24.12.2025, 11:44 ✶
- Nic nie szkodzi - odparł, jakby miało to cokolwiek zmienić. Jakby fakt, że teraz była pogubiona i nie bardzo wiedziała w co włożyć ręce, wcale nie był aż tak istotny i dotkliwy. Może ktoś inny próbowałby ją naprowadzić na właściwe tory i wskazać priorytety, ale on nie miał zamiaru wyciągać do niej ręki w ten sposób. Nie interesowało go to. Im bardziej Faye czuła się pogubiona i niepewna, tym lepiej było dla niego. Tym pewniej się czuł, tym lepiej mógł grać i nie czuć na sobie tego wiecznie podejrzliwego spojrzenia, jakby był w jej życiu jedyną osobą, która z miejsca nie cieszyła się na cokolwiek ze sobą przynosiła danego dnia.
Rowle mógłby się z nią prześcigać, kto był bardziej zmęczony, ale chyba nie wypadało. Noc spędzona na sianiu szeroko pojętego zniszczenia i chaosu, była niezwykle wyczerpującym przedsięwzięciem, szczególnie że nie walczyło się o życie tylko próbowało zadowolić oczekiwania Czarnego Pana. Sowia Poczta przestała funkcjonować na ten moment, przy wejściu do Munga też zostało wywołane odpowiednie poruszenie, a reszta akcji była równie nieprzyjemna. Potem natomiast czekała go z Mistrzem rozmowa, co również trzymało go na nogach i wymagało by ani na moment się nie poślizgnął w tym co mówił i myślał.
Kiedy się od niego odsunęła, wygładził odruchowo szatę, ale jego twarz nie wyrażała niczego konkretnego, jak zwykle z resztą. Przyjął natomiast wyciągniętego w jego stronę papierosa. Odpalił, zaciągnął się i słuchał. Jej odchrząknięcie nie sprawiło, że wszystkie niepowołane myśli zniknęły, nie jego. Zastanawiał się, czy może nie powinien był pozwolić by ta rudera cała spłonęła, również z piętrem, żeby Traversówna poczuła jak bardzo pechowym można było być.
- Nie z kowenu - powiedział, a trzecia powieka przesunęła się, nienaturalnie dla człowieka nawilżając oko. - Nie z naszego kowenu - poprawił się po chwili, łapiąc się na błędzie. - Kogoś spoza Londynu, najlepiej tam gdzie... to się stało. - ta jedna, bardzo nieprzyjemna dla nich rzecz, która goniła za nimi przez ostatnie lata. - Jeśli zaczniemy pytać u Macmillanów, będą z tego tylko nieprzyjemne pytania, szczególnie od naszych rodzin. A tego chyba nie chcemy, prawda? - on nie chciał bardzo. Podejrzewał też, że Macmillanowie wcale nie przyjęliby łagodnie tych wieści, wciąż mając w pamięci jego nieudane zaręczyny z Sarah.
Rowle mógłby się z nią prześcigać, kto był bardziej zmęczony, ale chyba nie wypadało. Noc spędzona na sianiu szeroko pojętego zniszczenia i chaosu, była niezwykle wyczerpującym przedsięwzięciem, szczególnie że nie walczyło się o życie tylko próbowało zadowolić oczekiwania Czarnego Pana. Sowia Poczta przestała funkcjonować na ten moment, przy wejściu do Munga też zostało wywołane odpowiednie poruszenie, a reszta akcji była równie nieprzyjemna. Potem natomiast czekała go z Mistrzem rozmowa, co również trzymało go na nogach i wymagało by ani na moment się nie poślizgnął w tym co mówił i myślał.
Kiedy się od niego odsunęła, wygładził odruchowo szatę, ale jego twarz nie wyrażała niczego konkretnego, jak zwykle z resztą. Przyjął natomiast wyciągniętego w jego stronę papierosa. Odpalił, zaciągnął się i słuchał. Jej odchrząknięcie nie sprawiło, że wszystkie niepowołane myśli zniknęły, nie jego. Zastanawiał się, czy może nie powinien był pozwolić by ta rudera cała spłonęła, również z piętrem, żeby Traversówna poczuła jak bardzo pechowym można było być.
- Nie z kowenu - powiedział, a trzecia powieka przesunęła się, nienaturalnie dla człowieka nawilżając oko. - Nie z naszego kowenu - poprawił się po chwili, łapiąc się na błędzie. - Kogoś spoza Londynu, najlepiej tam gdzie... to się stało. - ta jedna, bardzo nieprzyjemna dla nich rzecz, która goniła za nimi przez ostatnie lata. - Jeśli zaczniemy pytać u Macmillanów, będą z tego tylko nieprzyjemne pytania, szczególnie od naszych rodzin. A tego chyba nie chcemy, prawda? - on nie chciał bardzo. Podejrzewał też, że Macmillanowie wcale nie przyjęliby łagodnie tych wieści, wciąż mając w pamięci jego nieudane zaręczyny z Sarah.
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast