26.12.2025, 16:41 ✶
Złapał ją i podciągnął ku górze, pomagając doprowadzić się do jako takiego porządku. Dla niego to było nic, a przynajmniej nie przywiązywał do tej interakcji aż tak dużej uwagi jak ona. Zwyczajnie głupio było ją zostawić tak rozpłaszczoną na ziemi, zbierającą nieporadnie wszystkie rozsypane kartki, w szczególności kiedy sam potrzebował chociaż odrobiny spokoju. Po części więc robił to dla własnego spokoju ducha.
Szkoda tylko, że na tym się nie skończyło. Słysząc głos Marty, Rowle wyraźnie zesztywniał i skrzywił się na twarzy. Nie było to jego pierwsze spotkanie z jęczącą zmorą - w sumie głupio by było, gdyby przez siedem lat uczęszczania do Hogwartu, w ogóle się wcześniej na nią nie nadział. Znajomość ducha nie sprawiała jednak, że tolerował jej obecność jakoś bardziej. Lepiej, na podstawie jego nielicznych z nią interakcji już dawno stwierdził, że jest chyba najbardziej nieznośnym duchem ze wszystkich jakie można było uświadczyć w szkole. Niektórzy uważali, że Irytek wciąż bił wszystkich na głowę, ale nie. Dla Leviego to Marta była najgorsza.
- Co za głupota... - wymruczał pod nosem, kiedy zjawa kontynuowała się prześmiewki, jakby pięć minut temu pewnie nie siedziała na swoim kiblu i nie zalewała się łzami, albo nie urządzała sobie zjazdu kanalizacją wprost do jeziora.
Marta zachichotała znowu i przemknęła przez bibliotekę, podrywając tym samym ku górze kartki, które jeszcze chwilę temu zbierał z ziemi. Tym razem jednak wyciągnął różdżkę, gotowy za jej pomocą przywołać zbłąkane pergaminy, z których część wciąż leniwie dryfowała ku posadzce.
- Nie słuchaj jej. Jest rąbnięta na głowę - poradził dziewczynie, która na jego oko zrobiła się chyba nieco zanadto czerwona. Może i nawet wziąłby sobie nieco bardziej do serca słów zjawy i nie zaczął się z Laną droczyć, czy faktycznie nie wypisywała piórem jakichś kombinacji swojego imienia z różnymi nazwiskami, ale fakty skutecznie go do tego zniechęcały - miał obok sobie smarkatą krukonkę, a przecież nie będzie podrywać dzieciaka, kiedy za pół roku miał opuścić szkolne mury.
Marta jednak nie chciała dać im całkowicie spokoju, bo kiedy z połowa kartek na nowo znalazła się w schludnej kupce, pojawiła się znowu.
- Hihi, i co? Macie już etap trzymania się za ręce za sobą? Nie ma za co! - zaświergotała, wyraźnie ucieszona z możliwości kontynuowania zabawy, zaraz po tym jak podfrunęła do nich nad stołem. Tym razem jednak nie rozwiała zebranych notatek - jeszcze...
Rowle miał jednak dość tego gadania trzy po trzy. Szczerze to zastanawiał się, czemu Marty nikt jeszcze nie zamknął w słoiku i nie wysłał na drugą stronę podczas Beltane lub Samhain. W zaświatach przynajmniej nikomu by nie przeszkadzała i wszyscy byliby niezmiernie szczęśliwy.
- Jesteś tak samo okropna, jak ta twoja cholerna Olivia - wycedził w jej stronę, zapominając chyba jak wspomnienie jej dawnej prześladowczyni na Martę działało. A może zwyczajnie nie wiedział, bo te wszystkie skrawki informacji, które o Marcie mógł wiedzieć, otrzymał w opowieściach od koleżanek z roku.
Jęcząca Marta zawyła w odpowiedzi rozpaczliwie. Już nie chichotała jak nastolatka, którą nomen omen wciąż była. O nie - darła się na całą bibliotekę, jakby ktoś ją obdzierał ze skóry.
