08.01.2026, 18:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.01.2026, 19:17 przez Cathal Shafiq.)
Wrzaski, obrażanie, rzucanie przedmiotami i wreszcie niewielki pożar – tego było za wiele dla Jęczącej Marty w jej własnej łazience. Zawtórowała krzykowi Helloise, choć o wiele głośniej od niej, z mocą kogoś, kto nie odczuwał bólu gardła i tak naprawdę nie potrzebował powietrza, aby krzyczeć, aż wydawało się, że od tego dźwięku zaraz popękają lustra oraz bębenki w uszach.
A potem pomknęła do kabiny, w której przed laty umarła i zanurkowała w niej, a woda trysnęła z uszkodzonego sedesu, gdy „spuściła się” w nim woda, zalewając wszystko w pobliżu, mocząc podłogę i przy okazji gasząc niewielki pożar, który wywołała Helloise.
A Puchonka mogła się przekonać, że została w łazience sama.
Cathal Shafiq tracił zainteresowanie bardzo szybko, nie miał też cierpliwości do młodszych uczniów – poza Ulyssesem bodaj – i na pewno nie miał tejże do histerii. Może wyszedł już w momencie, gdy przewrócił oczami na jej oskarżenia o to, że chce ją mordować – nie powiedział jej tego, co pomyślał: że gdyby chciał ją zamordować, nie ostrzegałby, a po prostu tu zrobił, ale na pewno nie tam, gdzie tak łatwo byłoby go przyłapać. Może kiedy miotała się po łazience, wymachując różdżką, celując nią w Martę i potem podpalając książkę. W każdym razie panna Rowle nie zobaczyła go nigdzie w pobliżu.
A on zmierzając do lochów przyrzekał sobie…
Że nigdy więcej nie zbliży się do tej łazienki i że z randkami poczeka najmniej do dwudziestego piątego roku życia. Tak żeby kobieta, z którą będzie się umawiał, na pewno też nie była gówniarą.
A potem pomknęła do kabiny, w której przed laty umarła i zanurkowała w niej, a woda trysnęła z uszkodzonego sedesu, gdy „spuściła się” w nim woda, zalewając wszystko w pobliżu, mocząc podłogę i przy okazji gasząc niewielki pożar, który wywołała Helloise.
A Puchonka mogła się przekonać, że została w łazience sama.
Cathal Shafiq tracił zainteresowanie bardzo szybko, nie miał też cierpliwości do młodszych uczniów – poza Ulyssesem bodaj – i na pewno nie miał tejże do histerii. Może wyszedł już w momencie, gdy przewrócił oczami na jej oskarżenia o to, że chce ją mordować – nie powiedział jej tego, co pomyślał: że gdyby chciał ją zamordować, nie ostrzegałby, a po prostu tu zrobił, ale na pewno nie tam, gdzie tak łatwo byłoby go przyłapać. Może kiedy miotała się po łazience, wymachując różdżką, celując nią w Martę i potem podpalając książkę. W każdym razie panna Rowle nie zobaczyła go nigdzie w pobliżu.
A on zmierzając do lochów przyrzekał sobie…
Że nigdy więcej nie zbliży się do tej łazienki i że z randkami poczeka najmniej do dwudziestego piątego roku życia. Tak żeby kobieta, z którą będzie się umawiał, na pewno też nie była gówniarą.
Koniec sesji