28.12.2025, 19:40 ✶
— W tym momencie jestem gotowa zaryzykować. Gorzej już raczej nie będzie z moimi włosami.
Mona siedziała na brzegu kanapy z jedną nogę podciągnięta pod siebie. Z rozbawieniem obserwowała, jak Brenna metodycznie zamieniała jej niewielki stolik w prowizoryczne stanowisko kosmetyczne. Każdy kolejny flakonik i słoiczek jednoczenie sprawiał, że była nieco onieśmielona.
W poprzednich latach, kiedy Rowle pracowała w rezerwacie, brakowało jej czasem koleżanek, z którymi mogłaby porozmawiać o typowo babskich sprawach. Nawet największa miłośniczka latających gadów miewała chwile, gdy potrzebowała wylać serce przed przyjaciółką, a nawet najmniej drapieżny smok potrafił odpowiedzieć na takie zwierzenia kłapnięciem zębów. Gdy więc raz ustaliła, że smoki zupełnie nie nadawaly się do plotek, zdziwiło ją, jak bardzo samotność doskwierała jej po przeprowadzce do Londynu — do magicznej społeczności za progiem, a mimo to poczucie izolacji było jeszcze dotkliwsze niż na walijskim odludziu.
W związku z tym, aktualnie bezwstydnie chłonęła obecność Brenny, a skoro czarownica zdecydowała się podjąć odważne wyzwanie walki z jej rudymi kudłami, Mona mogła pozwolić sobie na luksus rozluźnienia się i cieszenia każdą chwilą spędzoną z przyjaciółką. Była gotowa uznać to za akt najwyższej przyjaźni.
— Pomyślałam o czymś prostym, bez przesadnych zdobień — odpowiedziała na pytanie o strój. — Długi rękaw, bo… jesień. I dlatego, że wciąż nie mam ochoty na zbyt wiele odsłoniętej skóry. Mimo wszystko nie powinno być bardzo zimno…
Mona podreptała do sypialni i po chwili wróciła z sukienką przewieszoną przez ramię. Była prosta i elegancka w głębokim stonowanym odcieniu zieleni — wystarczająco oficjalna, aby nie urazić czystokrwistej socjety. Miała ją już kilka razy na sobie przy mniej formalnych okazjach, ale nie wiedziała, jak długo ona i Icarus w ogóle zostaną w Snowdonii. Kobieta nie miała też ochoty kupować niczego nowego tylko po to, aby spełnić cudze oczekiwania. — A jak z tobą? — zapytała, unosząc wzrok na Brennę. — Nie widziałam żebyś przyniosła coś na zmianę… chociaż w sumie — dodała z uśmiechem. — Ladnemu we wszystkim ładnie. Zawsze wyglądasz prześlicznie.
Biały pers, który dotąd z zainteresowaniem obserwował obie kobiety, otarł się o łydkę drugiej czarownicy, zgrabnie wskoczył na mebel, uznając najwyraźniej, że właśnie on powinien nadzorować dalszy przebieg przygotowań.
Czarownica nastepnie pozwoliła Brennie sięgnąć po swoje włosy, siedząc tym razem na krześle. Plecy napięły jej się odruchowo z przyzwyczajenia niż z niechęci.
— Cieszę się, że tu jesteś — dodała ciszej. — Po wszystkim, co się wydarzyło… Przykro mi przez to, co się stało — powiedziała rudowłosa kobieta, nie patrząc towarzyszczce w oczy. — To okrutne, że teraz nawet przygotowania do wesela trzeba zaczynać od liczenia strat— rudowłosa urwała, a potem wypuściła powietrze z cichym westchnieniem. Komu nie było przykro w dobie ostatnich wydarzeń? — Dobra. Rób ze mną, co musisz. Zdaję się na ciebie w stu procentach… Prezent od twojej mamy? To bardzo kochane z jej strony. Podziękujesz jej ode mnie? Powinnam mieć jakieś suszone grzyby w kuchni jeszcze… Twoja mama lubi słodkie?
Mona siedziała na brzegu kanapy z jedną nogę podciągnięta pod siebie. Z rozbawieniem obserwowała, jak Brenna metodycznie zamieniała jej niewielki stolik w prowizoryczne stanowisko kosmetyczne. Każdy kolejny flakonik i słoiczek jednoczenie sprawiał, że była nieco onieśmielona.
W poprzednich latach, kiedy Rowle pracowała w rezerwacie, brakowało jej czasem koleżanek, z którymi mogłaby porozmawiać o typowo babskich sprawach. Nawet największa miłośniczka latających gadów miewała chwile, gdy potrzebowała wylać serce przed przyjaciółką, a nawet najmniej drapieżny smok potrafił odpowiedzieć na takie zwierzenia kłapnięciem zębów. Gdy więc raz ustaliła, że smoki zupełnie nie nadawaly się do plotek, zdziwiło ją, jak bardzo samotność doskwierała jej po przeprowadzce do Londynu — do magicznej społeczności za progiem, a mimo to poczucie izolacji było jeszcze dotkliwsze niż na walijskim odludziu.
W związku z tym, aktualnie bezwstydnie chłonęła obecność Brenny, a skoro czarownica zdecydowała się podjąć odważne wyzwanie walki z jej rudymi kudłami, Mona mogła pozwolić sobie na luksus rozluźnienia się i cieszenia każdą chwilą spędzoną z przyjaciółką. Była gotowa uznać to za akt najwyższej przyjaźni.
— Pomyślałam o czymś prostym, bez przesadnych zdobień — odpowiedziała na pytanie o strój. — Długi rękaw, bo… jesień. I dlatego, że wciąż nie mam ochoty na zbyt wiele odsłoniętej skóry. Mimo wszystko nie powinno być bardzo zimno…
Mona podreptała do sypialni i po chwili wróciła z sukienką przewieszoną przez ramię. Była prosta i elegancka w głębokim stonowanym odcieniu zieleni — wystarczająco oficjalna, aby nie urazić czystokrwistej socjety. Miała ją już kilka razy na sobie przy mniej formalnych okazjach, ale nie wiedziała, jak długo ona i Icarus w ogóle zostaną w Snowdonii. Kobieta nie miała też ochoty kupować niczego nowego tylko po to, aby spełnić cudze oczekiwania. — A jak z tobą? — zapytała, unosząc wzrok na Brennę. — Nie widziałam żebyś przyniosła coś na zmianę… chociaż w sumie — dodała z uśmiechem. — Ladnemu we wszystkim ładnie. Zawsze wyglądasz prześlicznie.
Biały pers, który dotąd z zainteresowaniem obserwował obie kobiety, otarł się o łydkę drugiej czarownicy, zgrabnie wskoczył na mebel, uznając najwyraźniej, że właśnie on powinien nadzorować dalszy przebieg przygotowań.
Czarownica nastepnie pozwoliła Brennie sięgnąć po swoje włosy, siedząc tym razem na krześle. Plecy napięły jej się odruchowo z przyzwyczajenia niż z niechęci.
— Cieszę się, że tu jesteś — dodała ciszej. — Po wszystkim, co się wydarzyło… Przykro mi przez to, co się stało — powiedziała rudowłosa kobieta, nie patrząc towarzyszczce w oczy. — To okrutne, że teraz nawet przygotowania do wesela trzeba zaczynać od liczenia strat— rudowłosa urwała, a potem wypuściła powietrze z cichym westchnieniem. Komu nie było przykro w dobie ostatnich wydarzeń? — Dobra. Rób ze mną, co musisz. Zdaję się na ciebie w stu procentach… Prezent od twojej mamy? To bardzo kochane z jej strony. Podziękujesz jej ode mnie? Powinnam mieć jakieś suszone grzyby w kuchni jeszcze… Twoja mama lubi słodkie?
jaskółka, czarny brylant,
wrzucony tu przez diabła
wrzucony tu przez diabła