03.01.2026, 02:09 ✶
— Jak to: co zrobić? Wykazać się.
I tak oto wszyscy w tej łazience mieli siebie nawzajem dość. Trójka nastolatków (w tym jeden martwy) taplała się w maratonie złośliwości jak świnki w korycie i trudno powiedzieć, kto był najbardziej owym zajściem rozdrażniony. Helloise rozdrażniona była bardzo — zarówno Cathalem, który nie poświęcał jej wystarczająco zaangażowanej uwagi, jak i Martą, która wprost ją znieważyła.
— Kim ty myślisz, że jesteś, idiotko bez nazwiska? — fuknęła Rowle na ducha, gdy w odpowiedzi na uprzejmą ofertę przeczytania nieboszczce książki, usłyszała, że jest okropna jak jakaś równie bezimienna Olivia. — Wszyscy moi bracia mają ślub. Możesz pomarzyć o takim numerze. Zresztą, tak samo jak pomarzyć sobie możesz o własnym ślubie.
Hela przecież tak postarała się dla tej wstrętnej duszy i chciała uczynić Marcie przysługę — czy z dobroduszną intencją, czy nie, bez znaczenia. Próbowała być dla niej dobra, a otrzymała w zamian niewdzięczność. Ten sam instynkt, który kazał jej wcześniej obrazić się na Cathala i zmienić front na duszkę, podpowiadał ponowną zamianę drużyny, ale… nie mogła Shafiqa znieść. Bo jeśli Helloise była okropna jak Olivia, to Cathal był równie okropny jak Helloise… A Marta… Marta też była okropna, nie ukrywajmy.
Helloise podjęła więc jedyną logiczną decyzję w tej sytuacji: przestała próbować się komukolwiek przypodobać i pozwoliła się porwać nienawistnej spirali.
Dziewczyna wypuściła gniewnie powietrze nosem. Uśmiechnęła się paskudnie do Cathala i wyciągnęła zamaszystym ruchem różdżkę spod szaty — próbowała dodać sobie w ten sposób powagi, lecz licha była to groźba, jako że w magii praktycznej czarownica prezentowała się żenująco słabo.
— Znowu? Czyli jednak tu przesiadujesz i słuchasz tego skowytu umarlaczki. Poprzewracało ci się od tego w głowie. Co jest z tobą nie tak?
I tak oto wszyscy w tej łazience mieli siebie nawzajem dość. Trójka nastolatków (w tym jeden martwy) taplała się w maratonie złośliwości jak świnki w korycie i trudno powiedzieć, kto był najbardziej owym zajściem rozdrażniony. Helloise rozdrażniona była bardzo — zarówno Cathalem, który nie poświęcał jej wystarczająco zaangażowanej uwagi, jak i Martą, która wprost ją znieważyła.
— Kim ty myślisz, że jesteś, idiotko bez nazwiska? — fuknęła Rowle na ducha, gdy w odpowiedzi na uprzejmą ofertę przeczytania nieboszczce książki, usłyszała, że jest okropna jak jakaś równie bezimienna Olivia. — Wszyscy moi bracia mają ślub. Możesz pomarzyć o takim numerze. Zresztą, tak samo jak pomarzyć sobie możesz o własnym ślubie.
Hela przecież tak postarała się dla tej wstrętnej duszy i chciała uczynić Marcie przysługę — czy z dobroduszną intencją, czy nie, bez znaczenia. Próbowała być dla niej dobra, a otrzymała w zamian niewdzięczność. Ten sam instynkt, który kazał jej wcześniej obrazić się na Cathala i zmienić front na duszkę, podpowiadał ponowną zamianę drużyny, ale… nie mogła Shafiqa znieść. Bo jeśli Helloise była okropna jak Olivia, to Cathal był równie okropny jak Helloise… A Marta… Marta też była okropna, nie ukrywajmy.
Helloise podjęła więc jedyną logiczną decyzję w tej sytuacji: przestała próbować się komukolwiek przypodobać i pozwoliła się porwać nienawistnej spirali.
Dziewczyna wypuściła gniewnie powietrze nosem. Uśmiechnęła się paskudnie do Cathala i wyciągnęła zamaszystym ruchem różdżkę spod szaty — próbowała dodać sobie w ten sposób powagi, lecz licha była to groźba, jako że w magii praktycznej czarownica prezentowała się żenująco słabo.
— Znowu? Czyli jednak tu przesiadujesz i słuchasz tego skowytu umarlaczki. Poprzewracało ci się od tego w głowie. Co jest z tobą nie tak?
dotknij trawy