05.03.2023, 00:27 ✶
Plotki naturalnie krążyły po świecie czarodziejów, ale w obecnej, dość burzliwej sytuacji mnożyło się ich tyle, że Peregrinus dawno przestał wysilać się i dociekać, które z nich były prawdą, a które jedynie historią zmyśloną przez kogoś z jemu tylko znanych pobudek. Można byłoby nazwać tę postawę ignoranctwem. W końcu w takich czasach wypadało przykładać szczególną uwagę do wszelkich krążących wśród ludzi niepokojących informacji, szczególnie mogących przestrzegać przed niebezpieczeństwem. Na wszelki wypadek. W teorii. W praktyce jednak, dopóki jakiś problem nie wszedł Trelawneyowi bezpośrednio w drogę, starał się trzymać z daleka od natłoku informacji i wieść na tyle spokojne życie, na ile się dało.
— Źródło? W której części Pokątnej? — zapytał żywo zainteresowany, mając nadzieję, że być może Brenna pamięta jakąkolwiek informację. Bądź co bądź dość często tu bywał, a bynajmniej nie uśmiechało mu się skończyć naćpanym w alejkach. Nie zdawał sobie sprawy, jak mocno narkotyk namieszał czarownicy w głowie; choć mógł przypuszczać, jaki jest stan jej wiedzy, zawsze warto było się upewnić. A nuż jakieś pojedyncze, pomocne wspomnienie z nią pozostało.
Nie upierał się przy wzywaniu uzdrowicieli. Skoro twierdziła, że efekty same znikną, był gotów jej w tej kwestii zaufać. Powiadomił już zresztą Ministerstwo, a Mavelle Bones miała zjawić się lada chwila. Z pewnością gdyby coś się stało, zaopiekowałaby się swoją brygadzistką, więc z ulgą oczekiwał zrzucenia z siebie tej odpowiedzialności.
Przeszło mu jednak przez myśl, że nawet jeśli Brenna zapewniała, że jej stan się nie pogorszy, to być może wykwalifikowany uzdrowiciel mógłby sprawdzić, czym jest substancja, którą została odurzona, póki ta była jeszcze w organizmie kobiety. Nie wyraził jednak na głos tego pomysłu, ponieważ musiał przyznać, że nie miał bladego pojęcia o uzdrowicielskiej magii. Mogła być to tylko bzdura, za którą zostałby wyśmiany.
— Więc to autentyczna sprawa — mruknął, mając na myśli całą sytuację dotyczącą kadzidła. Przykucnął w pewnej odległości od Longbottom, aby dać jej nieco przestrzeni. Intuicja podpowiadała mu, że w takiej sytuacji świeże powietrze jest kluczowe. Poza tym paczka papierosów w kieszeni płaszcza kusiła go coraz bardziej. Teraz, gdy sytuacja była opanowana i czekali jedynie na drugą brygadzistkę, pozwolił sobie odpalić papierosa. — Posłałem zatem po Mavelle Bones, a przyjemność mam z brygadzistką…? — zapytał, uświadamiając sobie, że nie poznał jeszcze jej imienia, a posłana wiadomość nie zawierała nazwiska tej konkretnej funkcjonariuszki. Dopiero w tamtej chwili uświadomił sobie ten błąd.
Nie zamierzał naturalnie odchodzić od czarownicy, dopóki nie zjawi się ktoś, kto odpowiednio się nią zajmie. Nawet jeśli nie była w bezpośrednim niebezpieczeństwie i zapewniała, że wszystko będzie dobrze. Miał zresztą czas, choć Dolohovowi z pewnością nie przeszkadzałoby, gdyby Peregrinus zjawił się w pracy wcześniej. I wyszedł nieco później.
— Źródło? W której części Pokątnej? — zapytał żywo zainteresowany, mając nadzieję, że być może Brenna pamięta jakąkolwiek informację. Bądź co bądź dość często tu bywał, a bynajmniej nie uśmiechało mu się skończyć naćpanym w alejkach. Nie zdawał sobie sprawy, jak mocno narkotyk namieszał czarownicy w głowie; choć mógł przypuszczać, jaki jest stan jej wiedzy, zawsze warto było się upewnić. A nuż jakieś pojedyncze, pomocne wspomnienie z nią pozostało.
Nie upierał się przy wzywaniu uzdrowicieli. Skoro twierdziła, że efekty same znikną, był gotów jej w tej kwestii zaufać. Powiadomił już zresztą Ministerstwo, a Mavelle Bones miała zjawić się lada chwila. Z pewnością gdyby coś się stało, zaopiekowałaby się swoją brygadzistką, więc z ulgą oczekiwał zrzucenia z siebie tej odpowiedzialności.
Przeszło mu jednak przez myśl, że nawet jeśli Brenna zapewniała, że jej stan się nie pogorszy, to być może wykwalifikowany uzdrowiciel mógłby sprawdzić, czym jest substancja, którą została odurzona, póki ta była jeszcze w organizmie kobiety. Nie wyraził jednak na głos tego pomysłu, ponieważ musiał przyznać, że nie miał bladego pojęcia o uzdrowicielskiej magii. Mogła być to tylko bzdura, za którą zostałby wyśmiany.
— Więc to autentyczna sprawa — mruknął, mając na myśli całą sytuację dotyczącą kadzidła. Przykucnął w pewnej odległości od Longbottom, aby dać jej nieco przestrzeni. Intuicja podpowiadała mu, że w takiej sytuacji świeże powietrze jest kluczowe. Poza tym paczka papierosów w kieszeni płaszcza kusiła go coraz bardziej. Teraz, gdy sytuacja była opanowana i czekali jedynie na drugą brygadzistkę, pozwolił sobie odpalić papierosa. — Posłałem zatem po Mavelle Bones, a przyjemność mam z brygadzistką…? — zapytał, uświadamiając sobie, że nie poznał jeszcze jej imienia, a posłana wiadomość nie zawierała nazwiska tej konkretnej funkcjonariuszki. Dopiero w tamtej chwili uświadomił sobie ten błąd.
Nie zamierzał naturalnie odchodzić od czarownicy, dopóki nie zjawi się ktoś, kto odpowiednio się nią zajmie. Nawet jeśli nie była w bezpośrednim niebezpieczeństwie i zapewniała, że wszystko będzie dobrze. Miał zresztą czas, choć Dolohovowi z pewnością nie przeszkadzałoby, gdyby Peregrinus zjawił się w pracy wcześniej. I wyszedł nieco później.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie