18.12.2025, 23:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2026, 00:18 przez Aaron Andrew Moody.)
Ministerstwo Magii, korytarz na I piętrze
Coś jest nie tak, pomyślał Aaron Moody. Zanim jednak w pełni zdał sobie sprawę, co jest nie tak, instynktownie wyciągnął rękę, aby powstrzymać idącą obok niego Lorien przed przestąpieniem kolejnego kroku. Rozejrzał się, gotów do działania... Ale gdy zadarł głowę do góry, zobaczył tylko zwieszające się z sufitu gałązki jemioły, upstrzonej białymi kulkami jagód. Chyba trochę za wcześnie na świąteczne dekoracje, pomyślał Aaron, marszcząc delikatnie brwi. Wystrzelił na próbę zaklęciem, aby zerwać kilka bujnych pędów, w celu bliższego ich zbadania. Czyżby jakaś zmutowana roślina wyrwała się z Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów? Aaron obrócił gałązki w dłoni, zanim zdecydował się schować różdżkę na powrót do kieszeni. Gdyby nie to, że sufit znowu zaraz zarósł zielonością, można byłoby pomyśleć, że to zwykła jemioła. Chociaż musiała być w jakiś sposób zaklęta, nie wydawała się w tej chwili stwarzać żadnego zagrożenia.
– Pliniusz Starszy pisał o jemiole na kartach Historii Naturalnej – rzucił lekkim tonem Aaron. Tak jak gdyby zupełnie normalnym było to, że pierwszym jego skojarzeniem w tej sytuacji było dzieło jego ulubionego starożytnego historyka. Kąciki ust Moody'ego zadrgały jak do uśmiechu, gdy spojrzał znowu na stojącą obok Lorien. Zadrgała i jego dłoń, jak gdyby podświadomie szukał jej dłoni, zanim z lekkim ociąganiem podążyli niespiesznym, spacerowym wręcz krokiem wzdłuż dziwnie pustego jak na tę porę korytarza. Być może wszyscy za bardzo bali się, że zostaną magicznie zmuszeni, żeby pocałować pod jemiołą współracownika mijanego z naprzeciwka. Nikt nie chciał przecież wylądować na dywaniku w dziale zasobów czarodziejskich! – Pliniusz opisywał jej szczególne znaczenie dla rytuałów druidów, a więc autochtonicznych magów ziem brytyjskich – ciągnął cicho Aaron, zręcznie splątając ze sobą zerwane wcześniej gałązki, tak, żeby ułożyć z nich schludny bukiecik. Podnosił przy tym co jakiś czas oczy na Lorien, skupiony na rozmowie. Może dlatego nie zauważył, że z kieszeni przerzuconej przez ramię marynarki od aurorskiego munduru niespodziewanie wystawił łebek zaspany dementorek. Dzielnie czuwał z nim na dyżurze ostatniej nocy, do tej pory spał więc w kieszeni Aarona, opatulony chusteczką do nosa niby kocykiem. – Nasi przodkowie nazywali jemiołę "wszechlekiem", napar z jej pędów miał być bowiem lekarstwem na wszelkie trucizny. – Oczywiście, że zaczął od rzeczy praktycznych, chociaż chciał jej powiedzieć, że wiecznie zielone liście jemioły miały symbolizować nie tylko długie, zdrowe życie, ale i nieprzemijające piękno. Z tego powodu bukiety z jemioły wręczano wedle tradycji kobietom, które darzyło się szczególnym uwielbieniem i miłością... Z tego też powodu od dawien dawna całowało się pod jemiołą. Ale zanim Moody zdążył to wszystko wyjaśnić, bukiecik już znalazł się w dłoniach Lorien. Widać było, że chce powiedzieć jej coś jeszcze, bo nachylił się w jej stronę, jak gdyby chciał ją pocałować...
Ale moment przerwał im dementorek, który hyc! hyc! wzleciał hen wysoko ponad ich głowy, tylko po to, aby z cichym piskiem zanurkować prosto w gęstwinę jemioły.
– Hej ty! – zawołał zaskoczony Aaron, próbując schwycić za płaszczyk rozochoconego dementorka. Ten jednak umknął przed aurorem, oddając się w pełni powietrznym harcom. Na początku bujał się na zwieszających się z sufitu gałązkach, płynnie przeskakując z jednej na drugą, potem jednak zainteresował się białymi jagodami, którymi była obsypana jemioła. – Nie jedz tego. – Aaron przestrzegł dementorka tym samym kategorycznym tonem, którego używał do wydawania poleceń służbowych. Tym samym tonem mówił też swojemu kotu, że nie dostanie więcej jedzenia, dopóki nie zje resztek ze swojej miseczki... Ale dementorek zagrał mu tylko paluszkami na dementorzym nosku i zaczął żreć jagody. Aż słychać było ciche ciamkanie, gdy przeżuwał soczysty miąższ, plamiący jego czarny płaszczyk.
– You're too difficult.
– The situation is difficult, not me.
– The situation is difficult, not me.