz z jego pomocą... Z jego pomocą być może uda mu się odsunąć od siebie oskarżenia, jakoby nie troszczył się o swoich pacjentów. Czy brzmiało to egoistycznie? Każdy czasem kieruje się własnymi korzyściami i Perseus nie był wyjątkiem; tym razem jednak kryło się za tym coś więcej. Gdyby ci wszyscy samozwańczy sędziowie mogli zobaczyć, jak Black mocno angażował się w życie Lecznicy Dusz, jak uważanie słuchał każdego człowieka, który zjawił się u niego w potrzebie, jak odmawiał sobie snu, aby wciąż poszerzać swoją wiedzę - nie mógłby dalej leczyć, gdyby jego opinia uległa zszarganiu.
— Dlatego potrzebuję kogoś z bystrym okiem i klarownym umysłem. Kogoś takiego jak ty, Eriku — wyznał szczerze. Elliott twierdził, że Longbottomowi można zaufać, a Perseus bezgranicznie ufał przyjacielowi; w najczarniejszej godzinie mógłby zawierzyć mu życie. Zaraz potem dostrzegł błysk w oczach Erika i nie mógł powstrzymać się od uśmiechu. Chwilę później poczuł bolesne ukłucie w klatce piersiowej. Ten mężczyzna był jak pierwsze ciepłe promienie słońca po długiej zimie - nic dziwnego, że Elliott miał do niego słabość, którą Perseus, ku własnemu nieszczęściu, zdawał się podzielać. Spuścił głowę i wbił spojrzenie we własne dłonie; nie mógł tego zrobić, za bardzo mu na nim zależało.
— Och nie! Wygląda na to, że jutro wylądujemy na pierwszej stronie Proroka Codziennego! — teatralnie przyłożył dłoń do piersi udając wzburzenie — Jak to się odbije na pańskiej reputacji, panie Longbottom?
Skłamałby, gdyby stwierdził, że zgoda go nie ukontentowała, zaś nazwanie go przyjacielem nie wprowadziło w swoiste zakłopotanie. Przyjaciel! Serce Perseusa zabiło na moment mocniej - och, jakże to słowo przyjemnie układało się w cudzych ustach, nawet jeśli nie dorastał do tego określenia. Miło jednak było myśleć, że przez krótką chwilę stał się przyjacielem kogoś takiego jak Erik Longbottom.
Kilka minut później przemierzał z nim londyńskie ulice. Był już spokojniejszy, o wiele bardziej pewny siebie, zupełnie tak, jakby ministerialne ściany obdzierały go z całej charyzmy jaką posiadał. W pewnym sensie tak było; powaga bijąca od urzędników stała w opozycji do jego ekscentrycznej natury. Nigdy nie wiedział jak powinien zachowywać się w ich towarzystwie, a skrępowanie plątało mu język i myliło krok. Kiedy jednak budynek Ministerstwa Magii został za ich plecami na powrót stał się roześmianym Perseusem.
— Całkiem niedaleko — rzucił beztrosko, prowadząc Erika w wąskie uliczki. Starał się dorównać jego tempu; choroba wciąż stanowiła wstydliwą słabość, której nie śmiał wyjawić nawet siostrze, najbliższej mu istocie. W pewnym momencie zauważył, że jego towarzysz stara się dorównać mu szybkością chodu i ogarnęła go niewypowiedziana wdzięczność; uczucie tak silne, że ścisnęło go za gardło i nie pozwoliło mu się odezwać, nim nie znaleźli się na miejscu. W końcu zatrzymał się przed sutereną pod jedną z kamienic; z zewnątrz wyglądała jak jedno z tych ubogich mugolskich mieszkań.
— Zaklęcia ukrywające sprawiają, że miejsce to nie wygląda zachęcająco. Dzięki temu możesz tu liczyć na pełną dyskrecję — oparł z szelmowskim uśmiechem, ruszając przed siebie w dół po stromych schodach. Zastukał w drewno trzy razy; drzwi się uchyliły, a Perseus pochylił się i wyszeptał coś, co niewątpliwie nie było przeznaczone dla uszu Erika. Hasło. Skrzat, bowiem to nim była istota po drugiej stronie, otworzył szerzej drzwi, zapraszając obu mężczyzn do środka. Znaleźli się w przestronnym korytarzu ze ścianami pokrytymi ręcznie malowaną tapetą w kwieciste wzory oraz szkarłatem wstęgi dywanu pod ich stopami, a także marmurem posągów zwracającym ku czarodziejom swe puste spojrzenia. Skrzat zaprowadził ich do wielkiej sali, w której zamiast tradycyjnych stolików znajdowały się loże - każda z nich została magicznie zaciemniona, aby nie można było dostrzec pozostałych gości. Nic dziwnego - restauracja ta od lat była miejscem spotkań sekretnych kochanków, biznesmenów oraz polityków. Kto wie, jakie umowy zostały w niej zawarte, jakie czarodziejskie prawa uchwalone...
Zaprowadzono ich do loży w kącie sali i podano menu, a w nim kawior, białe trufle, ziemniaki La Bonnotte i inne pyszności sięgające wartością nawet i kilkumiesięczną wypłatę przeciętnego czarodzieja. Wychodził jednak z założenia, że czasem trzeba pozwolić sobie na odrobinę luksusu.
— Nie krępuj się. Ja stawiam — oświadczył. Teraz mógł w pełni się skupić, aby użyć swoich zdolności...
