28.12.2025, 17:05 ✶
Auror drgnął, gdy Jolene wtuliła się w niego bez ostrzeżenia. Stał sztywno z rękami zawieszonymi bezradnie w powietrzu, aby następnie natychmiast objąć ją mocno. Jedną dłonią przyciągnął ją bliżej, drugą oparł na jej plecach.
Wiedział, że Alice i Jolene coś do niego mówiły.
Dawno nie czuł się tak… bezużyteczny. Zarówno w obliczu wydarzeń w stolicy, jak i tego, co miało nadejść, odczuwał przytłaczający ciężar spoczywający na jego barkach. Tym razem nie słyszał głosów, nie miał wizji takich jak wtedy, gdy Millie Moody wyciągnęła go spod runącego budynku. Strach był jednak podobny — i równie nie na miejscu. Wtedy bał się o to, że nie mial przy sobie. W tym momencie miał przy sobie całą rodzinę, więc dlaczego…
Wojna nauczyła go, że organizm czasem reagował szybciej niż rozum. Lęk potrafił przyjść bez zaproszenia. Oddychał więc głęboko, próbując się uspokoić. Coś było nie tak.
— Nie… — wydusił tylko mężczyzna, a język zdradził pierwszy. Następnie mięśnie szczęki napięły się boleśnie. Serce przyspieszyło, dłonie zadrżały. W głowie miał pustkę, a jednocześnie coś obco nachalnego poruszyło jego ustami. — Mój triumf to porządek świata, w którym nie musimy ukrywać naszej magii.
Auror cofnął się gwałtownie. Żołądek ścisnął się w bolesnym skurczu, obrzydzenie podeszło mu do gardła na myśl, że podobne słowa przeszły przez niego. — Nie… — powtórzył już własnym głosem. — To nie ja...
Wiedział, że Alice i Jolene coś do niego mówiły.
Dawno nie czuł się tak… bezużyteczny. Zarówno w obliczu wydarzeń w stolicy, jak i tego, co miało nadejść, odczuwał przytłaczający ciężar spoczywający na jego barkach. Tym razem nie słyszał głosów, nie miał wizji takich jak wtedy, gdy Millie Moody wyciągnęła go spod runącego budynku. Strach był jednak podobny — i równie nie na miejscu. Wtedy bał się o to, że nie mial przy sobie. W tym momencie miał przy sobie całą rodzinę, więc dlaczego…
Wojna nauczyła go, że organizm czasem reagował szybciej niż rozum. Lęk potrafił przyjść bez zaproszenia. Oddychał więc głęboko, próbując się uspokoić. Coś było nie tak.
— Nie… — wydusił tylko mężczyzna, a język zdradził pierwszy. Następnie mięśnie szczęki napięły się boleśnie. Serce przyspieszyło, dłonie zadrżały. W głowie miał pustkę, a jednocześnie coś obco nachalnego poruszyło jego ustami. — Mój triumf to porządek świata, w którym nie musimy ukrywać naszej magii.
Auror cofnął się gwałtownie. Żołądek ścisnął się w bolesnym skurczu, obrzydzenie podeszło mu do gardła na myśl, że podobne słowa przeszły przez niego. — Nie… — powtórzył już własnym głosem. — To nie ja...
you've taken your rightful place
at the table of kings
at the table of kings