30.12.2025, 01:29 ✶
Primrose zmarszczyła brwi. Jeszcze kilka razy otworzyła usta i zamykała je, kiedy docierało do niej, że myśl co jej przez głowę przebiegła i przez sekundę wydawała się błyskotliwą, w rzeczywistości nie wnosi do rozmowy niczego mądrego. Ciężko było przegadać Aurorkę, więc nie zamierzała robić sobie z tego powodu wielkich wyrzutów, ale też nie mogła powstrzymać się ani od analizowania sytuacji, ani od potrzeby ciągnięcia rozmowy. Przez moment szła prosto wypaloną ścieżką, odtwarzając wspomnienia ze Spalonej Nocy. Wielka to była katastrofa, również w Dolinie. Nie tak wielka jak w Londynie, to nie ulegało jej wątpliwości, ale płonące sady i poparzeni ludzie błagający w Lecznicy o jakąkolwiek pomoc będą się jej pewnie śnili jeszcze długo.
Odwróciła się w kierunku siostry, pozwalając chwycić swoje dłonie. Bijący od nich chłód mógł przerażać innych, ale młodsza Lestrange nie wzdrygnęła się nawet. Otoczyła jej palce swoimi, przez moment patrząc na nie i porównując ich stan. Nieważne co się działo, odnajdowała komfort w relacjach z rodziną, nawet kiedy były wzburzone lub skrywały w sobie wiele dyskomfortu i cierpienia.
– Vicky… ja chyba nie wierzę już w takie cuda… – przyznała, dobitnie uświadamiając sobie, że po wpatrywaniu się w płomienie całą noc, przyszła tu jedynie obejrzeć resztki ścian i brudny, marmurowy płat jakiegoś kredensu czy ściany kominka, o ile nie popękały od gorąca.
Mimo tego odetchnęła i ruszyła przed siebie, nie puszczając jej ręki. Po wyrazie jej twarzy i włosach, które momentalnie zakręciły się od narastającego w niej napięcia, dało się domyślić, że nie porzuciła snucia w głowie różnych scenariuszy.
– Mhm… ale jak ktoś komuś grozi, to też chyba powinien przedstawić jakieś swoje oczekiwania? No nie palisz komuś rodzinnego domu tak dla zasady, mówisz mu najpierw: jak nie zrobisz tego i tego, to ci spalę dom? – Jej głos przybrał wręcz błagalny ton, jakby próbowała udowodnić przed samą sobą, że nie miała aż tak ograniczonej wizji świata. – A w ogóle, to… A czemu ja w ogóle zakładam, że zrobili to Śmierciożercy? – Zmarszczyła brwi jeszcze mocniej.
Odwróciła się w kierunku siostry, pozwalając chwycić swoje dłonie. Bijący od nich chłód mógł przerażać innych, ale młodsza Lestrange nie wzdrygnęła się nawet. Otoczyła jej palce swoimi, przez moment patrząc na nie i porównując ich stan. Nieważne co się działo, odnajdowała komfort w relacjach z rodziną, nawet kiedy były wzburzone lub skrywały w sobie wiele dyskomfortu i cierpienia.
– Vicky… ja chyba nie wierzę już w takie cuda… – przyznała, dobitnie uświadamiając sobie, że po wpatrywaniu się w płomienie całą noc, przyszła tu jedynie obejrzeć resztki ścian i brudny, marmurowy płat jakiegoś kredensu czy ściany kominka, o ile nie popękały od gorąca.
Mimo tego odetchnęła i ruszyła przed siebie, nie puszczając jej ręki. Po wyrazie jej twarzy i włosach, które momentalnie zakręciły się od narastającego w niej napięcia, dało się domyślić, że nie porzuciła snucia w głowie różnych scenariuszy.
– Mhm… ale jak ktoś komuś grozi, to też chyba powinien przedstawić jakieś swoje oczekiwania? No nie palisz komuś rodzinnego domu tak dla zasady, mówisz mu najpierw: jak nie zrobisz tego i tego, to ci spalę dom? – Jej głos przybrał wręcz błagalny ton, jakby próbowała udowodnić przed samą sobą, że nie miała aż tak ograniczonej wizji świata. – A w ogóle, to… A czemu ja w ogóle zakładam, że zrobili to Śmierciożercy? – Zmarszczyła brwi jeszcze mocniej.