26.12.2025, 01:36 ✶
Czy postać płakała w Yule?
Bywały święta, gdy urocza jasnowłosa skrzatka tłukła swojego towarzysza dzieciństwa po głowie pluszowym smokiem na patyku, i bywały, gdy wyśpiewywała najdłuższy hymn do Matki, jaki słyszały mury posiadłości rodowej.
Nadeszły święta, gdy zostało puste krzesło. Helloise nie płakała tego roku, gdy je opuściła. Zaczęła płakać dopiero w to Yule, w które zasiadła na nim ponownie.
Czuła, jak niekomfortowo gęsta jest wokół niej atmosfera. Rozmowy omijały ją łukiem, jakby nie do końca wiedziano, jak z nią rozmawiać. Żaden wujek nie myślał już żartobliwie podpuszczać, że nasza Hela to powinna z takim zapałem do kowenowych pieśni zostać kapłanką. "Nasza" układało się nagle jakoś inaczej na języku — bo teraz gdy przypadkiem już ktoś na nią spojrzał, myślał o tym, że przez ostatnie miesiące nurzała się w syfie Nokturnu. Wstyd, że nasza.
Wstyd własny był jeszcze gorszy — wyolbrzymiał w dziewczęcych oczach wszystko, co mogła odebrać zarówno wprost, jak i poukrywane gdzieś między wierszami: rozczarowanie, złość, smutek, zdegustowanie. Drugie tyle dopowiadała sobie zatem sama. Próbowała przetrwać kolację z zaciętą biernością: siedziała w milczeniu z otępiałym wzrokiem wbitym w talerz nietkniętego, stygnącego posiłku. Nie pomogło i to — czuła, że nawet gdy nic nie robi, wciąż niszczy wszystko wyłącznie swoją obecnością.
Nie było żadnego rosnącego napięcia, żadnego punktu kulminacyjnego. W pewnym momencie po prostu brakło jej siły. Nie mogła już dalej. W pół kolacji odeszła od stołu tak samo bez słowa, jak przy nim siedziała.
Resztę wieczoru spędziła, płacząc w swoim pokoju.
Przy tym stole odczuła, jak wiele zniszczyła. Nie mogła znieść poczucia, że stała się tak nienaturalnie obca we własnym domu, który do tej pory był jej bezpiecznym schronieniem.
W perspektywie siedemnastoletniego życia to był koniec świata.
Kolejne fale płaczu szarpały dziewczyną niemal do rana. Napędzało je histeryczne przekonanie, że nie ma już dla niej drogi. Nie potrafiła iść dalej. Nie potrafiła zatrzymać się w miejscu. Nie umiała odnaleźć się w domu, gdy w każdym rogu wypatrywała osądzającego niezadowolenia.
Bywały święta, gdy urocza jasnowłosa skrzatka tłukła swojego towarzysza dzieciństwa po głowie pluszowym smokiem na patyku, i bywały, gdy wyśpiewywała najdłuższy hymn do Matki, jaki słyszały mury posiadłości rodowej.
Nadeszły święta, gdy zostało puste krzesło. Helloise nie płakała tego roku, gdy je opuściła. Zaczęła płakać dopiero w to Yule, w które zasiadła na nim ponownie.
Czuła, jak niekomfortowo gęsta jest wokół niej atmosfera. Rozmowy omijały ją łukiem, jakby nie do końca wiedziano, jak z nią rozmawiać. Żaden wujek nie myślał już żartobliwie podpuszczać, że nasza Hela to powinna z takim zapałem do kowenowych pieśni zostać kapłanką. "Nasza" układało się nagle jakoś inaczej na języku — bo teraz gdy przypadkiem już ktoś na nią spojrzał, myślał o tym, że przez ostatnie miesiące nurzała się w syfie Nokturnu. Wstyd, że nasza.
Wstyd własny był jeszcze gorszy — wyolbrzymiał w dziewczęcych oczach wszystko, co mogła odebrać zarówno wprost, jak i poukrywane gdzieś między wierszami: rozczarowanie, złość, smutek, zdegustowanie. Drugie tyle dopowiadała sobie zatem sama. Próbowała przetrwać kolację z zaciętą biernością: siedziała w milczeniu z otępiałym wzrokiem wbitym w talerz nietkniętego, stygnącego posiłku. Nie pomogło i to — czuła, że nawet gdy nic nie robi, wciąż niszczy wszystko wyłącznie swoją obecnością.
Nie było żadnego rosnącego napięcia, żadnego punktu kulminacyjnego. W pewnym momencie po prostu brakło jej siły. Nie mogła już dalej. W pół kolacji odeszła od stołu tak samo bez słowa, jak przy nim siedziała.
Resztę wieczoru spędziła, płacząc w swoim pokoju.
Przy tym stole odczuła, jak wiele zniszczyła. Nie mogła znieść poczucia, że stała się tak nienaturalnie obca we własnym domu, który do tej pory był jej bezpiecznym schronieniem.
W perspektywie siedemnastoletniego życia to był koniec świata.
Kolejne fale płaczu szarpały dziewczyną niemal do rana. Napędzało je histeryczne przekonanie, że nie ma już dla niej drogi. Nie potrafiła iść dalej. Nie potrafiła zatrzymać się w miejscu. Nie umiała odnaleźć się w domu, gdy w każdym rogu wypatrywała osądzającego niezadowolenia.
dotknij trawy