• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 11 12 13 14 15 16 Dalej »
[Czerwiec 1969] Druga szansa || Stanley & Stella

[Czerwiec 1969] Druga szansa || Stanley & Stella
Urokliwa wiolonczelistka
to piekło - nie raj, to tutaj się kończy świat
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Stella mierzy 165 centymetrów wzrostu, należy raczej do szczupłych kobiet. Buzię ma okrągłą, posiada pucułowate policzki, które dodają jej uroku. Oczy ma w kolorze orzechowym, włosy długie, jasne, najczęściej nosi je rozpuszczone. Ubiera się bardzo starannie, dba o to, aby zawsze wyglądać nienagannie. Pachnie cytrusami.

Stella Avery
#2
03.03.2023, 13:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.03.2023, 14:35 przez Stella Avery.)  

Panna Avery jakoś nie do końca mogła się pozbierać po ostatnich wydarzeniach. Marsz charłaków, w który wpakowała się zupełnie przypadkiem nadal wzbudzał w niej ogromne emocje. Nie do końca przyjemne. Nie mogła zapomnieć o tym, że znalazła się w sytuacji praktycznie bez wyjścia, niebezpiecznej, nie leżało to bowiem w jej naturze. Jak do tej pory nigdy nie przytrafiło się jej nic podobnego. Przeżywała więc ten dzień bardzo mocno. Okazało się bowiem, że nawet ona nie jest aktualnie bezpieczna. Była osobą, która nie pojawiała się w miejscach, które wzbudzały kontrowersje, gdzie można było wpakować się w kłopoty. Najwyraźniej aktualnie nigdzie nie było bezpiecznie, musiała więc trochę bardziej uważać.

Do tego wszystkiego dochodził fakt, że również pierwszy raz w życiu ktoś ją wystawił. Potraktował ją jak jakąś pierwszą lepszą, co jej się nie spodobało. Nie potrafiła zrozumieć, jak do tego doszło. Poczuła się zlekceważona, odrzucona? Sama nie do końca wiedziała, jak powinna to ująć w słowa. Wiedziała jedno - dawno się tak na nikogo nie wkurzyła. Może dla niektórych było to małe nieporozumienie, jednak nie dla niej. Dla panny Avery była to okropna ujma na jej honorze. Wiedziała, że Stanley chce się z nią skontaktować. Dobijał się do niej w każdy możliwy sposób. Nie reagowała, chciała, żeby miał świadomość, że naprawdę jest na niego obrażona. Szybko to się nie zmieni. Za bardzo poczuła się zraniona. Nie zamierzała się z nim kontaktować, choć może czasem zastanawiała się, czy warto żywić urazę, jednak wtedy przypominała sobie, w jaki sposób ją potraktował i wiedziała, że nie bez powodu zachowuje się właśnie w ten sposób. Skoro ktoś nie mógł wygospodarować dla niej chwili, dlaczego w ogóle miałaby się nim przejmować? Praca, pracą jednak dla niej bardzo ważne było dotrzymywanie słowa.

Po wydarzeniach związanych z marszem starała się wrócić do normalności. Sporo malowała, aby pozbyć się emocji, które się wtedy w niej skumulowały. Nawet służyło to jej wenie. Obrazy były mało pozytywne, raczej ciemne, mroczne, ale na pewno znajdzie się ktoś, kto je kupi. To było najważniejsze.

Tego dnia została zaproszona, aby umilić rocznicę ślubu państwa Rosier, ponoć udało im się przeżyć razem pięćdziesiąt lat - naprawdę godny podziwu wynik. Zorganizowali oni przyjęcie w jednej z bardziej eleganckich restauracji przy ulicy Pokątnej. Dosyć często zdarzało jej się grywać na podobnych wydarzniach, uważała, że warto jest się tam pokazać, mimo, że średnio leżało jej granie do kotleta. Robiła to jednak po to, aby pokazywać się wśród czystokrwistych czarodziejów, dzięki swojemu urokowi była w stanie zwrócić na siebie uwagę. Robiła takie wrażenie, że polecali ją dalej - dzięki czemu z czasem zaczęła grywać na większych przyjęciach.

Dzień zapowiadał się więc całkiem przyjemnie. Pojawiła się w restauracji chwilę przed występem. Przywitała z parą, która świętowała swoją rocznicę, złożyła im życzenia, bo naprawdę było czego gratulować. Mało kto był w stanie wytrzymać ze sobą tyle lat. Na przyjęciu też pojawiła się cała gromada dzieci państwa Rosier - przedstawili ją wszystkim po kolei. Stella miała sporo cierpliwości, udało jej się zamienić kilka słów z każdym, kto tego oczekiwał. Przyszła pora na to, aby zagrała. Bez najmniejszego stresu znalazła się na scenie, gdzie zagrała kilka melodii, skorzystała z uroku wili, dzięki czemu tłum gości choć na chwilę podniósł wzrok znad swoich talerzy. Była ogromnie wdzięczna temu, że jakaś siła wyższa obdarzyła ją tą umiejętnością. W końcu Clare nie miała tyle szczęścia.

Zakończyła swój występ. Pogawędziła jeszcze dłuższą chwilę z gośćmi, po czym opuściła przyjęcie. Skierowała się w stronę swojego mieszkania. Nie miała ochoty spędzać więcej czasu z ludźmi, zamieszała zaszyć się u siebie i chwycić za pędzle, w końcu noc była jeszcze młoda, szkoda było czasu na spanie, a że dosyć dużo osób z nią dzisiaj rozmawiało, to nie miała chęci dłużej przebywać w towarzystwie. Potrzebowała też trochę samotności.

Bez żadnych utrudnień dotarła do swojego mieszkania. Restauracja, w której dzisiaj grała nie znajdowała się daleko od miejsca, w którym mieszkała. Wdrapała się na ostatnie piętro i weszła do środka, zamknęła drzwi. Wreszcie mogła zdjąć z siebie tę czarną suknię, która okropnie wpijała się jej w żebra. Wiadomo, można było się poświęcić przez chwilę dla pięknej prezencji, jednak gdy tylko przekroczyła próg mieszkania zamierzała ściągnąć tę niewygodną kieckę. Tutaj nikt na nią nie patrzył, nie oceniał - mogła być sobą.

Pozbyła się więc niewygodnej garderoby i ruszyła do łazienki, aby zmyć z siebie makijaż i wejść pod prysznic. Chciała się trochę zrelaksować po tym pracowitym dniu. Stała tam dłuższą chwilę, lubiła kiedy gorąca woda dotykała jej ciało. Szyba w lustrze zaparowała - był to znak, aby opuścić pomieszczenie. Narzuciła na siebie jedwabny szlafrok i wróciła do salonu. Jej mieszkanie nie było niewiadomo jak wielkie. Salon, sypialnia, kuchnia i łazienka. Nic więcej jednak nie potrzebowała, skoro mieszkała tutaj sama. Salon był w dużej mierze jej pracownią - w kącie stała wiolonczela, gotowa do tego, aby na niej zagrać, po całym pomieszczeniu były porozstawiane sztalugi, płótna i farby. Nie do końca panowała nad bałaganem, który pojawiał się zawsze, kiedy zaczynała tworzyć. Jutro się tym zajmie - dzisiaj nie miała ochoty tego robić. Włączyła sobie gramofon, muzykę klasyczną - to ona ją najbardziej uspokajała, zapaliła świeczkę na parapecie i usiadła na kanapie z kieliszkiem białego wina w dłoni. Wieczór zapowiadał się naprawdę wspaniale - była tutaj sama, lepszego towarzystwa nie mogła sobie wymarzyć. Co mogło pójść nie tak? Przynajmniej nikt jej dzisiaj nie rozczaruje.

Wieczór mijał jej naprawdę spokojnie, dokładnie tak jak zamierzała go spędzić. Miała zamiar posiedzieć jeszcze chwilę i położyć się spać. Usłyszała jakieś zamieszanie na klatce. Może jej się wydawało? To miejsce należało raczej do spokojnych, miała porządnych sąsiadów, którzy nie sprawiali żadnych problemów. Wstała z kanapy i przyciszyła gramofon, żeby móc usłyszeć więcej. Zbliżyła się też do drzwi, jakby to miało w jakiś sposób pomóc jej nasłuchiwać. Wolała się nie mieszać w żadne sąsiedzkie porachunki, kto wie bowiem, czy nie zdenerowałoby to kogoś, kogo nie powinno.

Stała więc przy drzwiach i nasłuchiwała. Wydawało jej się, że usłyszała swoje imię. Niemożliwe, kto mógłby się tu pojawić? Miała fanów, jednak żaden z nich nie wiedział, gdzie mieszka. Strzegła tych informacji bardzo mocno. Nie było jej na rękę, aby zaczęli pojawiać się pod domem obcy ludzie, którzy chcieliby z nią rozmawiać. Wolała aby jak najmniej osób wiedziało, gdzie mieszka - również ze względu na bezpieczeństwo, w końcu kto wie, co siedzi obcym ludziom w głowie.

