– Możesz zrobić ranking koleżanek, jak tak bardzo chcesz rozdzielać punkty – stwierdziła za to z przekąsem, nim im przerwano małą lekcją o wierze mugoli i niektórych mugolaków. I choć była bardzo tolerancyjna, to na te rewelacje o umieraniu za grzechy przyszłe i niepokalanym poczęciu tylko głośniej wypuściła powietrze przez nos i ugryzła się w język, ostatecznie unosząc głowę do nieba, jakby modliła się właśnie o cierpliwość. Słońce powoli wstawało, malując niebo fioletem i czerwienią, i choć to ono było tą najjaśniejszą i największą z gwiazd (o czym czasami zapominano), to Ginny spojrzała na nie tylko przelotnie, a jej uwagę przykuły jasne punkty na jeszcze ciemniejącym niebie na zachodzie. Większe i mniejsze, migały jeszcze jednak, nie chcąc tak po prostu ustąpić blasku słońca. Odszukała tę największą i uśmiechnęła się pod nosem.
– Niepokalane poczęcie… Tym mugolom to już całkiem się powywracało w głowie – odpowiedziała Cathalowi i odwróciła się jeszcze ostatni raz za siebie, by spojrzeć na choinkę i powoli zbierających się przy niej ludzi, którym ewidentnie robiło to dzień.
Kawa dzisiejszego poranka na pewien sposób smakowała inaczej niż zwykle. Atmosfera świąt niosła w sobie magię zupełnie innego rodzaju.