08.01.2026, 23:50 ✶
Woody mógł również powiedzieć coś o byciu otoczonym przez ogień, o walce o życie w walącym się budynku, o bólu… o strachu. Klątwa przecież znalazła go w dymie, jego konkretnie, i syczała mu: ZDRAJCY. ZDRAJCY. Kogo odnalazła? Clemensa Longbottoma, poślubionego czarownicy półkrwi stróża prawa? Woody’ego Tarpa, chytrego dziada z Nokturnu, który szwabił na prowizjach za usługi różnorakie, ale bezdomnemu mugolakowi by odpalił michę gulaszu na słowo honoru? Pewnie obu.
— Nie przyszłoby mi takie coś do głowy, bo moja baba by mnie wyśmiała, gdybym jej podobne żelastwo przyniósł. Może się znajdzie ten twój kastet, a jak nie, to niech ci nowy załatwi.
Greyback martwy nie był — jak się okazało — więc takich sentymentalnych pamiąteczek i amuletów mógł swojej dupie naznosić na pęczki. Woody nie przejął się więc nadto zagubionym prezentem.
— Ano gadam tak, bo mi zalazł za skórę. Załazi ciągle, bo jego ojczulek nie może się pogodzić z tym, że jego córa u mnie ma lepszy dom niż w tej tam ich norze. Dam ci radę, Faye. To ostatnia rada za darmo. — Mrugnąłby do niej porozumiewawczo, gdyby nie podbite oko, które ledwo się otwierało. — Jak ci Maddox zaproponuje wizytę w domu, nie zgadzaj się. Młody wilczek to jeszcze pół biedy, ale jego ojciec to pokurwiony psychol. Nie idź tam. Nie dawaj, żeby cię chłopaczek rodzinie przedstawiał. — Szli chwilę, zanim se przypomniał, że zadała inne pytanie: — A żeby ci odpowiedzieć, to jeśli zobaczą, że pytasz o niego ze mną u boku, jest szansa, że się tu zaraz Sfora zleci, bo pomyślą, że idę mu najebać za to, że mi w lokalu zrobił niedawno rozpierdol.
A choć niechęć wcale nie uleciała, gdy na horyzoncie pojawił się ów przeklęty wilk, to gdy Woody ujrzał ową kupę nieszczęścia, poczuł wobec Maddoxa wątłą nutę litości. Stary złym człowiekiem nie był. Jego personalna waśń z Greybackami bladła w obliczu Spalonej Nocy.
— E! — Zatrzymał Faye i wsunął jej ukradkiem w rękę fiolkę wyciągniętą z kieszeni. — Eliksir wiggenowy. Mów, że ty przyniosłaś. Nie wziąłby ode mnie. Nie poskłada kości, ale podreperuje zdrowie i drobne rany, to se chłop pokuśtyka dodatkowych parę kroków.
Woody nie pchał się między gołąbeczki. Właściwie miał się zmywać, bo ani trochę mu się nie spieszyło szukać guza po takiej nocy. Maddox zdążył jednak zaczepić go, zanim się na dobre oddalił. Tarpaulin odwrócił się na jego uwagę z prychnięciem.
— Dla siebie to zrobiłem — odpowiedział mu. — Taka panna... — Spróbował zagwizdać z uznaniem, ale odrapane dymem gardło nie posłuchało. Zamiast tego stary zacharkał tak, jak tylko stare dziady umieją: donośnie i rozdzierająco z głębi gardzieli, jakby miał wykrztusić tygodniowy złóg flegmy. — Taka panna to cię może z rynsztoka odłowi, zabierze stąd, to i ja cię więcej nie będę musiał oglądać — podsumował i se poszedł.
Inna sprawa, że gdyby nie polazł za Travers, to by tu bidulka krążyła sama. Jeśli jednego zdążył się o niej nauczyć, to że była uparta. Albo głupia, zapewne z miłości.
— Nie przyszłoby mi takie coś do głowy, bo moja baba by mnie wyśmiała, gdybym jej podobne żelastwo przyniósł. Może się znajdzie ten twój kastet, a jak nie, to niech ci nowy załatwi.
Greyback martwy nie był — jak się okazało — więc takich sentymentalnych pamiąteczek i amuletów mógł swojej dupie naznosić na pęczki. Woody nie przejął się więc nadto zagubionym prezentem.
— Ano gadam tak, bo mi zalazł za skórę. Załazi ciągle, bo jego ojczulek nie może się pogodzić z tym, że jego córa u mnie ma lepszy dom niż w tej tam ich norze. Dam ci radę, Faye. To ostatnia rada za darmo. — Mrugnąłby do niej porozumiewawczo, gdyby nie podbite oko, które ledwo się otwierało. — Jak ci Maddox zaproponuje wizytę w domu, nie zgadzaj się. Młody wilczek to jeszcze pół biedy, ale jego ojciec to pokurwiony psychol. Nie idź tam. Nie dawaj, żeby cię chłopaczek rodzinie przedstawiał. — Szli chwilę, zanim se przypomniał, że zadała inne pytanie: — A żeby ci odpowiedzieć, to jeśli zobaczą, że pytasz o niego ze mną u boku, jest szansa, że się tu zaraz Sfora zleci, bo pomyślą, że idę mu najebać za to, że mi w lokalu zrobił niedawno rozpierdol.
A choć niechęć wcale nie uleciała, gdy na horyzoncie pojawił się ów przeklęty wilk, to gdy Woody ujrzał ową kupę nieszczęścia, poczuł wobec Maddoxa wątłą nutę litości. Stary złym człowiekiem nie był. Jego personalna waśń z Greybackami bladła w obliczu Spalonej Nocy.
— E! — Zatrzymał Faye i wsunął jej ukradkiem w rękę fiolkę wyciągniętą z kieszeni. — Eliksir wiggenowy. Mów, że ty przyniosłaś. Nie wziąłby ode mnie. Nie poskłada kości, ale podreperuje zdrowie i drobne rany, to se chłop pokuśtyka dodatkowych parę kroków.
Woody nie pchał się między gołąbeczki. Właściwie miał się zmywać, bo ani trochę mu się nie spieszyło szukać guza po takiej nocy. Maddox zdążył jednak zaczepić go, zanim się na dobre oddalił. Tarpaulin odwrócił się na jego uwagę z prychnięciem.
— Dla siebie to zrobiłem — odpowiedział mu. — Taka panna... — Spróbował zagwizdać z uznaniem, ale odrapane dymem gardło nie posłuchało. Zamiast tego stary zacharkał tak, jak tylko stare dziady umieją: donośnie i rozdzierająco z głębi gardzieli, jakby miał wykrztusić tygodniowy złóg flegmy. — Taka panna to cię może z rynsztoka odłowi, zabierze stąd, to i ja cię więcej nie będę musiał oglądać — podsumował i se poszedł.
Inna sprawa, że gdyby nie polazł za Travers, to by tu bidulka krążyła sama. Jeśli jednego zdążył się o niej nauczyć, to że była uparta. Albo głupia, zapewne z miłości.
Przekazuję Faye eliksir wiggenowy z wynikiem 70 dla Maddoxa.
Postać opuszcza sesję
piw0 to moje paliwo