– Nieprzygotowani na wielkie świętowanie, jak tak można – odparła mu na to i pokręciła głową, prawie jakby brała na serio jego utyskiwanie, ale nie – ciągnęła z nim tę rozmowę doskonale wiedząc, że żadne z nich nie mówiło na poważnie, bo nie zanosiło się żeby Cathal planował tę choinkę faktycznie podpalić, choć akurat nie wątpiła, że gdyby do tego doszło i mieli tu pianki i kiełbaski, to ludzie zrobiliby sobie ognisko. Sama nigdy na takim nie była, ale ten koncept został przez jej tatę bardzo dobrze wyrysowany.
– Poszedłby na to – stwierdziła po kilku sekundach zastanowienia, kiedy już Shafiq rozważył opcje z udziałem Jamila w procederze przytargania na środek pustyni drzewka świątecznego, choć w pierwszym odruchu go odrzucił. Błąd. Ale to, co Cal powiedział o Bell brzmiało jak prawdopodobny scenariusz, na który zgodziłby się Anwar.
– Prawie? – fakt, jak pierwszy raz zobaczyła śnieg to był to dla niej szok i nie wiedziała co się dzieje, była jednak jeszcze dzieckiem. Zawsze kojarzył jej się jednak z milutką pierzynką, która otula świat do snu, ale fakt… zimy jakie widziała to te w Anglii, a nie w Rosji jak Cal. – Mogę transmutować trochę tego piachu w śnieg, specjalnie dla ciebie – zaproponowała, rozmyślając nad tym, że trzeba by to zaklęcie połączyć z jakimś, które utrzymuje zimno na i jego obszarze, by ten się nie roztopił, gdy już wstanie słońce. – Hahaha, nie będę to ja – roześmiała się cicho, bo akurat zasypania całego obozu by się nie podjęła, nawet ona uznałaby to za zbyt ryzykowne i skrajnie głupie, ale jeśli Cal myślał przy tym o Jamilu… cóż. Może jednak by się powstrzymał przed umówieniem kogoś innego. Może.
Coś w głosie Shafiqa sprawiło, że uniosła głowę akurat, by zobaczyć jego minę. Nie wiedziała jaki był stan kontaktów z jego rodziną i jakie ma doświadczenia, bywało z tym w końcu różnie, ale coś jej mówiło, że być może jeśli chodziło o rodzinne spędzanie świąt, to jednak niekoniecznie ma dobre skojarzenia. Wyciągnęła więc rękę i leciutko położyła ją na jego ramieniu, tak dla nabrania otuchy. Nie zamierzała o nic pytać, była po prostu jak zawsze: akceptowała milczenie i niewypowiedziane rzeczy.
– Tak. Ale święta w gronie znajomych są równie miłe – miała tu na myśli tę grupę. Ostatecznie wszyscy spędzali tu ze sobą dużo czasu i zdążyli się dość dobrze poznać, więc taki świąteczny poranek z ludźmi, którym zależało wystarczająco mocno, by w ogóle wtaszczyć tutaj choinkę, nie mógł być niewypałem. Uśmiechnęła się przy tym do swoich myśli.