Odkryj wiadomość pozafabularną
To właśnie ono zaprowadziło Perseusa przed oblicze detektywa Longbottoma. Sam był tylko kruchym, kalekim człowiekiem, lecz z jego pomocą... Z jego pomocą być może uda mu się odsunąć od siebie oskarżenia, jakoby nie troszczył się o swoich pacjentów. Czy brzmiało to egoistycznie? Każdy czasem kieruje się własnymi korzyściami i Perseus nie był wyjątkiem; tym razem jednak kryło się za tym coś więcej. Gdyby ci wszyscy samozwańczy sędziowie mogli zobaczyć, jak Black mocno angażował się w życie Lecznicy Dusz, jak uważanie słuchał każdego człowieka, który zjawił się u niego w potrzebie, jak odmawiał sobie snu, aby wciąż poszerzać swoją wiedzę - nie mógłby dalej leczyć, gdyby jego opinia uległa zszarganiu.
— Dlatego potrzebuję kogoś z bystrym okiem i klarownym umysłem. Kogoś takiego jak ty, Eriku — wyznał szczerze. Elliott twierdził, że Longbottomowi można zaufać, a Perseus bezgranicznie ufał przyjacielowi; w najczarniejszej godzinie mógłby zawierzyć mu życie. Zaraz potem dostrzegł błysk w oczach Erika i nie mógł powstrzymać się od uśmiechu. Chwilę później poczuł bolesne ukłucie w klatce piersiowej. Ten mężczyzna był jak pierwsze ciepłe promienie słońca po długiej zimie - nic dziwnego, że Elliott miał do niego słabość, którą Perseus, ku własnemu nieszczęściu, zdawał się podzielać. Spuścił głowę i wbił spojrzenie we własne dłonie; nie mógł tego zrobić, za bardzo mu na nim zależało.
— Och nie! Wygląda na to, że jutro wylądujemy na pierwszej stronie Proroka Codziennego! — teatralnie przyłożył dłoń do piersi udając wzburzenie — Jak to się odbije na pańskiej reputacji, panie Longbottom?
Skłamałby, gdyby stwierdził, że zgoda go nie ukontentowała, zaś nazwanie go przyjacielem nie wprowadziło w swoiste zakłopotanie. Przyjaciel! Serce Perseusa zabiło na moment mocniej - och, jakże to słowo przyjemnie układało się w cudzych ustach, nawet jeśli nie dorastał do tego określenia. Miło jednak było myśleć, że przez krótką chwilę stał się przyjacielem kogoś takiego jak Erik Longbottom.
Kilka minut później przemierzał z nim londyńskie ulice. Był już spokojniejszy, o wiele bardziej pewny siebie, zupełnie tak, jakby ministerialne ściany obdzierały go z całej charyzmy jaką posiadał. W pewnym sensie tak było; powaga bijąca od urzędników stała w opozycji do jego ekscentrycznej natury. Nigdy nie wiedział jak powinien zachowywać się w ich towarzystwie, a skrępowanie plątało mu język i myliło krok. Kiedy jednak budynek Ministerstwa Magii został za ich plecami na powrót stał się roześmianym Perseusem.
— Całkiem niedaleko — rzucił beztrosko, prowadząc Erika w wąskie uliczki. Starał się dorównać jego tempu; choroba wciąż stanowiła wstydliwą słabość, której nie śmiał wyjawić nawet siostrze, najbliższej mu istocie. W pewnym momencie zauważył, że jego towarzysz stara się dorównać mu szybkością chodu i ogarnęła go niewypowiedziana wdzięczność; uczucie tak silne, że ścisnęło go za gardło i nie pozwoliło mu się odezwać, nim nie znaleźli się na miejscu. W końcu zatrzymał się przed sutereną pod jedną z kamienic; z zewnątrz wyglądała jak jedno z tych ubogich mugolskich mieszkań.
— Zaklęcia ukrywające sprawiają, że miejsce to nie wygląda zachęcająco. Dzięki temu możesz tu liczyć na pełną dyskrecję — oparł z szelmowskim uśmiechem, ruszając przed siebie w dół po stromych schodach. Zastukał w drewno trzy razy; drzwi się uchyliły, a Perseus pochylił się i wyszeptał coś, co niewątpliwie nie było przeznaczone dla uszu Erika. Hasło. Skrzat, bowiem to nim była istota po drugiej stronie, otworzył szerzej drzwi, zapraszając obu mężczyzn do środka. Znaleźli się w przestronnym korytarzu ze ścianami pokrytymi ręcznie malowaną tapetą w kwieciste wzory oraz szkarłatem wstęgi dywanu pod ich stopami, a także marmurem posągów zwracającym ku czarodziejom swe puste spojrzenia. Skrzat zaprowadził ich do wielkiej sali, w której zamiast tradycyjnych stolików znajdowały się loże - każda z nich została magicznie zaciemniona, aby nie można było dostrzec pozostałych gości. Nic dziwnego - restauracja ta od lat była miejscem spotkań sekretnych kochanków, biznesmenów oraz polityków. Kto wie, jakie umowy zostały w niej zawarte, jakie czarodziejskie prawa uchwalone...
Zaprowadzono ich do loży w kącie sali i podano menu, a w nim kawior, białe trufle, ziemniaki La Bonnotte i inne pyszności sięgające wartością nawet i kilkumiesięczną wypłatę przeciętnego czarodzieja. Wychodził jednak z założenia, że czasem trzeba pozwolić sobie na odrobinę luksusu.
— Nie krępuj się. Ja stawiam — oświadczył. Teraz mógł w pełni się skupić, aby użyć swoich zdolności...
Rzut kością na percepcję - próba odczytania nastroju Erika
Rzut PO 1d100 - 48
Sukces!
Sukces!
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory