22.12.2025, 01:01 ✶
– Życie robi się nudne, jeśli czasem kogoś w nim nie podręczysz – skwitował Cathal, a wyraz twarzy miał teraz niemalże nieruchomy, i… być może był w tej chwili naprawdę bardzo poważny. – Zadowolone buźki kolegów? Za wielu z nich ma paskudne gęby – odparł. Cóż, sam niejeden raz powtarzał, że jest chamem. Przynajmniej przez sporą część czasu.
Jemioła chwilę później skruszyła się między jego palcami, i Shafiq pokręcił głową, trochę z rozbawieniem, trochę z niedowierzaniem, bo wyglądało na to, że ktoś faktycznie zdołał ściągnąć tu tę roślinę, w Egipcie chyba egzotyczną. Nie był pewien: pamięć może i miał doskonałą, ale akurat od książek przyrodniczych stronił, między innymi dlatego, by nie „zaśmiecać” sobie umysłu informacjami, które go nie interesowały.
– Kawa brzmi… – zaczął, ale nie zdążył dokończyć, bo z najbliższego namiotu wyłonił się członek ekipy, jedyny mugolak w obozowisku: ściągnięty tu w dużej mierze po to, by zajmował się kontaktami z mugolami, których uniknąć całkiem nie mogli, a do których niemal nikt nie miał cierpliwości.
Przetarł zaspany oczy, a potem wbił wzrok w choinkę i rozpromienił się nagle.
– Ha, choinka! Nie spodziewałem się, że będziemy świętować narodziny Jezusa!
– Słucham? – spytał Cathal, trochę rozkojarzony, zwracając na mężczyznę spojrzenie. Nie podejrzewał go o to, że ten po tylu latach nie wie, czym konkretnie jest Yule i jak świętują je czarodzieje… ale może ten sobie żartował, a może faktycznie sam trzymał się jeszcze mugolskich tradycji.
– No nie wiesz? Jezus, nasz Zbawiciel, Boży Syn, który zamieniał wodę w wino, chodził po wodzie i umarł za nasze grzechy! W ogóle to świetna choinka. Ty ją tu przyniosłeś? – rzucił, i podszedł po piasku ku drzewku. A Cathal ponownie pokręcił głową, tym razem już ewidentnie z czystym niedowierzaniem.
– Woda w wino? Chyba czegoś podobnego uczą na transmutacji – mruknął do Ginny, z odrobiną rozbawienia. – Chodźmy zamienić trochę wody w kawę.
Jemioła chwilę później skruszyła się między jego palcami, i Shafiq pokręcił głową, trochę z rozbawieniem, trochę z niedowierzaniem, bo wyglądało na to, że ktoś faktycznie zdołał ściągnąć tu tę roślinę, w Egipcie chyba egzotyczną. Nie był pewien: pamięć może i miał doskonałą, ale akurat od książek przyrodniczych stronił, między innymi dlatego, by nie „zaśmiecać” sobie umysłu informacjami, które go nie interesowały.
– Kawa brzmi… – zaczął, ale nie zdążył dokończyć, bo z najbliższego namiotu wyłonił się członek ekipy, jedyny mugolak w obozowisku: ściągnięty tu w dużej mierze po to, by zajmował się kontaktami z mugolami, których uniknąć całkiem nie mogli, a do których niemal nikt nie miał cierpliwości.
Przetarł zaspany oczy, a potem wbił wzrok w choinkę i rozpromienił się nagle.
– Ha, choinka! Nie spodziewałem się, że będziemy świętować narodziny Jezusa!
– Słucham? – spytał Cathal, trochę rozkojarzony, zwracając na mężczyznę spojrzenie. Nie podejrzewał go o to, że ten po tylu latach nie wie, czym konkretnie jest Yule i jak świętują je czarodzieje… ale może ten sobie żartował, a może faktycznie sam trzymał się jeszcze mugolskich tradycji.
– No nie wiesz? Jezus, nasz Zbawiciel, Boży Syn, który zamieniał wodę w wino, chodził po wodzie i umarł za nasze grzechy! W ogóle to świetna choinka. Ty ją tu przyniosłeś? – rzucił, i podszedł po piasku ku drzewku. A Cathal ponownie pokręcił głową, tym razem już ewidentnie z czystym niedowierzaniem.
– Woda w wino? Chyba czegoś podobnego uczą na transmutacji – mruknął do Ginny, z odrobiną rozbawienia. – Chodźmy zamienić trochę wody w kawę.