• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem

[07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem
a guy who knows a guy
Ojciec Wirgiliusz uczył dzieci swoje,
a miał ich wszystkich sto dwadzieścia troje
wiek
51
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
przedsiębiorczy właściciel pubu "Rejwach"
Niemal zawsze towarzyszy mu nakrycie głowy: któryś z jego kapeluszy. Zmysł modowy ma raczej mierny i kiczowaty, ale lubi eksperymenty. Widać w jego kreacjach silną inspirację retro westernami, twoim starym na rybach ze szwagrem, ale też mugolską modą lat 70. Nie da się ukryć, że przekroczył pięćdziesiątkę, więc nie próbuje udawać, że tak nie jest. Ma charakterystyczną przerwę między jedynkami, niebieskie oczy, 186 centymetrów wzrostu i barczystą sylwetkę. Zarost na ogół maksymalnie kilkudniowy, choć zdarza się, że zapuści okresowo jasną brodę przetykaną siwymi włosami. Włosów na głowie od lat nie stwierdzono.

Woody Tarpaulin
#3
08.01.2026, 15:00  ✶  
A kogo tu jeszcze licho przywiało? Gdy pies powitał nowego gościa, Woody zmierzył faceta spojrzeniem plasującym się gdzieś pomiędzy zniecierpliwieniem a podejrzliwością. Tę mordę już gdzieś widział, nie ma co. Nawet jeśli nie zapamiętał dokładnie, kim ów jegomość jest, to byłby sobie dał rękę uciąć, że to facjata z Nokturnu. Potencjalne kłopoty. Potencjalna zasadzka?
— A gdzie tam — odpowiedział stary, zbywając tę absurdalną sugestię niedbałym machnięciem różdżki. — Daj pan spokój. Jakieś zaburzenia w eterze i mnie wywaliło, a to była pierwsza chawira w tym łysym polu.
Otupał bezpardonowo buty z błota w elegancką posadzkę dworku, lecz pies pozostał na ową nieuprzejmość ślepy i tylko powtórzył:
— Nalegam na kolację.
— A daj ty mi żyć — warknął wrogo Tarp, po czym zwrócił się jeszcze do Cathala: — Z kundlem się nie dogadasz. Uniwersalna zasada.
Nie zamierzał wystawać tu i czekać na zbawienie. Jeśli ktoś sobie z nim pogrywał, Woody zamierzał mieć to jak najszybciej z głowy — jak zwykle, nie widziało mu się mitrężyć czasu na myślenie, z której strony by go ktoś mógł zaatakować. To nie w stylu tego impulsywnego człowieka czynu. Sadząc więc topornie ciężkie kroki, polazł pod drzwi i otworzył je gwałtownym pchnięciem godnym chłopa włażącego do stodoły.
Równocześnie z tym, jak przed gośćmi ujawniło się wnętrze sali jadalnej, do ich uszu dotarły odgłosy stukających o talerze widelców, odkładanych szkieł i energicznych rozmów siedzącej przy długim stole rodziny. Wcześniej zza drzwi nie docierały bynajmniej żadne dźwięki uczty, a teraz — niby zawsze tam byli. Ustawione przed nimi talerze wypełniał rozpoczęty posiłek: nadkrojone plasterki mięsa, rozgrzebane purée, chlapnięta już sosem roladka. Siedzący u szczytu stołu pan Binnsa właśnie jak gdyby nigdy nic brał łyk wina ze swojego kielicha. Był to starszy pan: korpulentny, niski — czyżby goblinie korzenie? — o zaczerwienionych policzkach i długim siwym wąsie.
Ktoś tu lubi zaklęcia wyciszające, rzekł se w myślach stary, hehe, ciekawe. Znał bowiem dwa rodzaje przybytków namiętnie wykorzystujących takie technologie wygłuszania: budynki chroniące tajemnice państwowe oraz burdele luksusowego typu. Niezłe mi córki.
— To straszne, co się stało. Dzięki dobrej Matce, że nie ucierpieliście. — Oto jedna z rzeczonych córek Binnsa pochyliła się ku czarodziejom przez stół ze zmartwieniem wyrysowanym na twarzy. — Gdy dojrzałam was z okna, wielce się przelękłam. Do licha z tymi zawirowaniami pogodowymi! Jak nic deszcz tu winien.
W słowach tej rudej, rezolutnej dziewczyny wybrzmiewała pewność i oburzenie. Oczy miała jak dwa koraliki z czarnego szkła, gęste pukle włosów ewidentnie kręciła na papilotach, a gdy się uśmiechała, ujawniała wydatne przednie zęby, które jednak więcej przydawały jej uroku, niż ujmowały.
— Tak niechybnie było — zawtórowała jej kolejna z dziewcząt, lecz bez emfatycznej maniery pierwszej z sióstr. Jeśli Binns miał faktycznie coś wspólnego z goblinami, to matka tej wysokiej niewiasty musiała być olbrzymką. — Niepomiernie rade jesteśmy z waszej wizyty. Ostatnio próżno czekamy gości.
— Słusznie, słusznie — zawtórował swoim dziewczętom pan Binns. — Najważniejsze, że panowie cało wyszli z tego nieszczęsnego wypadeczku i spędzą z nami wieczór. — Uśmiechnął się i wzniósł kielich w geście toastu. — Pogoda pod psem, nie ma co. Niechże panowie uczynią nam tę przyjemność i zostaną. Ugościmy jak trzeba, niczego nie braknie.
— Hola — zatrzymał te śmiałe rozważania Woody. — Kim wy w ogóle są? — I obejrzał się na Cathala, żeby sprawdzić, czy ten przypadkiem co nie knuje.


piw0 to moje paliwo
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Cathal Shafiq (1982), Woody Tarpaulin (2418)




Wiadomości w tym wątku
[07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Woody Tarpaulin - 17.11.2025, 16:52
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Cathal Shafiq - 17.11.2025, 19:37
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Woody Tarpaulin - 08.01.2026, 15:00
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Cathal Shafiq - 12.01.2026, 16:06
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Woody Tarpaulin - 24.01.2026, 11:36
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Cathal Shafiq - 24.01.2026, 19:58
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Woody Tarpaulin - 25.01.2026, 00:56
RE: [07/09/72] Bajka o psie, który był majordomusem - przez Cathal Shafiq - 27.01.2026, 11:57

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa