Zdążyła się tylko uśmiechnąć na wizję Atreusa-efla, aż żałowała, że nie miała okazji tego zobaczyć.
– Wskazówki – Victoria prychnęła. – To wiedźma, która często pojawia się na sabatach i zaczepia ludzi, którzy niekoniecznie sobie tego życzą, przepowiadając im przyszłość, albo opowiadając jakieś swoje wizje, najczęściej niezbyt miłe – ona akurat miała to nieszczęście, że Szeptucha ją zaczepiła. Ją i Sauriela na Beltane. – Ale to nie jest sabat i jakoś nie wyobrażam jej sobie w balowej sukni – zakończyła dyplomatycznie i uśmiechnęła się nieco przepraszająco.
Była bardzo bliska położenia Lyssie na ramieniu ręki, by poklepać ją i dodać jej nieco otuchy, powstrzymała się jednak. Uśmiechnęła się do niej jednak lekko. Tak, to była młoda dziewczyna, może spotykała się w szkole z jakimiś chłopcami, ale czy była kiedykolwiek na takiej prawdziwej randce? Był to prawdziwy pech, że poszła z Aidanem akurat po tej katastrofie, która spaliła dużą część Londynu, wiele przybytków, do których można było ją zabrać, były zwyczajnie nieczynne, ale czy gdyby działały, to Adi wziąłby ją do prawdziwej restauracji, a nie do jakiejś budy? Tego Victoria nie wiedziała (lecz zamierzała się dowiedzieć).
– Moja babka zwykła mówić, że mężczyźni dojrzewają do szóstego roku życia, a potem już tylko rosną. Z biegiem czasu myślę sobie, że w tych słowach jest sporo prawdy – odparła Lyssie. W sumie to wielu mężczyzn, których znała, właśnie tak się zachowywało, jakby było dużymi dziećmi i wiek niewiele tutaj zmieniał. A potem spojrzała na Brennę. – Aidan bardzo wiele rzeczy robi na pozór i na pokaz, bo tak mu jest wygodnej – ale potrafił się też przejąć i stanąć na wysokości zadania, wiele spraw jednak udawał, że go nie interesuje, by nikt mu nie zawracał dupy. A na samą randkę raczej się nie cieszył, na ile go znała, to był zdenerwowany samym faktem, że musiał na nią pójść, dlatego bardzo wątpiła, by był wyluzowany, choć nie podejrzewała go o to, by chciał, by było niemiło. Ale to była kolejna rzecz, którą musiała z niego wyciągnąć, a teraz miała przynajmniej do tego pretekst.
– Fakt, część wie jak się zachować, Brenna ci może więcej opowiedzieć – kiwnęła tutaj na przyjaciółkę. – Ale tak całkiem serio, no to przy tej pracy ma się do czynienia z różnymi ludźmi, co trochę wymusza, hmm… to bezpośrednie wyrażanie myśli – wielu brygadzistów czy aurorów było więc… trudnych w obyciu, szorstkich. Częściej dotyczyło to mężczyzn niż kobiet. I tak jak na co dzień Victoria wyrażała się ładnie, to też potrafiła rzucić soczystą kurwą, albo wymówić takie słowo jak „sraka”, co zresztą już zrobiła. Brenna miała też rację w innej rzeczy – Lyssa pewnie nie miała tu za dużo znajomych. I może należało jej trochę pomóc, by nie czuła się zbyt samotna w Anglii? – W razie czego moja młodsza siostra niedawno wróciła z Francji, gdybyś chciała towarzystwa damy, która zna jednocześnie Anglię i Francję – i zawsze mogły porozmawiać ze sobą po francusku, jeśli Lyssa czuła taką potrzebę.
– Nie martw się. Aidan mówił mi, że wybiera się z tobą na randkę, więc go po prostu… delikatnie podpytam o to i o tamto – i przyciśnie tam gdzie trzeba, wplątując przy tym niby od niechcenia, że ma nadzieję, że nie wymawiał zakazanych przy damach słów i tak dalej. „Delikatnie” w tym przypadku było ogromnym niedopowiedzeniem i Victoria uśmiechnęła się niemalże niewinnie. – O jedzeniu psów? – Victoria zdumiała się wyraźnie.