• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B.

[12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B.
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#7
27.12.2025, 00:11  ✶  
Słuchałem jej bardziej, niż pozwalała na to moja reputacja, a im dłużej mówiła, tym wyraźniej coś we mnie zgrzytało, tym bardziej, że obserwowałem ją też uważniej, niż powinienem - ten chłód w głosie, napięcie w ramionach, sposób, w jaki jednocześnie próbowała mnie czytać. Czułem jej spojrzenie, uważne, analizujące, zawsze takie miała, Prudence nigdy nie patrzyła powierzchownie, nawet jeśli udawała, że tak jest. Taką samą postawę miała zawsze, kiedy coś ją uwierało, a ona nie pozwalała sobie tego okazać. A ja… Ja mimo to byłem przekonany, że pamiętała więcej ode mnie, i gdzieś w tej swojej uporządkowanej głowie miała odpowiedzi, których ja nie miałem. Może dlatego odruchowo przyjmowałem tę typową dla mnie postawę, zamiast trzymać się zapamiętanych migawek, w których było między nami znacznie lżej i luźniej.
- Wyjątkowe dni mają to do siebie, że potrafią kopnąć znienacka. - Rzuciłem w końcu lekko, z pozorną nonszalancją, która chyba miała być czymś miłym. - Nawet ludzi, którzy zwykle stoją obiema nogami na ziemi. - Skinąłem lekko głową, półuśmiech sam pojawił się na ustach, obronny, automatyczny. Brzmiało zaczepnie, tak jak zawsze powinno, ale moje serce znowu zrobiło coś niepotrzebnego - wykonało za szybkie uderzenie, za mocne, jakby ciało reagowało na nią z własnej inicjatywy, zupełnie mnie pomijając.
Słuchałem jej i sam chyba też jednocześnie próbowałem czytać ją między słowami, ale Prudence zawsze była w tym inna ode mnie. Zawsze potrafiła ukrywać emocje pod warstwami zasad, a ja… Ja miałem tendencję do rozbrajania wszystkiego żartem. Pruey mówiła chłodno, z tą swoją precyzją, jakby każde słowo było próbą przywrócenia porządku światu, który nagle wymknął jej się z rąk. Ja tymczasem czułem, jak coś we mnie napinało się przy samym dźwięku jej głosu - nie irytacja, nie złość, raczej to głupie, zdradzieckie poczucie, że wczoraj wydarzyło się coś ważnego, nawet jeśli mój mózg postanowił potraktować to jak nieistotny szczegół i wyrzucić poza pamięć. Przeciągnąłem dłonią po karku, znów poprawiłem kołnierzyk koszuli - leżała zbyt ciasno, albo to ja byłem dziś zbyt świadomy własnego ciała. Patrzyłem na nią spod przymrużonych powiek, z tym charakterystycznym uciskiem za skroniami, który mówił mi jasno, że wczoraj przekroczyłem kilka granic, wypijając przynajmniej jedną butelkę więcej, niż należało. Na jej zapowiedź braku rewanżu uniosłem brew, a kącik ust drgnął mi w półuśmiechu.
- Och, szkoda. - Rzuciłem lekko. - Zaczynałem się przyzwyczajać do myśli, że mam godnego przeciwnika. - Brzmiało to jak typowy Rookwood, zaczepny, pewny siebie, tylko że pod spodem coś mi nie pasowało, jakby to, co mówiłem, było wyuczoną kwestią, a nie czymś, co faktycznie czułem. - Poza tym, kto jak kto, ale ty powinnaś już wiedzieć, że ja i tak nie gram dla zwycięstw. Wystarczy mi sama przyjemność gry. - Tak, brzmiało bezczelnie, miało brzmieć bezczelnie, to była moja zbroja - ta sama, której wczoraj najwyraźniej nie nosiłem.
Wpuściłem ją do Wielkiej Sali i ruszyłem za nią. Słońce znów spróbowało mnie zabić, zignorowałem je z godnością, rozglądając się za miejscem. Światło było brutalne, bezlitosne, czułem pulsowanie w skroniach, ale to nie ono sprawiało, że czułem się nieswojo. Nie znalazłem ani jednego kumpla, za to znalazłem ją - znowu - siedzącą z boku, jakby próbowała zniknąć. Zająłem miejsce naprzeciwko, bo nie było sensu udawać, że to przypadek. Los już i tak był dziś wyjątkowo kreatywny. I, jeśli miałem być ze sobą uczciwy, wcale nie chciałem innego miejsca. Wziąłem dzbanek, nalałem sobie, potem bez słowa sięgnąłem po drugi i postawiłem przed nią herbatę z mlekiem - dokładnie taką, jak zawsze - dopiero po sekundzie dotarło do mnie, że to zrobiłem. Przesunąłem kubek w jej stronę bez komentarza, jakby to było oczywiste, jakbyśmy nigdy nie przestali być po tej samej stronie stołu. Zerknąłem na nią krótko, sprawdzając, czy to zauważyła. Siedzenie naprzeciwko niej było złym pomysłem - doskonałym, fatalnym, absolutnie niepotrzebnym pomysłem. Wiedziałem to w chwili, w której uniosła na mnie wzrok spod tej swojej opadającej grzywki. Świat był dziś zbyt głośny, zbyt jasny i zbyt… Zbyt wszystko. Patrzyłem na nią uważniej, niż powinienem, i im dłużej to robiłem, tym wyraźniej docierało do mnie, że coś tu się nie zgadzało.
Na jej „dzięki” odpowiedziałem tylko krótkim:
- Mh. - A moje serce znowu zrobiło ten irytujący, niepotrzebny skok. Wczoraj było ciepło. Było… Łatwo. Teraz każde wypowiadane słowo brzmiało jak stawianie pionków z powrotem na szachownicy, a jednak nie ruszyłem się ani o cal.
- Z obietnicami bywam różny, fakt, ale w takich wypadkach nie składam obietnic bez pokrycia. Po prostu… Czasem nie precyzuję warunków. - Odpowiedziałem na jej pytanie, wzruszając ramionami. - Jeśli chodzi o przetrwanie śniadania, to jestem niepokojąco zdeterminowany. - Dodałem, ale bez zwyczajowej zaczepności, raczej jak ktoś, kto sam nie był pewien, czy naprawdę chciał kolejnej rundy.
Potem przyszła pora na miksturę. Mieszanie płynów było prostsze niż analizowanie tego, co wisiało między nami. Wypiłem swoją porcję jednym haustem, skrzywiłem się, ledwie zauważalnie. Ona zrobiła to samo, zamknęła oczy, przełknęła. Patrzyłem na nią z tym dziwnym napięciem w klatce piersiowej, jakbym czekał na werdykt, prawie oddychając głębiej, gdy odezwała się do mnie z pytaniem.
- Za kilka minut świat przestanie wirować. - Powiedziałem spokojnie. - Głowa też odpuści. Nie będzie idealnie, ale będzie znośnie. - Przesunąłem palcami pod kołnierzykiem koszuli, czując kolejną falę ciepła na szyi, którego nie potrafiłem sobie wyjaśnić. Coś mnie w środku ścisnęło, zupełnie nieproszonym odruchem.
Jej ostatnie słowa sprawiły, że prychnąłem cicho, bez wesołości.
- Święta są przereklamowane. - Stwierdziłem, opierając się wygodniej, jakbym robił to codziennie, jakby to nie było wcale dziwne. - Za dużo oczekiwań, za dużo udawania, że wszystko jest… Jakieś magiczne. - Zawyrokowałem bez ogródek. - Poza tym, skoro ty je uwielbiasz - wzruszyłem ramionami - to najwyraźniej ktoś musi dla równowagi narzekać. I, jak widać, padło na mnie. Równowaga w kosmosie została zachowana. - Drugi biegun kompatybilności czy coś, ale tego już nie dodałem.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (9882), Prudence Fenwick (6801)




Wiadomości w tym wątku
[12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Benjy Fenwick - 25.12.2025, 05:09
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Prudence Fenwick - 25.12.2025, 22:50
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Benjy Fenwick - 26.12.2025, 00:29
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Prudence Fenwick - 26.12.2025, 08:17
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Benjy Fenwick - 26.12.2025, 21:25
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Prudence Fenwick - 26.12.2025, 22:52
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Benjy Fenwick - 27.12.2025, 00:11
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Prudence Fenwick - 27.12.2025, 23:06
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Benjy Fenwick - 28.12.2025, 00:19
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Prudence Fenwick - 28.12.2025, 14:18
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Benjy Fenwick - 28.12.2025, 19:19
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Prudence Fenwick - 01.01.2026, 18:40
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Benjy Fenwick - 03.01.2026, 16:50
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Prudence Fenwick - 30.01.2026, 22:07

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa