21.12.2025, 14:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.12.2025, 15:02 przez Charlotte Mulciber.)
Yule w jej rodzinie zwykle było szczęśliwe. Tegoroczne nie miało być wyjątkiem. Dom był już posprzątany, a matka uznała, że pomysł Charlotte z pieczonymi udkami indyka nie był co prawda najmądrzejszy, ale atmosfera sprawiła, że łaskawie zgodziła się, by dziewczynka (w sumie już pannica) spróbowała przygotować coś własnoręcznie. I chociaż wiedziała, że to nie był dobry pomysł, bo Charlie miała dwie lewe ręce do większości czynności, Thaddeus przekonał ją, żeby wyluzowała.
- Kochanie, niech się bawi, jeśli chce - powiedział rano, głaszcząc żonę po policzku. - To dla niej ważne.
Ojciec zawsze trzymał jej stronę. Może i to była gówniarska fanaberia, ale naprawdę jej na tym zależało. Stała w kuchni, patrząc na piekarnik podejrzliwie. Coś chyba było nie tak.
Rzucam na rzemiosło 0K
Jej przeczucie okazało się słuszne. Z piekarnika naraz poszedł gęsty, czarny dym, a potrawa zapaliła się żywym ogniem.
- Cholera jasna! - wrzasnęła, sięgając po różdżkę. Zdołała ugasić pożar, ale indycze udka były do wywalenia, a całą kuchnię spowił dym.
- Kochanie, co się stało? - ojciec wpadł do kuchni i naraz zakaszlał. Za nim wbiegła matka.
- Mówiłam, że to był kiepski pomysł! Lottie, odsuń się... Daj skrzatom pracować.
I chuj. Chciała dobrze, a wyszło jak zwykle. Obrażona Charlotte uniosła dumnie głowę i z fochem poszła do swojego pokoju. Nie to kurwa nie. A chciała spróbować czegoś nowego i własnoręcznie przygotowanego, żeby przestali się do niej sadzić, że nic nie potrafi. Bez łaski.
- Kochanie, niech się bawi, jeśli chce - powiedział rano, głaszcząc żonę po policzku. - To dla niej ważne.
Ojciec zawsze trzymał jej stronę. Może i to była gówniarska fanaberia, ale naprawdę jej na tym zależało. Stała w kuchni, patrząc na piekarnik podejrzliwie. Coś chyba było nie tak.
Rzucam na rzemiosło 0K
Rzut T 1d100 - 5
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Jej przeczucie okazało się słuszne. Z piekarnika naraz poszedł gęsty, czarny dym, a potrawa zapaliła się żywym ogniem.
- Cholera jasna! - wrzasnęła, sięgając po różdżkę. Zdołała ugasić pożar, ale indycze udka były do wywalenia, a całą kuchnię spowił dym.
- Kochanie, co się stało? - ojciec wpadł do kuchni i naraz zakaszlał. Za nim wbiegła matka.
- Mówiłam, że to był kiepski pomysł! Lottie, odsuń się... Daj skrzatom pracować.
I chuj. Chciała dobrze, a wyszło jak zwykle. Obrażona Charlotte uniosła dumnie głowę i z fochem poszła do swojego pokoju. Nie to kurwa nie. A chciała spróbować czegoś nowego i własnoręcznie przygotowanego, żeby przestali się do niej sadzić, że nic nie potrafi. Bez łaski.
Koniec sesji