– Być może jednego i drugiego na raz? Manipulował tam energią, tego jestem pewna – powiedziała po chwili zastanowienia. Mavelle i Patricka nie było, a Aterus wpadł na sam koniec tej imprezy, nie widział więc wszystkiego tego, co widzieli oni. Z obecnych w Anglii osób była więc jedyną, która była w stanie w pełni przywołać to, co tam się działo, rzecz jasna oprócz Śmierciożerców, którzy też tam byli, ale dwójka z nich wyglądała jakby nie przyjęli tego zbyt dobrze, zostawał więc tylko jeden…. Świadomy. I bardzo dobrze się ukrywał, bo nigdzie nie wypłynęły plotki o jeszcze jednej wyjątkowo zimnej osobie.
Mogło być tak, że Voldemort zaatakował w sabat właśnie ze względu na jego szczególną datę i drugą, której powinni się wystrzegać było najpewniej Samhain. A reszta? Litha i Lammas przebiegły spokojnie, co więc z Mabon? Przepowiednia o jesieni mogła na to wskazywać, ale czy Mabon było do tego dobrym tropem?
Ponoć widzieli, faktycznie… Victoria jednak z żadnym Trelawneyem nie rozmawiała, może to był błąd…?
– Hmm… Nie myślałam dotąd o Trelawneyach – przyznała z zamyśleniem. – Nie wiem. Na pewno jednak nie zachowujemy się normalnie – do tej pory to było tylko to zimno, ale ubytek krwi, który nie dawał normalnych reakcji ciała był zastanawiający. I alarmujący. – Próbowałam tego z Saurielem bo zastanawiałam się, czy on czegoś w tej krwi nie wyczuje. Ale nie. Nie była nawet zimna – dodała jeszcze. Nie planowała testować teorii o automatycznym uzupełnianiu się krwi, nie była aż tak szalona. Zresztą badała to z Saurielem z zupełnie innego powodu – chodziło o teorię przywrócenia wampira do życia, ale to zachowała już dla siebie, o tej teorii wiedział Sauriel i wiedziała Cynthia, ale żadnemu nie powiedziała o szczegółach ostatniego wspomnienia swojej babci, o tym co było składnikiem kamienia filozoficznego. I mówić nie zamierzała, jeśli by to nie było absolutnie niezbędne.
– Tak… Nic tu już chyba dzisiaj nie wymyślimy – Victoria też była już zmęczona, najwyższy czas było wrócić do siebie i po prostu pójść spać. – Dzięki za pomoc – rzuciła jeszcze do przyjaciółki i uśmiechnęła się lekko. – To co… dobrej nocy, Bren – pożegnała się z nią.
Chwilę później zostało po nich tylko wspomnienie „wampirzycy” i „wilkołaka”. Pamiętać go mogły róże.