02.01.2026, 14:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.01.2026, 15:02 przez Helloise Rowle.)
Dobrze było usłyszeć, że Ceolsige nie na tyle pochłonięta była Nokturnem, aby zarzucić umiłowanie do tego, co tradycyjne. Helloise miała wiele litości dla londyńczyków w ogóle — życie wciśniętym pomiędzy kamienne mury klaustrofobicznych kamieniczek a brukową kostkę nie mogło być dla kondycji człowieka korzystne. Wobec mieszkańców Nokturnu czuła żal większy jeszcze, jako że dzielnica ta kojarzyła jej się szczególnie źle. Ucieszyła się więc odkryciem, że Burke nie była całkiem zdeprawowana.
— Niepotrzebnie zwątpiłam — rzuciła w roztargnieniu Helloise, która już zaczęła dobierać zioła do kompozycji wieńca dla Ceolsige.
Gdy czarownica — pochłonięta splataniem roślinnych pędów i gałązek na drewnianym szkielecie wieńca — usłyszała, że kojarzy się z przebiegłością lisa, uśmiechnęła się sama do siebie, nie podnosząc głowy znad dzieła. Prędzej posądziłaby o taki charakter właśnie obrotną paserkę. O sobie samej wolała myśleć, że żyje… autentycznie. Choć przyznać należało, że w ostatnich tygodniach po kątach chaty na kurzej stopie poupychanych było coraz więcej sekretów łączących leśną wiedźmę z zastępem Czarnego Pana, co mogło jej nadawać dwulicowości.
— Jakim ty jesteś wobec tego zwierzęciem? Tym koniem pędzącym ślepo?
Wizja opowiedziana przez Ceolsige była intrygująca. Ten ogień zbierający do środka, przyduszający w samym centrum siłą końskiego pędu, odcinający opcje ucieczki — tak agresywny ogień kojarzył się teraz tylko z przemocą Śmierciożerców. Helloise z zaciekawieniem więc wysłuchała dynamicznej wizji Burke, która widać wciąż czuła sympatię do niszczycielskiej mocy żywiołu, pomimo Spalonej Nocy. I dobrze.
— Interesująca wizja. Wyrazista, i osiągalna, oczywiście. Wybiorę dla twojej nocnej polany ciemniejsze z ziół, o głębszej zieleni. Domieszam do tego — uniosła flaszeczkę wybranego wcześniej przez Ceolsige zapachu — palną miksturę, po której podąży przez wieniec ogień. Lecz nim właściwy wieniec, pierw próba generalna.
Czarownica wstała nadspodziewanie energicznie z miejsca. Po raz pierwszy tego dnia w zmęczonej kobiecie zatliła się iskra prawdziwej fascynacji. Opisany przez Ceolsige wieniec nie był kolejnym nudnym dziełem, Burke dodała do niego element indywidualności i oryginalności, a wyzwanie przeniesienia tego nieszablonowego pomysłu na fizyczny dar od razu pobudziło Helloise.
Połączyła eliksiry — ten odpowiedzialny za wędrówkę ognia oraz ten, który miał zabarwić dym i dodać zapach. Pędzelkiem pociągnęła warstwą otrzymanej mikstury garść przypadkowych ziół — nałożona na liście mieszanka nadawała im delikatnego, czerwonego blasku widzianego jedynie pod odpowiednim kątem. Czarownica uprzątnęła kawałek kuchennego paleniska i rozłożyła na nim testową wiązankę, po czym — chwila prawdy — podpaliła ją.
Ogień objął pierwszy roślinny pierścień. Listki i łodyżki nie od razu się spopieliły — przez krótką, choć zauważalną chwilę płomienie tańczyły wśród nietkniętych ziół, oddzielone od rośliny warstwą eliksiru i dopiero gdy ta warstwa została strawiona, rośliny czerniały i obumierały. Ogień zaś wędrował głębiej — dynamicznie i agresywnie, choć nie w pędzie prawdziwie dorównującym końskiemu galopowi — zacieśniał kręgi, a spomiędzy strawionych przezeń pędów uwalniały się niteczki czerwonego, pachnącego dymu.
— Czy o czymś takim myślałaś?
I — zależnie od odpowiedzi — albo odtworzyła ów projekt na gotowym darze, albo naniosła stosowne poprawki. Powstał tym samym płonący wieniec z najsoczystszych ziół Doliny Godryka, wśród roślinnych splotów umieszczona została rzeźba konia w galopie i niewielki symbol potrójnego księżyca Bogini. Eliksiry prowadziły po wieńcu ogień w kręgach oraz uwalniały w żarze szkarłatny dym. W samym centrum oczekiwała zaś płomieni pojedyncza świeca.
— Niepotrzebnie zwątpiłam — rzuciła w roztargnieniu Helloise, która już zaczęła dobierać zioła do kompozycji wieńca dla Ceolsige.
Gdy czarownica — pochłonięta splataniem roślinnych pędów i gałązek na drewnianym szkielecie wieńca — usłyszała, że kojarzy się z przebiegłością lisa, uśmiechnęła się sama do siebie, nie podnosząc głowy znad dzieła. Prędzej posądziłaby o taki charakter właśnie obrotną paserkę. O sobie samej wolała myśleć, że żyje… autentycznie. Choć przyznać należało, że w ostatnich tygodniach po kątach chaty na kurzej stopie poupychanych było coraz więcej sekretów łączących leśną wiedźmę z zastępem Czarnego Pana, co mogło jej nadawać dwulicowości.
— Jakim ty jesteś wobec tego zwierzęciem? Tym koniem pędzącym ślepo?
Wizja opowiedziana przez Ceolsige była intrygująca. Ten ogień zbierający do środka, przyduszający w samym centrum siłą końskiego pędu, odcinający opcje ucieczki — tak agresywny ogień kojarzył się teraz tylko z przemocą Śmierciożerców. Helloise z zaciekawieniem więc wysłuchała dynamicznej wizji Burke, która widać wciąż czuła sympatię do niszczycielskiej mocy żywiołu, pomimo Spalonej Nocy. I dobrze.
— Interesująca wizja. Wyrazista, i osiągalna, oczywiście. Wybiorę dla twojej nocnej polany ciemniejsze z ziół, o głębszej zieleni. Domieszam do tego — uniosła flaszeczkę wybranego wcześniej przez Ceolsige zapachu — palną miksturę, po której podąży przez wieniec ogień. Lecz nim właściwy wieniec, pierw próba generalna.
Czarownica wstała nadspodziewanie energicznie z miejsca. Po raz pierwszy tego dnia w zmęczonej kobiecie zatliła się iskra prawdziwej fascynacji. Opisany przez Ceolsige wieniec nie był kolejnym nudnym dziełem, Burke dodała do niego element indywidualności i oryginalności, a wyzwanie przeniesienia tego nieszablonowego pomysłu na fizyczny dar od razu pobudziło Helloise.
Połączyła eliksiry — ten odpowiedzialny za wędrówkę ognia oraz ten, który miał zabarwić dym i dodać zapach. Pędzelkiem pociągnęła warstwą otrzymanej mikstury garść przypadkowych ziół — nałożona na liście mieszanka nadawała im delikatnego, czerwonego blasku widzianego jedynie pod odpowiednim kątem. Czarownica uprzątnęła kawałek kuchennego paleniska i rozłożyła na nim testową wiązankę, po czym — chwila prawdy — podpaliła ją.
Ogień objął pierwszy roślinny pierścień. Listki i łodyżki nie od razu się spopieliły — przez krótką, choć zauważalną chwilę płomienie tańczyły wśród nietkniętych ziół, oddzielone od rośliny warstwą eliksiru i dopiero gdy ta warstwa została strawiona, rośliny czerniały i obumierały. Ogień zaś wędrował głębiej — dynamicznie i agresywnie, choć nie w pędzie prawdziwie dorównującym końskiemu galopowi — zacieśniał kręgi, a spomiędzy strawionych przezeń pędów uwalniały się niteczki czerwonego, pachnącego dymu.
— Czy o czymś takim myślałaś?
I — zależnie od odpowiedzi — albo odtworzyła ów projekt na gotowym darze, albo naniosła stosowne poprawki. Powstał tym samym płonący wieniec z najsoczystszych ziół Doliny Godryka, wśród roślinnych splotów umieszczona została rzeźba konia w galopie i niewielki symbol potrójnego księżyca Bogini. Eliksiry prowadziły po wieńcu ogień w kręgach oraz uwalniały w żarze szkarłatny dym. W samym centrum oczekiwała zaś płomieni pojedyncza świeca.
Rzucam mechaniką daru na Mabon:
+15 za rzemiosło ◉◉◉○○, +5 za wykonywanie zawodu wyrobniczki, +20 za palny eliksir + kolorowy dym, +10 za wykonanie świecy, +20 za rzeźby, +30 z przewagi zielarstwo (III) za kompozycję ziołową
Czyli w sumie 100
+15 za rzemiosło ◉◉◉○○, +5 za wykonywanie zawodu wyrobniczki, +20 za palny eliksir + kolorowy dym, +10 za wykonanie świecy, +20 za rzeźby, +30 z przewagi zielarstwo (III) za kompozycję ziołową
Czyli w sumie 100
Rzut 1d100+100 - 90 +100 = 190
dotknij trawy