Czy powinna zareagować? Lepiej by było gdyby to ona zobaczyła, co się dzieje, szczególnie, że ponownie wydawało jej się, że ktoś ją woła. Nie pozostawało nic innego, jak sprawdzić, co się dzieje. Otworzyła drzwi i wyjrzała na zewnątrz, wychyliła się przy tym jedynie. W końcu nie wiedziała, co zastanie przy korytarzu.

Dostrzegła znajomą sylwetkę. Westchnęła ciężko. Jeszcze tego brakowało, żeby Borgin pojawił się tutaj i robił zamieszanie. Co pomyślą sobie sąsiedzi? Wolałaby nadal cieszyć się nieskazitelną opinią. Nie chciała, żeby ktoś łączył ją z krzykami na klatce, musiała więc zareagować. Wyszła z mieszkania, zostawiła otwarte drzwi i ruszyła w stronę mężczyzny. Nie miała ochoty z nim rozmawiać, jednak nie pozostawił jej w tej chwili wyboru. Musiało dojść do konfrontacji. Wolała jednak nie rozmawiać z nim na korytarzu, na pewno wzbudziłoby to niemałe zainteresowanie.

- Stanley...- Rzekła cicho. Skąd właściwie wiedział, gdzie mieszka? Nie przypominała sobie, żeby mu o tym wspominała. Zdawała sobie jednak sprawę, że jako brygadzista mógł mieć swoje źródła informacji. Spoglądała na niego uważnie, nie wyglądał najlepiej. Chyba ten dzień nie był dla niego specjalnie łaskawy, do tego poczuła zapach alkoholu. To by wiele wyjaśniało. Przyszedł tutaj, bo za dużo wypił, szkoda, że nie zrobił tego na trzeźwo. Po raz kolejny poczuła rozczarowanie. Obok niego stał kwiatek w doniczce, musiał go komuś zwinąć po drodze.

- Wstawaj.- Powiedziała do niego. Nie zamierzała dopuścić do tego, żeby ktoś zobaczył, że wieczorami przychodzą do niej mężczyźni. Nie widziała innego wyjścia, jak zaprosić do do środka mieszkania, choć nie do końca jej to było na rękę. Zastanawiała się przez chwilę, czy jest w stanie wstać o własnych siłach, zresztą wyglądał, jakby miał zamiar zdrzemnąć się na tych schodach oparty o poręcz. Przewróciła oczami i wyciągnęła dłoń w jego kierunku. Musiała mu pomóc, zależało jej na tym, żeby nikt ich nie zobaczył. Lepiej by więc było, żeby zniknęli stąd jak najszybciej.

- Idziemy do środka.- Pociągnęła go za sobą do wnętrza mieszkania. Zamknęła drzwi, a następnie skierowała się z mężczyzną w stronę kanapy. To była chyba najlepsza opcja, patrząc na to, w jakim stanie się tutaj pojawił.

Dotarło do niej wtedy, że miała na sobie jedynie szmaragdowy, jedwabny szlafrok, czy powinna się tym przjemować? Pewnie jutro i tak nie będzie tego pamiętał. Nie powinna więc myśleć o tak błachej sprawie. - Co Ty tutaj robisz? - Powiedziała do niego, gdy usiadła na fotelu, który znajdował się na przeciwko kanapy. W jej dłoni ponownie znalazł się kieliszek z winem. Nie wyglądała na specjalnie zadowloną.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Stanley Andrew Borgin (4288), Stella Avery (3892)




Wiadomości w tym wątku
[Czerwiec 1969] Druga szansa || Stanley & Stella - przez Stanley Andrew Borgin - 03.03.2023, 01:35
RE: [Czerwiec 1969] Druga szansa || Stanley & Stella - przez Stella Avery - 03.03.2023, 13:03
RE: [Czerwiec 1969] Druga szansa || Stanley & Stella - przez Stanley Andrew Borgin - 04.03.2023, 12:11
RE: [Czerwiec 1969] Druga szansa || Stanley & Stella - przez Stella Avery - 04.03.2023, 13:28
RE: [Czerwiec 1969] Druga szansa || Stanley & Stella - przez Stanley Andrew Borgin - 04.03.2023, 16:04
RE: [Czerwiec 1969] Druga szansa || Stanley & Stella - przez Stella Avery - 04.03.2023, 19:07
RE: [Czerwiec 1969] Druga szansa || Stanley & Stella - przez Stanley Andrew Borgin - 04.03.2023, 20:39
RE: [Czerwiec 1969] Druga szansa || Stanley & Stella - przez Stella Avery - 04.03.2023, 21:04

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa