Może jednak nie uderzyłam się aż tak mocno w głowę – pomyślała sobie Guinevere, kiedy Lazarus pojawił się w zasięgu wzroku, wyglądając… no tak jak wczoraj. Na zmęczonego, niewyspanego i ewidentnie równie zaskoczonego. Miauknęła na niego, w odpowiedzi na jego uśmiech. Ginny uwielbiała się droczyć z ludźmi, nieraz w formie kota ocierała się komuś o nogi, albo udawała, że chce być wzięta na ręce, a potem uśmiechała się złośliwie już w ludzkiej postaci, ale to nie był czas ani miejsce na takie wygłupy, tym bardziej, że się z Lazarusem za bardzo nie znali i mogłoby to być niesamowicie niezręczne.
A potem kiwnęła łbem, zupełnie nie po kociemu, bo tak, jak najbardziej była cała, tylko za cholerę nie wiedziała, co się tutaj dzieje. Dlaczego jednego wieczoru znaleźli samotny dom pośród niczego, zamieszkały przez ludzi i gadającego psa, zostali ugoszczeni, nakarmieni, dano im miejsce, gdzie mogą się przespać, by obudzić się… w całkowitej ruinie. Ginny faktycznie usiadła i wyciągnęła łeb w górę, ruszając intensywnie noskiem – próbowała wyczuć jakieś charakterystyczne zapachy, ale jedyne co to dało, to kichnięcie, gdy kurz zakręcił jej się w nosie. Aż ostatecznie zeskoczyła z „fotela” na wątpliwej jakości deski, które mogły być kiedyś podłogą i wyciągnęła przednie łapy do przodu, rozciągając się, teraz już bardzo po kociemu, potem przełożyła ciężar ciała na przód, pozwalając by i nogi jej się rozciągnęły. A potem wygięła grzbiet w łuk, ziewnęła i… zaczęła się zmieniać.
I po chwili przed Lazarusem stała wysoka kobieta z różdżką w ręku, niemal od razu przeczesując długie włosy palcami. Patrzyła przez moment, jak Lovegood wydobywa papierosa, ale sama rozejrzała się teraz już całkowicie ludzkim spojrzeniem na boki, wyłapując zupełnie inne rzeczy. Aż westchnęła ciężko.
– Ciekawe gdzie jesteśmy – powiedziała w końcu, zauważając, że jest… zaskakująco wyspana jak na warunki, jakie tutaj mieli. Może to dlatego, że tym razem faktycznie zasnęła – chyba pierwszy raz w pełni od półtorej tygodnia tak po prawdzie. No a sen w różnych warunkach miała już opanowany. Ostatecznie praca w terenie rządziła się swoimi prawami, ale nie zamieniła by jej na żadną inną. – Dam radę. Nie lubię tego, ale nie zawsze ma się to co się lubi. U ciebie w porządku? – kiwnęła na niego głową i podeszła do swoich rzeczy, może tylko trochę mniej mokrych niż wczoraj i krótko wycelowała w nie różdżkę, chcąc zmienić ich właściwość, z mokrych na suche.
// Transmutejszyn
Akcja nieudana
Sukces!
Za pierwszym machnięciem z końcówki różdżki wydobyły się tylko iskry, na które Ginny zmarszczyła brwi i spróbowała raz jeszcze – tym razem osiągając to, co zamierzała.