• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B.

[12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B.
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#9
28.12.2025, 00:19  ✶  
Słuchałem jej uważniej, niż bym chciał przyznać, i to był pierwszy sygnał ostrzegawczy. Nawet jeśli na zewnątrz wyglądałem, jakbym ledwo tolerował poranek, w środku coś we mnie pracowało, mieliło każde słowo, próbowało ułożyć brakujące fragmenty nocy, której nie pamiętałem tak dobrze, jak powinienem, albo którą pamiętałem dokładnie tak jak nie powinienem. Różnica była marginalna.
- W tym akurat nikt mi nigdy nie dorównywał. - Rzuciłem lekko, reagując na jej słowa o alkoholu. Uśmiechnąłem się krzywo, z tym cieniem autoironii, który zwykle rozbrajał rozmówców, niestety, ją chyba nie do końca - ona patrzyła dalej, głębiej, jakby próbowała rozsupłać węzeł, który sam sobie zawiązałem lata temu. Dziś szczególnie mocno właziło mi to pod skórę, aż robiło mi się gorąco. - Ale spokojnie, nie wpisuję tego do swoich największych osiągnięć życiowych. Każdy ma swoje talenty. Ty masz… Inne. - Brzmiało to jak komplement, chociaż podałem go w formie zaczepki. Zawsze tak robiłem, bezpieczniej było żartować, niż przyznać, że wcale nie chciałem, żeby kiedykolwiek próbowała mi dorównać w czymś takim. Sam fakt, że wczoraj dała się wciągnąć, ciążył mi bardziej, niż zamierzałem przyznać, nawet przed sobą.
- Och, zdecydowanie. - Odpowiedziałem, unosząc brew, prowokacyjnie, niemal z rozbawieniem, kiedy wspomniała o moim sposobie grania. - Deklaracje posiadania granic są po to, żeby sprawdzać, czy te naprawdę istnieją. Lubię sprawdzać ludzi. - Przyznałem bez wstydu. - Lubię wiedzieć, gdzie pękają, gdzie zaczynają się wahać, a gdzie jeszcze idą dalej, mimo że nie powinni. - Brzmiałem pewnie, bezczelnie, jak ktoś, kto dokładnie wiedział, co robi. Zwykle traktowałem rozmowy jak partię szachów - ruch, kontrruch, prowokacja, uśmiech, wygrana - z Prudence zawsze było inaczej, nawet kiedy udawałem, że to tylko kolejna potyczka. Prawda była taka, że wczoraj sam posunąłem się dalej, niż planowałem, a to mnie niepokoiło bardziej, niż chciałem przyznać. - Swoje też testuję, żeby była jasność. Różnica polega na tym, że ja zwykle wiem, kiedy się zatrzymać. Ludzie często twierdzą, że ich nie przekroczą, a potem robią dokładnie to, tylko z lepszą wymówką. To… Pouczające. - Dodałem więc, bo akurat to kłamstwo było wyjątkowo gładkie, dopracowane, przećwiczone. Nawet ja niemal w nie uwierzyłem. Nie dodałem, że przy niej te granice zawsze były dziwnie rozmyte - prawda była taka, że zawsze przesuwały się same, a ja udawałem, że to część planu. Kiedyś wcale nie chciałem ich testować, tylko siedzieć obok i udawać, że świat jest prostszy, niż był w rzeczywistości. Miała w sobie ten chłodny rozsądek, który zawsze mnie drażnił i przyciągał jednocześnie, jak krawędź dachu, z którego nie powinno się skakać.
Siedząc naprzeciwko, nalałem jej herbaty, dokładnie takiej, jaką piła od zawsze, a kiedy po nią sięgnęła, poczułem dziwne ukłucie satysfakcji. Pamiętałem, to było nie w porządku, że pamiętałem takie rzeczy, skoro oficjalnie byliśmy tylko nieprzyjaciółmi, jeszcze bardziej nie w porządku było jednak to, że jej dłonie lekko drżały, a ja miałem ochotę to zatrzymać, zamiast wykorzystać.
- Wspólny cel brzmi groźnie. - Mruknąłem, opierając się wygodniej, kiedy sięgnęła po herbatę.
Widziałem, że to, co mi właśnie komunikowała, to nie była tylko luźna uwaga, to było zamknięcie drzwi, jasna deklaracja, że wczoraj był wyjątkiem, który nie ma prawa się powtórzyć, i chociaż rozsądek mówił mi, że to właściwe podejście, coś we mnie zareagowało nieprzyjemnym ukłuciem.
- Dziwnym trafem to działało. - Uśmiechnąłem się pod nosem. „Dziwnym trafem”, tak to nazwałem, bo łatwiej było zrzucić wszystko na przypadek niż przyznać, że kiedyś naprawdę się dogadywaliśmy, i to nie dlatego, że byliśmy dziećmi, tylko dlatego, że widzieliśmy się nawzajem bez masek. - Ale nie psujmy sobie reputacji. Rywale brzmią lepiej niż „ludzie, którzy przypadkiem za dobrze się znają”. - Spojrzałem na nią jeszcze raz, uważnie, z tym łobuzerskim błyskiem, który miał przykryć fakt, że serce znowu mi przyspieszyło.
Przetrwanie śniadania brzmiało banalnie, a jednak czułem, że to znowu zaczęło być jedno z tych małych pól minowych, które pamięta się dłużej, niż by się chciało. Obserwowałem, jak piła miksturę na kaca, marszcząc nos, a potem sięgnęła po herbatę, jakby próbowała wypłukać z ust ten smak. Zawsze miała ładne dłonie, precyzyjne, pewne, nawet teraz, kiedy drżały minimalnie. Udałem, że tego nie zauważam - udawałem, że to tylko zwykła wymiana zdań przy śniadaniu, kolejna potyczka słowna, jedna z wielu, jakie stoczyliśmy przez lata. Prawda była taka, że każde jej słowo osiadało we mnie ciężej, niż powinno, jakby dotykało czegoś, co wolałem trzymać pod kluczem, najlepiej na samym dnie.
- Ostrzegałem, że to nie eliksir szczęścia. - Stwierdziłem sucho. - Jeśli za pięć minut świat przestanie wirować, możesz uznać mnie za cudotwórcę. Jeśli nie… Cóż. Przynajmniej będziesz miała kolejny powód, żeby mieć do mnie pretensje. - To ostatnie zabrzmiało niemal zbyt lekko, jakby zależało mi na tym, żeby miała jeszcze jeden powód, by na mnie nie patrzeć. Sprawiałem wrażenie, jakby to wszystko spływało po mnie bez śladu - to była stara sztuczka - im mniej pokazywałem, tym bezpieczniej się czułem. Problem polegał na tym, że Prudence zawsze miała talent do zaglądania mi pod skórę, nawet wtedy, gdy bardzo się starałem jej to utrudnić.
Jej słowa o świętach wywołały we mnie ciche prychniecie. Odwróciłem wzrok na moment, jakbym nagle zobaczył coś niezwykle interesującego po drugiej stronie sali. Miałem wrażenie, że siedzimy naprzeciwko siebie, ustawieni w dwóch częściach stołu, tuż przed sobą, jak dwie figury na szachownicy, tylko plansza była krzywa, a ktoś w nocy pozmieniał zasady. Patrzyłem na Prudence ponad rantem szklanki, udając, że świat mnie nie bolał, pulsowanie w skroniach to drobiazg, a to napięcie w klatce piersiowej to zwykła poranna irytacja. Kłamałem sobie sprawnie, zawsze byłem w tym dobry.
- Dom, spokój, ludzie, których się lubi. -  Wyliczyłem. Oparłem się wygodniej o oparcie krzesła, nonszalancko, jakby świat faktycznie był dziś jedynie lekkim utrapieniem, a nie czymś, co próbowało mi rozłupać czaszkę od środka. Prawda była taka, że miałem wrażenie, iż ona widziała więcej, niż powinna, dostrzegała te rysy na mojej pewności siebie, które zwykle zostawiałem skrzętnie zaklejone ironią. - Brzmi jak propaganda. U mnie święta to seria spotkań, na których wszyscy udają, że są kimś innym, a potem liczą, kto komu co jest winien. - Pochyliłem się odrobinę do przodu, opierając przedramiona o stół. - Oczywiście, że mamy inne zdanie. - Powiedziałem, pozwalając sobie na odrobinę zuchwałości. - Gdybyśmy się zgadzali, ktoś mógłby pomyśleć, że wciąż jesteśmy po tej samej stronie. - Spojrzałem na nią jeszcze raz, prosto w oczy, uważnie, z tym łobuzerskim błyskiem, który miał przykryć fakt, że serce znowu mi przyspieszyło. - A to byłoby… Mylące. - Siedząc naprzeciwko niej przy stole w Wielkiej Sali, z porannym światłem wbijającym mi się pod czaszkę i kacem, który nie znał litości, czułem się, jakbym balansował na cienkiej linie, a ona patrzyła, czy się potknę. Może rzeczywiście dogadywaliśmy się kiedyś z przypadku - może dlatego, że byliśmy dzieciakami, zanim nauczyliśmy się grać role, a może to wcale nie był przypadek, i to właśnie było w tym wszystkim najbardziej niepokojące.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (9882), Prudence Fenwick (6801)




Wiadomości w tym wątku
[12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Benjy Fenwick - 25.12.2025, 05:09
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Prudence Fenwick - 25.12.2025, 22:50
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Benjy Fenwick - 26.12.2025, 00:29
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Prudence Fenwick - 26.12.2025, 08:17
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Benjy Fenwick - 26.12.2025, 21:25
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Prudence Fenwick - 26.12.2025, 22:52
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Benjy Fenwick - 27.12.2025, 00:11
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Prudence Fenwick - 27.12.2025, 23:06
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Benjy Fenwick - 28.12.2025, 00:19
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Prudence Fenwick - 28.12.2025, 14:18
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Benjy Fenwick - 28.12.2025, 19:19
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Prudence Fenwick - 01.01.2026, 18:40
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Benjy Fenwick - 03.01.2026, 16:50
RE: [12.1957] Not really sure what we’ve done, it started out as a bit of fun |A.R., P.B. - przez Prudence Fenwick - 30.01.2026, 22:07

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa