18.12.2025, 10:46 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2025, 13:58 przez Anthony Shafiq.)
Shafiq zwykle miał wiele scenariuszy na każdy możliwy moment, ścieżki jego rozumowania rozplątały się i splatały jak gałęzie przedwiecznego drzewa.
To co jednak zaczęło pojawiać się w przestrzeni dźwiękowej kuchni, zdecydowanie nie było czymś co byłby w stanie przewidzieć.
Nie przerywał Jonathanowi. Wręcz przeciwnie. Przylgnął policzkiem do jego pleców, czując jak może i ciasteczka nie spłonęły, ale jego skóra paliła tak mocno, że powinien był może przyłożyć do niej chłodny okład a nie rozgrzane plecy kochanka.
- Tak. Zdecydowanie. To zdecydowanie. Nowe kadzidełka - wymamrotał przyciskając go wciąż mocno do siebie i zastanawiając się czy Jonathan był zawsze taki bezwstydny, czy wraz z magią wadliwego świstoklika otworzyły mu się czakry odpowiadające za takie zachowanie. W sumie nie powinien za bardzo się dziwić, od lat podejrzewał, że Jonathan hobbystycznie lubuje się w wyprowadzaniu go z równowagi, nigdy jednak nie przekraczał pewnej granicy, która gdzieś zatarła się w śnieżnej zawiei ledwie tydzień temu. Anthony zawsze lubił mieć wszystko pod kontrolą i nie inaczej było w tych sferach życia. Tymczasem Jonathan… był nieokiełznanym żywiołem, który z taką samą swobodą opowiadał z detalami o seksie w plenerze, jak i stepującym yeti.
Palce Anthony’ego drgnęły tworząc pospiesznie supły w magii kształtowania. Skojarzenie było proste. Korzenne ciasteczka, sny o śniegu w przeróżnych, przeróżnych konfiguracjach… To co pojawiło się nad ich głowami w intencji było jemiołą, choć przy skandalicznie niskiej wiedzy na tematy przyrodnicze, było to kilka ciemnozielonych listków, czarne jagódki, wszystko przewiązane złotą wstążką. Wyobrażenie jemioły nie musiało być jednak dokładne.
Odchrząknął niezręcznie, wiedząc doskonale, że to co powie najprawdopodobniej sprawi, że Jonathan się do niego odwróci i zobaczy rozlane po całej twarzy wypieki, jakby Anthony był podlotkiem na pierwszej, no może drugiej randce.
- Yule w październiku. Khm… czy to jemioła wisi nam nad głowami? Nie spodziewałem się po Tobie takich dekoracji w… em… w kuchni… - powoli rozsupłał dłonie, aby Selwyn mógł się ku niemu obrócić. Ich usta złączyłyby się pewnie w pocałunku i bez tej małej atrakcji, ale skoro mieli ten poranek na małe przedwczesne świętowanie…
Szkoda tylko, że gdy w końcu ich wargi się połączyły stracił koncentrację i wyczarowany wiecheć spadł im na głowę
To co jednak zaczęło pojawiać się w przestrzeni dźwiękowej kuchni, zdecydowanie nie było czymś co byłby w stanie przewidzieć.
Nie przerywał Jonathanowi. Wręcz przeciwnie. Przylgnął policzkiem do jego pleców, czując jak może i ciasteczka nie spłonęły, ale jego skóra paliła tak mocno, że powinien był może przyłożyć do niej chłodny okład a nie rozgrzane plecy kochanka.
- Tak. Zdecydowanie. To zdecydowanie. Nowe kadzidełka - wymamrotał przyciskając go wciąż mocno do siebie i zastanawiając się czy Jonathan był zawsze taki bezwstydny, czy wraz z magią wadliwego świstoklika otworzyły mu się czakry odpowiadające za takie zachowanie. W sumie nie powinien za bardzo się dziwić, od lat podejrzewał, że Jonathan hobbystycznie lubuje się w wyprowadzaniu go z równowagi, nigdy jednak nie przekraczał pewnej granicy, która gdzieś zatarła się w śnieżnej zawiei ledwie tydzień temu. Anthony zawsze lubił mieć wszystko pod kontrolą i nie inaczej było w tych sferach życia. Tymczasem Jonathan… był nieokiełznanym żywiołem, który z taką samą swobodą opowiadał z detalami o seksie w plenerze, jak i stepującym yeti.
Palce Anthony’ego drgnęły tworząc pospiesznie supły w magii kształtowania. Skojarzenie było proste. Korzenne ciasteczka, sny o śniegu w przeróżnych, przeróżnych konfiguracjach… To co pojawiło się nad ich głowami w intencji było jemiołą, choć przy skandalicznie niskiej wiedzy na tematy przyrodnicze, było to kilka ciemnozielonych listków, czarne jagódki, wszystko przewiązane złotą wstążką. Wyobrażenie jemioły nie musiało być jednak dokładne.
Odchrząknął niezręcznie, wiedząc doskonale, że to co powie najprawdopodobniej sprawi, że Jonathan się do niego odwróci i zobaczy rozlane po całej twarzy wypieki, jakby Anthony był podlotkiem na pierwszej, no może drugiej randce.
- Yule w październiku. Khm… czy to jemioła wisi nam nad głowami? Nie spodziewałem się po Tobie takich dekoracji w… em… w kuchni… - powoli rozsupłał dłonie, aby Selwyn mógł się ku niemu obrócić. Ich usta złączyłyby się pewnie w pocałunku i bez tej małej atrakcji, ale skoro mieli ten poranek na małe przedwczesne świętowanie…
Szkoda tylko, że gdy w końcu ich wargi się połączyły stracił koncentrację i wyczarowany wiecheć spadł im na głowę
Przewaga: Magia bezróżdżkowa II