25.12.2025, 21:02 ✶
— Tak jakby — bąknęła w odpowiedzi na pytanie kuzyna.
Anthony w istocie był jej współpracownikiem — tylko że o kilka pięter wyżej w hierarchii ministerialnej machiny. Różnica polegała na tym, że jego nie dało się zastąpić. Ją już tak. Była setka na jej miejsce, trybik łatwy do wymiany. Shafiq nadawał kształt rzeczom, które same z siebie byłyby jedynie zbiorem niejasnycn zasad, wprowadził wiele pozytywnych rzeczy do jej życia. Wierzyła w szczerość jego intencji, bo wierzył w nie Jonathan.
Być może była ślepą owcą, niezdolną do samodzielnego osądu ludzi spoza kręgu własnej krwi. Potrzebowała czyjejś dłoni, ktora wskazałaby drogę i nazwałaby rzeczy po imieniu: temu możesz zaufać, tego się trzymaj. Po rozmowie w Snowdonii miała wrażenie, że zbliżyła się do Selwynów bardziej, a skoro Jonathan trzymał Anthony’ego tak blisko serca, prawie jak część własnego życia, to przecież musiało znaczyć coś dobrego. Musiało być właściwe.
Wychodziło jednak na to, że tutejszy Hannibal nie znał jej Anthony’ego w jej wydaniu. Nie znał wersji, którą ona znała. Z kolei brak jej Hannibala bolał jak coś, co dopiero co zostało wyrwane. Czułe zdrobnienie jej imienia i jego dotyk tylko pogorszyły sprawę. W związku z tym, Mona ścisnęła brwi i pozwoliła się pociągnąć do wnętrza teatru.
Plakat wciąż miała przed oczami, mimo że Anthony trzymał go zwinięty pod pachą jak relikwię, którą należało osłonić przed światem. Nie potrafiła powiedzieć, czy ten lustrzany dzień był dla niej objawieniem, czy karą.
— Tak — odpowiedziała bez chwili zawahania. Decyzja ostateczna. — Wracajmy.
Jak powiedział, tak też uczynili. Dopiero po kilku godzinach para wróciła do własnego świata.
Anthony w istocie był jej współpracownikiem — tylko że o kilka pięter wyżej w hierarchii ministerialnej machiny. Różnica polegała na tym, że jego nie dało się zastąpić. Ją już tak. Była setka na jej miejsce, trybik łatwy do wymiany. Shafiq nadawał kształt rzeczom, które same z siebie byłyby jedynie zbiorem niejasnycn zasad, wprowadził wiele pozytywnych rzeczy do jej życia. Wierzyła w szczerość jego intencji, bo wierzył w nie Jonathan.
Być może była ślepą owcą, niezdolną do samodzielnego osądu ludzi spoza kręgu własnej krwi. Potrzebowała czyjejś dłoni, ktora wskazałaby drogę i nazwałaby rzeczy po imieniu: temu możesz zaufać, tego się trzymaj. Po rozmowie w Snowdonii miała wrażenie, że zbliżyła się do Selwynów bardziej, a skoro Jonathan trzymał Anthony’ego tak blisko serca, prawie jak część własnego życia, to przecież musiało znaczyć coś dobrego. Musiało być właściwe.
Wychodziło jednak na to, że tutejszy Hannibal nie znał jej Anthony’ego w jej wydaniu. Nie znał wersji, którą ona znała. Z kolei brak jej Hannibala bolał jak coś, co dopiero co zostało wyrwane. Czułe zdrobnienie jej imienia i jego dotyk tylko pogorszyły sprawę. W związku z tym, Mona ścisnęła brwi i pozwoliła się pociągnąć do wnętrza teatru.
Plakat wciąż miała przed oczami, mimo że Anthony trzymał go zwinięty pod pachą jak relikwię, którą należało osłonić przed światem. Nie potrafiła powiedzieć, czy ten lustrzany dzień był dla niej objawieniem, czy karą.
— Tak — odpowiedziała bez chwili zawahania. Decyzja ostateczna. — Wracajmy.
Jak powiedział, tak też uczynili. Dopiero po kilku godzinach para wróciła do własnego świata.
Koniec sesji
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła