Ona sama nie rozumiała co się tutaj właściwie stało. Czym zasłużyli sobie na to, by ich dom spłonął doszczętnie, by był nie do odratowania. Nawet Warownia Longbottomów, którzy dość jawnie sprzeciwiali się Voldemortowi, choć w stanie niezdatnym do zamieszkania, nie była tak kompletną ruiną jak ich dom. Trudno było uwierzyć w przypadek, gdy patrzyło się na tę karykaturę domu rodzinnego, rezydencji na tyle dużej, że gdy komuś na tym zależało, to przez całe dnie mógł nie wchodzić w drogę innym domownikom, dokładnie tak, jak unikała się Isabella i Victoria po wielkiej kłótni o zerwane zaręczyny, nim ta druga wyprowadziła się z domu.
– Miej nadzieję na najlepsze, ale przygotuj się na najgorsze – odparła jej na to i uśmiechnęła się lekko, prowadząc siostrę ze sobą do środka. Sama widząc stan domu, nie spodziewała się tu w zasadzie niczego, prócz kupy popiołu, czarnych od sadzy ścian, które jeszcze stały… Meble – jeśli cokolwiek z nich zostało, to raczej nie na tyle, by dało się tego jakkolwiek używać.
Victoria nie zawahała się, gdy przekraczała próg do ich zniszczonego domu. W środku… unosił się zapach spalenizny. Duszący pył wszystkiego, co zostało tej nocy stracone.
– Mówimy o psychopacie, który ogłosił się Czarnym Panem i uznał, że mugole i mugolacy zasługują tylko na to, by byli niewolnikami albo jakimiś sługami – czy przedstawił jakiekolwiek oczekiwania względem mugoli? Oprócz „podporządkujcie się lub umrzyjcie”, znaczy się. – O psychopacie, który na czarodziejski sabat spuścił z nieba mugoli. O psychopacie, który zaatakował świętujących tam czarodziejów. O psychopacie, który… – Victoria urwała i głośniej wypuściła powietrze. – Który wszedł do Limbo i próbował, nie wiem, ukraść energię, która tam krąży? – coś z pewnością próbował tam zrobić, Victoria pamiętała jak kamień krążący wokół błękitnego ognia rozrywał ziemię, ale cel był jej nieznany. – To nie jest osoba, która zachowuje się logicznie. To fanatyk, który chce podporządkować sobie świat gwałtem i przemocą. Albo jesteś z nim, albo przeciwko niemu. Dla niego nie ma nic pomiędzy – Śmierciożercy zakładali maski i płaszcze, ukrywali swoją tożsamość i mordowali, zostawiając za sobą mroczny znak wiszący na niebie. Primrose mogła to przeczytać jedynie w gazetach, w listach, mogła czuć, że to nie dzieje się naprawdę. Lecz była to ich szara rzeczywistość. Rozkaszlała się przy tym i musiała zasłonić sobie usta dłonią. – A kto inny? – Śmierciożercy byli w Londynie, sama spotkała przynajmniej jednego. Byli też inni zwolennicy Voldemorta, jak choćby człowiek, którego aresztowała, mówiący o tym, że chciał oczyścić świat z plugastwa, a jego ręce były całe zwęglone i zdawał się tego nie zauważać. – Nie bój się, nie pozwolę, żeby coś ci się stało – to była obietnica, lecz czy mogła jej dotrzymać?