- Jak możesz!!!! - zapiszczała oburzona. - Wszyscy jesteście tacy sami. Okropni! Okrutni! A ty?? - wycelowała palcem w Dolohóvnę. - PEWNIE TEŻ MNIE NIENAWIDZISZ!!
Szkoda tylko, że na tym się nie skończyło. Słysząc głos Marty, Rowle wyraźnie zesztywniał i skrzywił się na twarzy. Nie było to jego pierwsze spotkanie z jęczącą zmorą - w sumie głupio by było, gdyby przez siedem lat uczęszczania do Hogwartu, w ogóle się wcześniej na nią nie nadział. Znajomość ducha nie sprawiała jednak, że tolerował jej obecność jakoś bardziej. Lepiej, na podstawie jego nielicznych z nią interakcji już dawno stwierdził, że jest chyba najbardziej nieznośnym duchem ze wszystkich jakie można było uświadczyć w szkole. Niektórzy uważali, że Irytek wciąż bił wszystkich na głowę, ale nie. Dla Leviego to Marta była najgorsza.
- Co za głupota... - wymruczał pod nosem, kiedy zjawa kontynuowała się prześmiewki, jakby pięć minut temu pewnie nie siedziała na swoim kiblu i nie zalewała się łzami, albo nie urządzała sobie zjazdu kanalizacją wprost do jeziora.
Marta zachichotała znowu i przemknęła przez bibliotekę, podrywając tym samym ku górze kartki, które jeszcze chwilę temu zbierał z ziemi. Tym razem jednak wyciągnął różdżkę, gotowy za jej pomocą przywołać zbłąkane pergaminy, z których część wciąż leniwie dryfowała ku posadzce.
- Nie słuchaj jej. Jest rąbnięta na głowę - poradził dziewczynie, która na jego oko zrobiła się chyba nieco zanadto czerwona. Może i nawet wziąłby sobie nieco bardziej do serca słów zjawy i nie zaczął się z Laną droczyć, czy faktycznie nie wypisywała piórem jakichś kombinacji swojego imienia z różnymi nazwiskami, ale fakty skutecznie go do tego zniechęcały - miał obok sobie smarkatą krukonkę, a przecież nie będzie podrywać dzieciaka, kiedy za pół roku miał opuścić szkolne mury.
Marta jednak nie chciała dać im całkowicie spokoju, bo kiedy z połowa kartek na nowo znalazła się w schludnej kupce, pojawiła się znowu.
- Hihi, i co? Macie już etap trzymania się za ręce za sobą? Nie ma za co! - zaświergotała, wyraźnie ucieszona z możliwości kontynuowania zabawy, zaraz po tym jak podfrunęła do nich nad stołem. Tym razem jednak nie rozwiała zebranych notatek - jeszcze...
Rowle miał jednak dość tego gadania trzy po trzy. Szczerze to zastanawiał się, czemu Marty nikt jeszcze nie zamknął w słoiku i nie wysłał na drugą stronę podczas Beltane lub Samhain. W zaświatach przynajmniej nikomu by nie przeszkadzała i wszyscy byliby niezmiernie szczęśliwy.
- Jesteś tak samo okropna, jak ta twoja cholerna Olivia - wycedził w jej stronę, zapominając chyba jak wspomnienie jej dawnej prześladowczyni na Martę działało. A może zwyczajnie nie wiedział, bo te wszystkie skrawki informacji, które o Marcie mógł wiedzieć, otrzymał w opowieściach od koleżanek z roku.
Jęcząca Marta zawyła w odpowiedzi rozpaczliwie. Już nie chichotała jak nastolatka, którą nomen omen wciąż była. O nie - darła się na całą bibliotekę, jakby ktoś ją obdzierał ze skóry.
- Jak możesz!!!! - zapiszczała oburzona. - Wszyscy jesteście tacy sami. Okropni! Okrutni! A ty?? - wycelowała palcem w Dolohóvnę. - PEWNIE TEŻ MNIE NIENAWIDZISZ!!
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast