• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny [09.10.1972, sen] One for sorrow, two for joy | Benjy, Prudence

[09.10.1972, sen] One for sorrow, two for joy | Benjy, Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#3
24.12.2025, 14:52  ✶  
Przesunąłem głowę minimalnie, tyle, ile byłem w stanie, żeby lepiej ją widzieć. Uśmiechnąłem się krzywo, ledwie, bo nawet to drobne poruszenie kosztowało mnie więcej, niż chciałem przyznać, ten uśmiech był bardziej pamięcią uśmiechu niż samym gestem, ale wystarczył. Śnieg trzeszczał cicho, noc faktycznie zapowiadała się na długą, czułem to nie tylko w kościach, ale gdzieś głębiej, w tym dziwnym zawieszeniu między czujnością a odpływaniem. Ciepło przestało być abstrakcyjnym pojęciem, było konkretne, ciężkie, miało swoje źródło i swoje konsekwencje. Wiedziałem już, że to nie będzie ta zdradliwa, górska ciemność, którą da się po prostu przeczekać, za dużo się wydarzyło, za szybko przeskoczyliśmy od spięcia do zgody, od żartów do walki o życie, takie rzeczy nie zamykają się same.
Skupiłem wzrok na jej twarzy, na tej koncentracji, która pojawiała się u niej zawsze, gdy coś brała na serio, to mnie uspokajało, dziwnie skutecznie.
- Lekarskie pismo to osobna klątwa. - Oddech miałem płytki, ale głos wciąż brzmiał zaskakująco równo, jakby ciało uparcie trzymało fason, choć fundamenty zaczynały się kruszyć. - Rysunki są okej. - Mruknąłem, powoli, ostrożnie dobierając słowa. Słyszałem ją wyraźnie, sens docierał bez problemu, tylko organizm reagował z opóźnieniem, słowa skleiły mi się na języku, a sens próbował nadążyć, tylko że robił to z opóźnieniem, jak źle zaczarowany zegarek.  - Diagramy nawet lepsze. Zawsze byłem wzrokowcem. Linie, strzałki, kółka… To się trzyma kupy. Litery mają brzydką tendencję do zmieniania znaczenia. - Paplałem, tak, wiedziałem to nawet w tym stanie, mówienie było jak kotwica, dopóki mówiłem, byłem tu, dopóki słyszałem własny głos, nie odpływałem całkiem
Przymknąłem oczy na moment, potem znowu je otworzyłem, bo nie chciałem ich trzymać zamkniętych zbyt długo, wiedziałem, że wtedy obrazy zaczynają się przesuwać szybciej, a nie miałem już siły ich porządkować.
Zarejestrowałem jej ruch bardziej jako zmianę ciężaru powietrza niż konkretne działanie. Mrugnąłem wolno, jakbym próbował wyostrzyć obraz przez brudną szybę, jej głos był wyraźny, za wyraźny, a jednocześnie dziwnie znajomy, jak piosenka, którą znasz na pamięć, ale nie pamiętasz skąd.
Czułem, jak rozsuwa materiał, jej palce szukały źródła bólu, którego wciąż uparcie nie chciałem nazwać bólem. Było zimno, było mokro, było coś jeszcze, ciężkiego, co naciskało od środka, ale organizm wciąż grał w zaprzeczenie.
- Nie musisz… - Zacząłem, po czym urwałem, bo oczywiście, że musiała, zawsze musiała. - W sensie… Wiesz, że nie lubię, jak ktoś grzebie mi w kurtce bez zapowiedzi. - Chciałem sięgnąć po jej nadgarstek, zatrzymać ją na chwilę, ale ręka nie bardzo chciała współpracować. Krew była faktem, nie teorią, nie metaforą, nie jedną z tych rzeczy, które da się zagadać. Poczułem chłód, zimne powietrze, coś wreszcie przebiło się przez mgłę. Nie ból jeszcze, raczej ciężar - głupi, lepki ciężar, który nie miał prawa tam być, to mnie otrzeźwiło na sekundę, wystarczająco, żebym parsknął cicho.
- Hej… No pięknie. - Mruknąłem. - Mówiłem, że zamykam kręgi starannie. Widocznie dziś… Nie do końca. - Wymsknęło mi się cicho, odruchowo, skrzywiłem się przy tym bardziej, niż bym chciał. Oddychałem płytko, nie dlatego, że brakowało mi powietrza, tylko dlatego, że głowa zaczynała gubić rytm. Śnieg pod nami był twardy, gwiazdy zbyt ostre, a jej twarz… Zbyt znajoma, kiedy pochylała się nade mną z tym skupieniem, które pamiętałem z zupełnie innych okoliczności.
- Serio, Pr… - Urwałem znowu, jakby język sam się potknął o coś, czego jeszcze nie chciałem dotknąć. Zamrugałem, próbując złapać ostrość. - Doktorze. Pani doktor. Pełen profesjonalizm, widzę. - Parsknąłem cicho, bardziej z nawyku niż z rozbawienia, i zaraz potem zakaszlałem, tym razem już bez udawania, metaliczny smak rozlał się po ustach, nieprzyjemnie wyraźny. - Bubla bym ci nie wcisnął. - Mruknąłem z uporem, który zawsze miałem w zanadrzu. - Co najwyżej egzemplarz powystawowy.
Chciałem obrócić głowę, spojrzeć na nią lepiej, ale kark zaprotestował. Zamiast tego utkwiłem wzrok gdzieś nad jej ramieniem, w czerni nieba, która falowała nieznacznie, jakby ktoś poruszał ją od środka. Oddychałem płycej, licząc w myślach oddechy, jak kiedyś, dawno temu, gdy trzeba było się uspokoić, zanim wydarzy się coś nieodwracalnego.
Imię krążyło mi na języku, ale nie chciało się ułożyć w całość - Wish był tu, Sun była gdzieś obok - dwie linie, które powinny i nie powinny się spotkać, nie potrafiłem ich złożyć w jedną mapę. Zamiast tego skupiłem się na jej kolejnym zdaniu i skrzywiłem się lekko, bardziej z przekory niż z bólu.
- O, nie… - Wymamrotałem. - Już słyszę ten ton. „Czeka nas poważna rozmowa”. To brzmi jak zapowiedź wykładu, a ja zawsze zasypiałem na wykładach.
„Nie jest dobrze” dotarło. „Masz mnie” też. Reszta układała się trochę zbyt krzywo. Trzymałem się tej rozmowy jak liny rzuconej w ciemność, bo ciepło miało być tylko ciepłem, a stało się obietnicą, że trzeba będzie przez tę noc przejść kawałek dalej, niż ktokolwiek z nas planował.
- No, ale… - Burknąłem, łapiąc oddech i zerkając na nią spod półprzymkniętych powiek. - Skoro już mnie obmacujesz bez pytania, to chyba obowiązuje stara zasada rynku. - Poruszyłem lekko palcami, chciałem wzruszyć ramionami, ale rozsądek kazał mi tego nie robić. - Towar macany należy do macanta. - Mruknąłem ochryple, z tym uporem, który zawsze ze mnie wychodził w najgorszych momentach, język wciąż miałem sprawny i najwyraźniej uznałem to za wystarczający powód, żeby z niego korzystać. - Umowa dorozumiana. Sprawdzasz jakość, bierzesz odpowiedzialność. Nie ja to wymyśliłem. - Przełknąłem ślinę, skrzywiłem się ledwie zauważalnie, kiedy coś zabolało głębiej. - A to… - Machnąłem słabo dłonią, jakby chodziło o drobną niedogodność, a nie o dziurę w ciele. - To nie jest rozrywka. To… Styl życia. Głupi, wiem, ale skoro już mnie złapałaś na gorącym uczynku, to chyba masz prawo do tej „poważnej rozmowy”. - Westchnąłem, tym razem ciężej, pozwalając głowie opaść z powrotem w śnieg. Oddychałem wolniej, bardziej świadomie, skupiając się na tym, co robiły jej dłonie - bolało, owszem, ale był to ból uporządkowany, taki, który dało się umieścić w głowie w konkretnej szufladzie. Znacznie gorsze było to, że przestałem udawać przed samym sobą, że to tylko medyczny przypadek.
