30.12.2025, 01:55 ✶
Primrose nie posiadała uważnych oczu. Cóż więc jej pozostało, poza wiarą, że potwierdzenie to było wyzbyte sarkazmu? Tak jak i kolejne zdanie, jakie padło między nimi? Oczywiście, że chciała spotykać się więcej. Chciała posłuchać o tym jak dziewczynie żyło się dotychczas w Londynie i jak pracowało jej się w zawodzie, który Primrose wydawał się aktualnie najciekawszą rzeczą na świecie. Była nawet nieco zawiedziona faktem, że nie udało jej się uzyskać podobnej posady i utknęła w Lecznicy. Okej – nie miała ku temu predyspozycji, a na pewno nie miała tak dobrych predyspozycji jak Prudence, ale mogłaby rozwinąć się w ciekawszym kierunku niż praca z ludźmi, którzy postradali rozumy. Gdyby więcej tam było przypadków z chorobą Milforda, to może by książkę napisała, a tak to pozostawało jej spotykać się z Bletchley i trzepotać rzęsami po każdym zdaniu robiącym jej nadzieje na Matka wie co.
Propozycja częstszych spotkań spotkała się więc nie tylko z rumieńcem, który pokrył jej policzki, ale i żarem rozpalającym oczy i końcówki falowanych włosów. Udając, że reakcja nie była niczym niebywałym ani istotnym (kiedy twoje własne ciało tak cię demaskuje, cóż może być lepszym lekiem na niezręczność niż głęboki cynizm), rozpakowała owy prezent, studząc przy okazji jej obawy. Najwyraźniej nie lubiła czekać.
– Wiesz – zaczęła siłując się z papierem – najważniejsze to nie walnąć czymś głupim jak ubranie się biało na czyjeś wesele, bo potem jakieś ciotki Geraldine zestrzelą cię z kuszy zamiast dzika. Póki to jest sukienka z dobrego sklepu – cokolwiek to znaczyło – a ty czujesz się w niej dobrze to jest w porządku. Najgorzej to jest, jak się ma na sobie coś co ściska brzuch albo cycki, albo… o Matko – aż sapnęła – czasami ktoś ci coś kupi w ciemno i nie da się tego nosić bo jak chodzisz to roluje się na udach. Potem człowiek chodzi jak potłuczony i wygląda jak kompletny idiota, na to się mówi ofiara mody.
Propozycja częstszych spotkań spotkała się więc nie tylko z rumieńcem, który pokrył jej policzki, ale i żarem rozpalającym oczy i końcówki falowanych włosów. Udając, że reakcja nie była niczym niebywałym ani istotnym (kiedy twoje własne ciało tak cię demaskuje, cóż może być lepszym lekiem na niezręczność niż głęboki cynizm), rozpakowała owy prezent, studząc przy okazji jej obawy. Najwyraźniej nie lubiła czekać.
– Wiesz – zaczęła siłując się z papierem – najważniejsze to nie walnąć czymś głupim jak ubranie się biało na czyjeś wesele, bo potem jakieś ciotki Geraldine zestrzelą cię z kuszy zamiast dzika. Póki to jest sukienka z dobrego sklepu – cokolwiek to znaczyło – a ty czujesz się w niej dobrze to jest w porządku. Najgorzej to jest, jak się ma na sobie coś co ściska brzuch albo cycki, albo… o Matko – aż sapnęła – czasami ktoś ci coś kupi w ciemno i nie da się tego nosić bo jak chodzisz to roluje się na udach. Potem człowiek chodzi jak potłuczony i wygląda jak kompletny idiota, na to się mówi ofiara mody.