Heath wręcz miała wrażenie, że jest trochę nazbyt spokojnie. Cisza, która w kwietniu pojawiła się w Londynie przypominała jej tą przed burzą. Wydawało jej się, że niedługo wydarzy się coś większego. Póki co jednak wolała korzystać ze względnego spokoju, a jak lepiej to wykorzystać, jeśli nie spotykając się z jednym z dwóch swoich najbliższych przyjaciół? Ostatnio raczej trudno było im się widywać we trójkę. Pracowali każdy w innym miejscu, nie tak łatwo było zsynchronizować grafiki. Szkoda, bo dobrze by im też zrobiło takie wyjście. Wiedziała jednak, że muszą być uważni i ostrożnie podchodzić do pojawiania się gdziekolwiek z Julianem. Jeszcze ktoś mógłby dostrzec podobieństwo do ich relacji z Charliem, a to mogło zaszkodzić im wszystkim.
Miała wrażenie, że ostatnio przez to, że Charlie był nie do końca dyspozycyjny trochę częściej widywała się z samym Cameronem. Bardzo lubiła jego towarzystwo, nigdy się z nim nie nudziła. Humor więc miała wyśmienity, kiedy go zobaczyła. Samo to, w jaki sposób się z nią przywitał bardzo poprawiło jej humor, chyba nie mogło być już lepiej, dopiero za chwilę miała się przekonać, że wręcz przeciwnie.
- Tak jest, jeszcze chwila i przyjdzie latko, będziemy mogli leżeć na słoneczku, pić piwko i niczym się nie przejmować.- Uśmiechnęła się na samą myśl o nadchodzącym czasie. Był to jej ulubiony czas w roku, zbliżał się wielkimi krokami.
- Za każdym razem słyszę, że macie burdel, czy to nie jest stałe?- Wolała się upewnić. Dobrze, że ta jędza nie uprzykrzała już życia Cameronowi, gdyby poskarżył się jej na nią jeszcze kilka razy, zapewne zaczęłaby się zastanawiać, w jaki sposób mogłaby mu pomóc i zrobić coś z tą całą Florence. Na szczęście interwencja nie była potrzebna - przynajmniej, jak na razie.
Już mieli iść na spacer, schować się w jakichś krzakach, sączyć tam tanie wino - tak jak lubili najbardziej, jednak ten dzień ich zaskoczył. Wood przez chwilę się wahała, jednak była to bardzo krótka chwila, szczególnie, że Cameron również uważał to za świetny pomysł - musieli skorzystać z okazji, taka nie przytrafia się zbyt często o ile w ogóle. - Nie mam łba, to przypadek.- Szepnęła do chłopaka. - Spójrz na mnie, mogłam ubrać jakąś sukienkę, kto to widział iść na zaślubiny w spodniach.- Najwyraźniej jednak tłum, który ich otoczył nawet tego nie zauważył. Cóż, nie widziała innego wyjścia, jak pójść do środka i złożyć życzenia Frankowi i Jane. Najlepiej osobno, żeby każde z nich myślało, że jest rodziną, lub znajomym drugiej strony.
Kiedy usłyszała komentarz Camerona na temat uśmiechu od razu skierowała głowę w stronę obcych i wyszczerzyła się pokazując wszystkie zęby - nie było to specjalnie urocze, ale musiała reagować szybko. - Dobra, skoro ja jestem Madison, to kim Ty będziesz?- Musieli mieć jakąś przykrywkę i dla niego. - Tak już idziemy.- Złapała jeszcze Lupina za rękę, miało jej to dodać nieco odwagi i ruszyła za tłumem. - Udawajmy, że wszystkich znamy i że mieliśmy się tu znaleźć.- Wydawało jej się, że akurat oni nie powinni mieć z tym problemu.
Kiedy weszli do środka bez problemu zlokalizowała pannę młodą, wyróżniała się na tle innych gości. Dużo większy problem miała jednak z odkryciem, kto jest jej świeżym mężem, było tu wielu facetów w garniturach. - Jak myślisz, który to pan młody?- Szepnęła Cameronowi na ucho, by nikt tego nie usłyszał.
Wood podążała za osobami, które chwilę wcześniej "rozpoznały je w tłumie", jednak w tym całym zamieszaniu na moment ich zgubiła usłyszała jednak wołanie Madison, chodźcie tutaj, macie miejsca obok nas. Kontynuowała więc wycieczkę w stronę stolika z Cameronem u swojego boku. Udało im się dotrzeć i zająć miejsca. Kiedy usiedli mieli już przed sobą nalane pełne kieliszki czarodziejskiego alkoholu, cóż wypadało się napić. Sięgnęła po ten stojący przed nią i uniosła go wysoko. - Zdrowie Jane i Franka.- Jak się bawić, to się bawić.