05.01.2026, 17:16 ✶
Motyl krył twarz nieznajomej o uroczym głosie i słodkim uśmiechu. Och, jakie to było niezwykłe doświadczenie, charakterystyczne dla takich wydarzeń. Kompletna anonimowość osób znanych i wpływowych. Jaką tożsamość mogła skrywać biała maska? Kogoś, kogo znał z afiszów? Z Ministerstwa? A może jakąś zwolenniczkę Voldemorta z nieczystymi intencjami? Nie dało się wiedzieć. Właśnie to było w tej zabawie najlepsze.
– Tak, to jeden z tych rodów, który tworzy wokół siebie tę dziwaczną otoczkę – odrzekł Robert z delikatnym przekąsem. Nie chciał wspominać o tym, że ta cała "tajemniczość" jedynie wzmagała jego podejrzenia, że w zdobionych ornamentalnie szafach kryły się trupy.
Zaprowadził kobietę na parkiet. Umiał tańczyć podobnie jak każdy wychowany w arystokratycznej bańce dżentelmen. Ba! Uważał się za dobrego w tej sztuce. Prowadził partnerkę, dając jej jednocześnie pewną swobodę. Kroki opanował tak, że nawet nie musiał o nich myśleć. Rytm muzyki porwał go, czuł się, jakby uniesiony w powietrze.
Potem przeszli do ogrodu, z bijącymi szybciej sercami i drinkami w dłoniach. Chłodne jesienne powietrze przyjemnie ochładzało ich po tańcu.
– Też o nich słyszałem – spojrzał na otaczające ich czarne róże. Ich obecność rzeczywiście zdawała się nasycać powietrze dziwaczną energią. – Mógłbym się założyć, że prędzej czy później ktoś pijany lub popisujący się nieporadnie przed piękną kobietą dotknie któregoś z kwiatów. Ale czy w tych kręgach nie byłby to kolejny skandal, który zniknąłby wraz z pojawieniem się kolejnego? Takie kuszenie losu. – Wraz z tymi słowami uniósł wolną rękę nad płatkami jednej z róż. – Chciałaby pani kiedyś taką dostać? Róże, której płatki przesiąkły tym, o czym ludziom nie będzie dane się nigdy dowiedzieć?
!plonacedrinki
– Tak, to jeden z tych rodów, który tworzy wokół siebie tę dziwaczną otoczkę – odrzekł Robert z delikatnym przekąsem. Nie chciał wspominać o tym, że ta cała "tajemniczość" jedynie wzmagała jego podejrzenia, że w zdobionych ornamentalnie szafach kryły się trupy.
Zaprowadził kobietę na parkiet. Umiał tańczyć podobnie jak każdy wychowany w arystokratycznej bańce dżentelmen. Ba! Uważał się za dobrego w tej sztuce. Prowadził partnerkę, dając jej jednocześnie pewną swobodę. Kroki opanował tak, że nawet nie musiał o nich myśleć. Rytm muzyki porwał go, czuł się, jakby uniesiony w powietrze.
Potem przeszli do ogrodu, z bijącymi szybciej sercami i drinkami w dłoniach. Chłodne jesienne powietrze przyjemnie ochładzało ich po tańcu.
– Też o nich słyszałem – spojrzał na otaczające ich czarne róże. Ich obecność rzeczywiście zdawała się nasycać powietrze dziwaczną energią. – Mógłbym się założyć, że prędzej czy później ktoś pijany lub popisujący się nieporadnie przed piękną kobietą dotknie któregoś z kwiatów. Ale czy w tych kręgach nie byłby to kolejny skandal, który zniknąłby wraz z pojawieniem się kolejnego? Takie kuszenie losu. – Wraz z tymi słowami uniósł wolną rękę nad płatkami jednej z róż. – Chciałaby pani kiedyś taką dostać? Róże, której płatki przesiąkły tym, o czym ludziom nie będzie dane się nigdy dowiedzieć?
!plonacedrinki
Spoiler