Na oszczędną, zagadkową odpowiedź Lovegooda tylko uniosła wyżej brwi, ale nic nie powiedziała, za to odparła mu na to pytanie, które zadał później.
– Sporo ciekawych lochów – uwielbiała lochy niemalże tak, jak uwielbiała grobowce i cmentarze – czyli bardzo. Już zresztą w wolnym czasie odwiedziła cmentarz w Hogsmeade oraz w Dolinie Godryka i jeden w jakiejś wiosce na zadupiu, na liście miała jeszcze ten sławny z Little Hangleton i londyńskie. – Pełne diabelskich sideł – rozrośniętych tak, że musieli bardzo uważać, gdy próbowali się przedostać do jednej z komnat. O tym, że mieli na wykopaliskach iście wybuchowo, wspominać nie zamierzała – a stało się to na początku września, gdy jakieś stare zabezpieczenie spowodowało eksplozję tak silną, że mieli trochę rannych, w tym jeden członek ekipy niemalże przypłacił to stratą nogi. Na szczęście mieli na miejscu dwóch uzdrowicieli: Ginny i Nell, jakoś więc sobie poradzili.
– Mhm – odmruknęła w odpowiedzi, że chodzi jej właśnie o Anthonego Shafiqa, a potem na jej ustach rozciągnął się uśmieszek. Nie cieszyło ją, że ponieśli straty osobowe, a po prostu niesamowicie bawił ją ten zbieg okoliczności. – Znamy się, całkiem dobrze bym powiedziała. Przekaż mu jutro moje pozdrowienia – a gdyby przez tę cała wycieczkę Lazarus miał się spóźnić do pracy, to może to odwróciłoby uwagę Shafiqa.
Ginny właściwie całkiem ucieszyła się na tę kolację i nie planowała wybrzydzać, skubnęła trochę tego, trochę tamtego, całkiem głodna, tym bardziej, że jej żołądek już się uspokoił. Porozmawiali o wieściach z Londynu, trochę pożartowali a Guinevere w końcu całkiem się rozluźniła, tym bardziej że w większości już wyschła. Też czuła już ciężar całego dnia, zmęczenie, które wkradało się na barki, powoli ciążące powieki i całkiem miłe było to, że zaproponowano im nocleg, tylko…
McGonagall aż uniosła w zdumieniu brwi, ani trochę nie kryjąc się z tym, że doskonale usłyszała co tutaj jest sugerowane.
– Żaden problem, mogę się przespać na fotelu przed kominkiem. Jestem animagiem, zamienię się w kota i to będzie dla mnie wygodniejsze niż jakiekolwiek łóżko. To znaczy o ile to nie problem – tu zwróciła się do gospodarza.
– Nie godzi się tak przyjmować gości… – zaczął, gładząc swój podbródek, po czym spojrzał po swoich córkach.
– Nalegam. Brakuje mi egipskiego gorąca, kominek będzie w sam raz – próbowała przekonać mężczyznę i nawet uśmiechnęła się przy tym szeroko, na co Binns tylko machnął ręką.
– Niech będzie, skoro gość nalega – skwitował, a Ginny uśmiechnęła się jeszcze do szepczących przed momentem sióstr, którym ewidentnie popsuła romantyczną wizję rodem z książek.