19.12.2025, 17:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2025, 17:14 przez Primrose Lestrange.)
Primrose zdążyła się już na to napatrzeć.
Na to, co widziały przed sobą i na stan, kiedy dom jeszcze płonął, trawiąc wszystkie ich wspomnienia, przeobrażając właściwie cały jej dobytek w stertę popiołu. Zdążyła rozesłać wszystkim listy o prezentach, jakich nakupowała w Paryżu, a teraz mogła zanieść swoim przyjaciołom co najwyżej kilka grud ziemi.
Z jakiegoś powodu wiecznie tchórzliwa i przerażona własnym cieniem Primrose wyglądała teraz odważnie. Nie miała pojęcia co mogło dodawać jej takiej siły. Może to, że na przekór tym, którzy być może tego chcieli, żaden z mieszkańców tego domu nie podzielił losu ich własności. Przesunęła palcami po osmolonej bramce i westchnęła. Chyba... nie powinna tego mówić.
- Myślałam o tym, wiesz...? - Czemu w ogóle zaczynała to od takich słów? Czy był ktokolwiek, komu to zdarzenie nie siadło na głowę tak, że nie mógł spać. Młodsza Lestrange nie czuła się jednak pewnie z tym, co chciała powiedzieć, a więc szła do sedna tak naokoło jak tylko się dało. - Prawdę mówiąc myślałam o tym niezdrową ilość czasu, kiedy spałam w lecznicy na tej przeklętej, twardej wersalce bo nie miałam jak dotrzeć na Pokątną... Mhm... Wiesz, najpierw sobie pomyślałam, że to mogło być losowe, ale to durne jednak przekonanie. Jakby... Vicky pomyśl o tym, spłonęła Warownia Longbottomów, którzy mają na czole wypisane, że się temu sprzeciwiają, chociaż to była WAROWNIA. Nikt by nie zakładał, że tam da się włamać, a co dopiero puścić budynek z dymem. Jednocześnie ogrody naszej rodziny, na które tego popiołu napadało multum, mają się dobrze. - Czyli co, WAROWNIA płonie, a ogrody w centrum pożogi mają się dobrze, tylko narosło tam chwastów? - To nie jest losowe, bo to nie miałoby sensu. - No i tutaj zaczynał się problem. Widać było, że Primrose traci na tej odwadze i zaczyna skubać sobie skórki przy paznokciach, a jeszcze nawet nie weszły do domu. - Potem sobie pomyślałam tak: nasi rodzice myśleli właśnie w ten sposób - nie sięgnie nas gniew tej rebelii, bo jesteśmy czystej krwi. Longbottomowie też się czuli zbyt bezpiecznie. A tacy Bellowie? Pewnie jak tylko zobaczyli, że coś jest nie tak, to spakowali manatki i uciekali gdzie pieprz rośnie, bo zetknięcie ze Śmierciożercami to dla nich pewna śmierć, a i tak już z tego co zrozumiałam nadużyli gościny Londynu. - Ściszyła głos. - I wtedy to do mnie dotarło. Wiesz, bo... Skoro Maida Vale ma się dobrze... Vicky... A co jeśli to była kara? Czy nasi rodzice... Kolaborują jakoś z Ministerstwem, a reszta rodziny nie? Albo z Longbottomami? Myślisz, że by nam o tym nie powiedzieli?
Albo ty nie mówisz o tym mi...
Na to, co widziały przed sobą i na stan, kiedy dom jeszcze płonął, trawiąc wszystkie ich wspomnienia, przeobrażając właściwie cały jej dobytek w stertę popiołu. Zdążyła rozesłać wszystkim listy o prezentach, jakich nakupowała w Paryżu, a teraz mogła zanieść swoim przyjaciołom co najwyżej kilka grud ziemi.
Z jakiegoś powodu wiecznie tchórzliwa i przerażona własnym cieniem Primrose wyglądała teraz odważnie. Nie miała pojęcia co mogło dodawać jej takiej siły. Może to, że na przekór tym, którzy być może tego chcieli, żaden z mieszkańców tego domu nie podzielił losu ich własności. Przesunęła palcami po osmolonej bramce i westchnęła. Chyba... nie powinna tego mówić.
- Myślałam o tym, wiesz...? - Czemu w ogóle zaczynała to od takich słów? Czy był ktokolwiek, komu to zdarzenie nie siadło na głowę tak, że nie mógł spać. Młodsza Lestrange nie czuła się jednak pewnie z tym, co chciała powiedzieć, a więc szła do sedna tak naokoło jak tylko się dało. - Prawdę mówiąc myślałam o tym niezdrową ilość czasu, kiedy spałam w lecznicy na tej przeklętej, twardej wersalce bo nie miałam jak dotrzeć na Pokątną... Mhm... Wiesz, najpierw sobie pomyślałam, że to mogło być losowe, ale to durne jednak przekonanie. Jakby... Vicky pomyśl o tym, spłonęła Warownia Longbottomów, którzy mają na czole wypisane, że się temu sprzeciwiają, chociaż to była WAROWNIA. Nikt by nie zakładał, że tam da się włamać, a co dopiero puścić budynek z dymem. Jednocześnie ogrody naszej rodziny, na które tego popiołu napadało multum, mają się dobrze. - Czyli co, WAROWNIA płonie, a ogrody w centrum pożogi mają się dobrze, tylko narosło tam chwastów? - To nie jest losowe, bo to nie miałoby sensu. - No i tutaj zaczynał się problem. Widać było, że Primrose traci na tej odwadze i zaczyna skubać sobie skórki przy paznokciach, a jeszcze nawet nie weszły do domu. - Potem sobie pomyślałam tak: nasi rodzice myśleli właśnie w ten sposób - nie sięgnie nas gniew tej rebelii, bo jesteśmy czystej krwi. Longbottomowie też się czuli zbyt bezpiecznie. A tacy Bellowie? Pewnie jak tylko zobaczyli, że coś jest nie tak, to spakowali manatki i uciekali gdzie pieprz rośnie, bo zetknięcie ze Śmierciożercami to dla nich pewna śmierć, a i tak już z tego co zrozumiałam nadużyli gościny Londynu. - Ściszyła głos. - I wtedy to do mnie dotarło. Wiesz, bo... Skoro Maida Vale ma się dobrze... Vicky... A co jeśli to była kara? Czy nasi rodzice... Kolaborują jakoś z Ministerstwem, a reszta rodziny nie? Albo z Longbottomami? Myślisz, że by nam o tym nie powiedzieli?
Albo ty nie mówisz o tym mi...