Gdyby Victoria miała coś wskazać względem ich rodziców, to prędzej to, że zakładali maski i płaszcze. A przynajmniej, że to z tym ugrupowaniem sympatyzują, nie zaś, że próbują się temu przeciwstawić – choć kto wie, może los jedne z ich córek, a następnie to, jak skończył ich dom, tknie ich do przemyśleń, czy to jest właśnie ta słuszna droga. Lestrange dowodów na rodziców jednak nie miała, nic więc nie powiedziała, nie chcąc tworzyć mętliku w głowie siostry, która musiała się tu czuć wyjątkowo zagubiona. Spędziła ostatnie lata we Francji, przyjeżdżając tylko na święta, a gdy wróciła, to w ciągu kilku dni straciła absolutnie wszystko, na co pracowała i co tutaj zostawiła. Victoria żyła w tym świecie od czasu ogłoszenia manifestu przez Voldemorta, a Prim była gdzieś obok tego, ten problem ją nie dotyczył, aż do teraz, gdy wszystko spadło na nią na raz jak grom z jasnego nieba, a nie po kawałkach, mogąc to sobie jakoś ułożyć.
– Gdyby to była prawda, to tak. Ale istnieje jeszcze możliwość, że ma obok ludzi, którzy o tym wiedzą, a uderzyli tutaj, żeby zabolało mocniej – tym bardziej, że Victoria wiedziała, że Voldemort ma przy sobie przynajmniej jedną osobę, która wiedziała o jej przeprowadzce. Która miała nawet klucz do jej kamienicy, bo opiekowała się kotami pod jej nieobecność. Nie chciała wierzyć, że ustawił jej rodzinny dom jako cel, nawet jeśli z głębi serca nienawidził ich matki – bo prosiła go, by nic jej nie robił. Isabella Lestrange to był jej problem. Jakież to było wszystko ironiczne. – Trudniej przełknąć, że twoi bliscy cierpią z twojego powodu, niż to, że to tobie dzieje się krzywda – dodała ciszej i podeszła do Primrose. Wyciągnęła do niej ręce, łapiąc ją za dłonie, ścisnęła je delikatnie, chcąc jej dodać trochę otuchy, choć jej dotyk nie mógł być przyjemny, był przecież dojmująco zimny. – Chodź, Pierwiosnku – powiedziała pieszczotliwie i miękko do siostry, zupełnie nie tak, jak zwracała się do nich ich matka. – Może jakimś łutem szczęścia coś się w tym domu ostało… – Victoria liczyła na to, że przetrwały chociaż ich książki, w końcu matka nauczyła je, jak je zabezpieczyć przed wszelkim ogniem, nawet smocza oliwa nie była im straszna. Ale może Voldemort był w stanie pokonać i to…