• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[9/10.11- środek nocy] A po weselu chodziliśmy... na grzańca?

[9/10.11- środek nocy] A po weselu chodziliśmy... na grzańca?
Dama z gramofonem
And the violence, caused silence
Who are we mistaken?
wiek
34
sława
IV
krew
czysta
genetyka
maledictus
zawód
Sędzia Wizengamotu
Czarownica o klasycznej, włoskiej urodzie odziedziczonej po matce. Ma ciemnobrązowe (z pierwszymi siwymi włosami) trudne do ujarzmienia loki, w które zwykle wpina złote spinki i ozdoby. Oczy - o bardzo nienaturalnym, kobaltowym kolorze. Bogowie pożałowali jej wzrostu. Ta poważna, dorosła kobieta ma zaledwie 149 cm wzrostu. Według kartoteki medycznej waży 37kg. Pachnie drogimi perfumami o zapachu jaśminu i ubiera się u magicznych projektantów, choć częściej można ją spotkać w przepisowym ministerialnym mundurku sędzi. Na przekór modzie czystokrwistych - uwielbia torebki, nienawidzi magicznych sakiew. Jej codzienna torebka z paryskiego magicznego domu mody jej zawsze wypchana po brzegi dokumentami, kosmetykami i innymi pierdołami, bez których nie może się obejść. Ogólnie to kobietą jest ułożoną, kulturalną, chociaż pierwsza dzień dobry na ulicy nie powie.

Lorien Mulciber
#3
11.01.2026, 20:26  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2026, 00:11 przez Eutierria. Powód edycji: Blokada możliwości edycji )  
Świat nie stał się nagle dobry. Niebo nie zaczęło być naraz mniej pochmurne, śmierciożercy nie zaczęli się naraz grzecznie oddawać w ręce władz ścigania, a strata pozostawała stratą, choć ubierano ją w coraz piękniejsze słowa - “poświęcenie”, “ofiara”, “oddanie”. To ostatnie bolało najmocniej.
Bo gdy mężowa dłoń odnalazła jej policzek, wsparła się o nią, na ułamek sekundy przymykając zmęczone oczy. Nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Jego też kiedyś straci. Przyniosą jej zakrwawioną odznakę i różdżkę. Każą wdziać na nowo czerń, skryć twarz za wdowim welonem. Powtarzać, że nie ma większej wartości nad służbę ojczyźnie. Nie zaprzeczała temu. Na wszystkich przychodził w końcu czas - na Aurorów po prostu znacznie szybciej.
Jakoś w stanie upojenia nie przeszło jej nawet przez myśl, że przecież ona odejdzie szybciej. Nie.
Ale przecież tak powinno być.
Więc zdusiła rosnącą w gardle górę wzruszenia i obezwładniającego smutku. Ucałowała go ponownie. Teraz już mogła. Był jej. Ze wszystkimi zmarszczkami od marszczenia brwi, z tą kiepską wodą kolońską którą nauczyła się nawet lubić i z tą szafą beznadziejnych koszul, których polubić wcale nie zamierzała. Czuła na ustach smak grzanego wina i wódki, której sama jednak odmówiła. Mieszanie jej z taką ilością eliksirów jakie dziennie piła zakrawało co najmniej o szaleństwo. Sączyła swoje grzane wino delektując się wszystkimi aromatami, które czuła dookoła.
Jeszcze mogli być przecież szczęśliwi. Zanim zastanie ich szara rzeczywistość i konsekwencje podjętych może zbyt szybko decyzji. Ale plaster został zerwany.

A potem była muzyka. Jej ulubiona. A potem ta, której nie znała i mogła mruknąć mężowi do ucha, że wybiera same "przedpotopowe" kawałki. Tylko po to, żeby zaczął się oburzać, że to z jego młodości! Orkiestra wygrywała znane kawałki i przez moment… jeden moment Lorien poczuła się prawdziwie szczęśliwa. Tak do samego środka przeżartego złością i smutkiem serca.

Nie planowali siedzieć tu zbyt długo.
Mimo to, gdzieś po niecałej godzinie zaczepił ją niski czarodziej. Nie miał jednego oka i paru zębów, ale kilka ostatnich kolejek pił na ich koszt i… chyba poczuł się zobligowany do przekazania im prezentu. Mruknął parę słów, po czym wepchnął Lorien w ręce otwarte, nieco spróchniałe pudełko wypchane starymi wydaniami proroka i Czarownicy.
Nie kontaktowała już na tyle, żeby zdobyć się na coś więcej niż zaskoczone “och?” i spojrzeć w dół.
W środku były dwa jajka, przykryte ścinkami gazet. Sięgnęła po jedno z nich, nieszczególnie zastanawiając się nad wszelkimi potencjalnymi klątwami. Jeśli ktoś postanowił ją w ten sposób zamordować - pewnie by mu się udało. Pani Mulciber-Moody trochę jak sroka kochała prezenty.
A jeśli to była kontrabanda i coś z nielegalnego przemytu… No to chyba dobrze, że wpadły w ręce kogoś tak uczciwego? Kogoś takiego jak na przykład sędzia Wizengamotu? Przecież z pewnością nie zatrzymałaby tego dla siebie, gdyby okazało się czymś zakazanym. Pff, dobre sobie.

!Jajo z kalendarza
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Andrew Moody (417), Lorien Mulciber (895), Pan Losu (212)




Wiadomości w tym wątku
[9/10.11- środek nocy] A po weselu chodziliśmy... na grzańca? - przez Lorien Mulciber - 12.12.2025, 08:49
RE: [18.11 - środek nocy] A po weselu chodziliśmy... na grzańca? - przez Aaron Andrew Moody - 13.12.2025, 00:58
RE: [18.11 - środek nocy] A po weselu chodziliśmy... na grzańca? - przez Lorien Mulciber - 11.01.2026, 20:26
RE: [18.11 - środek nocy] A po weselu chodziliśmy... na grzańca? - przez Pan Losu - 11.01.2026, 20:26

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa