10.01.2026, 17:39 ✶
Chociaż Primrose dzielnie towarzyszyła siostrze i spróbowała odpowiedzieć na jej serdeczny uśmiech własnym, wielkie oczy obserwujący każdy krok Victorii zdradzały ją w tym, jak niepewnie czuła się w absolutnie wszystkim, co mówiła. Pobyt we Francji zrobił dla niej sporo dobrego – prezentowała się lepiej, może nawet dumniej (jeśli można było to tak ująć). Nosiła się teraz jak większość Paryskich dziewcząt i przestała chodzić przygarbiona, ale... obdarł ją ten staż z gotowości na zetknięcie ze stanem, w którym znalazła się teraz Wielka Brytania.
– To się zaczęło później, wiesz? Najpierw płonęły inne domy, dopiero później nasz.
Przez złociste oczy przepływały setki błysków. Uzdrowicielka szła przed siebie, ale jej świadomość utkwiła jeszcze na zewnątrz. Zaczęła przy tym nieelegancko przygryzać paznokcie, co niezbyt dobrze zgrywało się z wcześniejszym dotykaniem osmolonego płotu. Drugą rękę miała blisko siebie. Szczupłe palce zaciskała na materiale sukienki.
– Jesteś młoda, w twoim kraju swoją iskrę wznieca rebelia. W atakach do tej pory zginęło sporo osób, ale nigdy nie przerodziło się to w coś na wzór pełnoskalowej wojny. Tylko, że to tylko kwestia czasu. Wreszcie sięga to twojego miasta. Widzisz biegających wokół ludzi, płomienie trawiące drzewa starsze od ciebie, ogień buchający w kierunku świętych dla czarodziejów miejsc. Musisz czuć w sobie jakiś gniew, a... takie emocje przecież potrzebują ujścia. Gdzie go znajdziesz, skoro na ulicy nie znajdujesz nikogo w ciemnej szacie? Nasza rodzina została wystawiona takim emocjom na pożarcie. – Oh, jakże to piękny był przepis na pożarcie setek ludzkich istnień. Zwieść ich na drogę, z której nie było już żadnego ratunku. Drogę gniewu i rozpaczy, tak gęstą od dymu nienawiści, że nawet ci o najcieplejszym sercu nie dostrzegą próbujących przebić się przez to snopów światła. Ściągnąć kogoś na kolana i pokonać doświadczeniem w brodzeniu w sadzawce pełnej czarnej magii. Takie rzeczy zaczynały się niewinnie. Decyzją o tym, którego sąsiada dom wart jest ratunku, a którego nie. – Może... może nie znam się głęboko na działaniach wojennych i walce, ale na emocjach... na nich się znam. I dlatego mówię to z pewnością – która zdecydowanie nie wybrzmiewała teraz w tonie jej głosu – że nie wszystkie domy w Dolinie spalił tej nocy Lord Voldemort.
– To się zaczęło później, wiesz? Najpierw płonęły inne domy, dopiero później nasz.
Przez złociste oczy przepływały setki błysków. Uzdrowicielka szła przed siebie, ale jej świadomość utkwiła jeszcze na zewnątrz. Zaczęła przy tym nieelegancko przygryzać paznokcie, co niezbyt dobrze zgrywało się z wcześniejszym dotykaniem osmolonego płotu. Drugą rękę miała blisko siebie. Szczupłe palce zaciskała na materiale sukienki.
– Jesteś młoda, w twoim kraju swoją iskrę wznieca rebelia. W atakach do tej pory zginęło sporo osób, ale nigdy nie przerodziło się to w coś na wzór pełnoskalowej wojny. Tylko, że to tylko kwestia czasu. Wreszcie sięga to twojego miasta. Widzisz biegających wokół ludzi, płomienie trawiące drzewa starsze od ciebie, ogień buchający w kierunku świętych dla czarodziejów miejsc. Musisz czuć w sobie jakiś gniew, a... takie emocje przecież potrzebują ujścia. Gdzie go znajdziesz, skoro na ulicy nie znajdujesz nikogo w ciemnej szacie? Nasza rodzina została wystawiona takim emocjom na pożarcie. – Oh, jakże to piękny był przepis na pożarcie setek ludzkich istnień. Zwieść ich na drogę, z której nie było już żadnego ratunku. Drogę gniewu i rozpaczy, tak gęstą od dymu nienawiści, że nawet ci o najcieplejszym sercu nie dostrzegą próbujących przebić się przez to snopów światła. Ściągnąć kogoś na kolana i pokonać doświadczeniem w brodzeniu w sadzawce pełnej czarnej magii. Takie rzeczy zaczynały się niewinnie. Decyzją o tym, którego sąsiada dom wart jest ratunku, a którego nie. – Może... może nie znam się głęboko na działaniach wojennych i walce, ale na emocjach... na nich się znam. I dlatego mówię to z pewnością – która zdecydowanie nie wybrzmiewała teraz w tonie jej głosu – że nie wszystkie domy w Dolinie spalił tej nocy Lord Voldemort.