- Zresztą… - Dodałem ciszej, z cieniem rozbawienia, który nie do końca maskował zmęczenie. Poruszyłem się minimalnie, bardziej odruchem niż decyzją, jakbym chciał potwierdzić, że nadal tu jestem, realny, ciężki, nie do zignorowania. - Nie udawaj, że to tylko kontrola jakości. - Dodałem z tym samym bezczelnym tonem, który znała aż za dobrze. - Zawsze miałaś skłonność do brania odpowiedzialności za rzeczy, których dotknęłaś. A ja… - Urwałem na moment, łapiąc oddech. - Ja najwyraźniej mam talent do trafiania w ręce właściwych ludzi w niewłaściwym momencie. Możemy ją odbyć, rozmowę, jak już przestaniesz mnie macać w celach stricte zawodowych. Teraz… Teraz jesteś na dyżurze.
Słyszałem ją, naprawdę, każde słowo docierało, tylko nie zawsze w tej kolejności, w jakiej powinno, jakby ktoś potasował karty i kazał mi grać dalej, udając, że to normalne. Jej dłonie były konkretne, zimne i pewne, a głos… Głos miał ten sam ciężar co kiedyś, to było najbardziej niebezpieczne. Docierał, ale z opóźnieniem, jak echo odbite od złej ściany, wiedziałem, że mówiła rzeczy ważne, bardzo ważne, więc kiwałem głową, choć nie byłem pewien, czy naprawdę to robię, czy tylko wyobrażałem sobie ten ruch.
Imię przebiło się przez mgłę, zatrzymało mnie na moment, jakby ktoś nacisnął palcem w środek klatki piersiowej. Zaśmiałem się krótko, ochryple, bo to było… Absurdalne, idealnie absurdalne. Odbiło się we mnie jak kamyk rzucony w zamarzniętą wodę. Prudence, oczywiście, że Prudence, jakby świat miał ograniczoną pulę imion, którymi mógł mnie dobić. Mrugnąłem kilka razy, próbując złapać jej kontur, bo obraz lubił się rozmywać na brzegach. Jedna Prudence miała oczy, które patrzyły na mnie zbyt uważnie, jakby widziały wszystkie moje słabości naraz. Ta tutaj też tak patrzyła, to było niepokojące podobieństwo - to było strasznie nieuczciwe, że mózg w takim momencie robił sobie porządki według własnych zasad. Oddech mi się poszarpał, więc zwolniłem, jak umiałem, skupiając się na jej głosie, na tym, że kazała mi nie zamykać oczu. Skupiłem wzrok na ciemnej plamie nieba nad jej ramieniem. 
- Prudence… - Powtórzyłem powoli, jakbym sprawdzał brzmienie na języku - uśmiechnąłem się krzywo, albo tak mi się wydawało, bo to było wręcz komiczne - mrugnąłem, próbując złapać otoczenie w jednym obrazie, ale zamiast tego miałem dwa, trzy, każdy trochę inny. Próbowałem się skupić na jej twarzy, ale kontury rozmywały się i nakładały. Tu była ona, pochylona nade mną, z różdżką w dłoni, z krwią na śniegu. A pod spodem, jak odbicie w źle wypolerowanym lustrze, była inna Prudence. Druga miała włosy inaczej ułożone i zawsze marszczyła brwi w ten sam sposób, kiedy uznawała, że robię coś głupiego. Ta sama. Nie-ta-sama. Inny śnieg, inne światło, ten sam rodzaj spojrzenia, które zawsze oznaczało, że zaraz mnie ktoś rozbierze na czynniki pierwsze. - No proszę. To by się zgadzało. - Głos miałem już nie do końca swój, jakby ktoś przestawił mi go o pół tonu w dół. Świat nie bardzo chciał współpracować, więc zamiast tego pozwoliłem myślom płynąć tam, gdzie było im łatwiej - w przeszłość, zawsze tam uciekały, gdy robiło się ciężko.
- Wiesz… - Ciągnąłem, bo mówienie było jedyną rzeczą, która trzymała mnie po tej stronie. - Znam jedną Prudence. Znałem. Bardzo mądra. Bardzo rozsądna. Zawsze wiedziała lepiej. Sprawdzała mnie… Ciągle mnie sprawdzała, jakby liczyła, kiedy w końcu nie zdam. - Prychnąłem cicho, rozbawiony w sposób, który zupełnie nie pasował do sytuacji. - To ten mój typ. - Dodałem ciszej, niemal konfidencjonalnie. - Kobiety, które mnie testują, a potem stwierdzają, że „nie, dziękuję, to jednak nie to.” Chyba już znam zakończenie tego filmu. -  Wymamrotałem, z krzywym rozbawieniem. - I bardzo mi się nie podoba. Zwłaszcza że… - Urwałem na moment, oddychając ciężej. - Zdążyłem ją polubić. Ciebie. To znaczy… Nieważne. - Głos mi zmiękł, zdradliwie, zupełnie nie po mojej myśli. - Niefortunne, naprawdę. - Zamknąłem oczy na ułamek sekundy, zaraz potem otworzyłem je z wysiłkiem, bo obiecałem, że nie zasnę - skupiłem się z powrotem na niej, na jej obecności, na tym, że była tu i teraz. Westchnąłem płytko, czując ucisk jej dłoni, zapach krwi i zimy, który mieszał się z czymś starszym, odległym.
Świat znowu zadrżał, jakby ktoś pociągnął za niewidzialną nitkę - jej imię krążyło mi gdzieś z tyłu głowy, natarczywe, ale nie do końca uchwytne, Wish pojawił się i zniknął, jak echo, które odbija się od ścian pamięci, zanim zdążysz je złapać.
- Wiesz… - Zacząłem i urwałem, bo myśl się rozmyła. Oddech miałem płytszy, ale nadal równy, tak sobie przynajmniej wmawiałem. Skupiłem wzrok na jej twarzy, na tym skupieniu, które znałem aż za dobrze, choć nie potrafiłem powiedzieć skąd. Była jak stały punkt na niebie, kiedy wszystko inne się przesuwało.
- Dobra… - Wymamrotałem ciszej. - Okej. Może jednak… Rysunki by się przydały. Albo mapka, bo coś mi się… Nie zgadza. - Uniosłem minimalnie dłoń, jakbym chciał ją powstrzymać albo przyciągnąć jednocześnie, i tylko musnąłem jej rękaw. - Tylko nie przestawaj mówić. - Dodałem nagle, uparcie, z tym dziecięcym tonem, który wracał w najmniej odpowiednich momentach. - Jak gadasz, to… Łatwiej mi się skupić. Jak trzeba… To wytrzymam. Zawsze wytrzymuję. Ty rób swoje, dobra? - Nie byłem pewien, czy w to wierzę, nie wiedziałem, czy to prawda. Brzmiało jak coś, co mówiłem setki razy, w różnych miejscach, różnym ludziom - stare kłamstwo, dobrze przećwiczone, kiedyś działało, teraz brzmiało pusto, ale mówiłem dalej, bo mówienie było liną, a cisza zaczynała wyglądać jak coś, w co łatwo było wpaść.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (17473), Prudence Fenwick (11552)




Wiadomości w tym wątku
[09.10.1972, sen] One for sorrow, two for joy | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 24.12.2025, 05:12
RE: [09.10.1972, sen] One for sorrow, two for joy | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 24.12.2025, 10:46
RE: [09.10.1972, sen] One for sorrow, two for joy | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 24.12.2025, 14:52
RE: [09.10.1972, sen] One for sorrow, two for joy | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 25.12.2025, 19:55
RE: [09.10.1972, sen] One for sorrow, two for joy | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 26.12.2025, 03:56
RE: [09.10.1972, sen] One for sorrow, two for joy | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 12.01.2026, 22:42
RE: [09.10.1972, sen] One for sorrow, two for joy | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 13.01.2026, 05:25
RE: [09.10.1972, sen] One for sorrow, two for joy | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 13.01.2026, 15:46
RE: [09.10.1972, sen] One for sorrow, two for joy | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 13.01.2026, 22:28
RE: [09.10.1972, sen] One for sorrow, two for joy | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 13.01.2026, 23:49
RE: [09.10.1972, sen] One for sorrow, two for joy | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 16.01.2026, 02:18
RE: [09.10.1972, sen] One for sorrow, two for joy | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.01.2026, 21:18
RE: [09.10.1972, sen] One for sorrow, two for joy | Benjy, Prudence - przez Benjy Fenwick - 01.02.2026, 21:49
RE: [09.10.1972, sen] One for sorrow, two for joy | Benjy, Prudence - przez Prudence Fenwick - 20.02.2026, 15:26

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa