11.01.2026, 22:22 ✶
Cóż, było to rzeczywiście szaleństwo. Cała ta noc wydawała się jednym, wielkim pieprzonym szaleństwem. Na szczęście dotarł do mieszkania. Obolały i jeszcze drżący z nerwów, ale bezpieczny. Żywy. Tylko, czy na pewno? Co sprawiało, że pomyślał sobie, że nic już mu nie groziło? Być może to obecność Hestii jakoś to ustabilizowała. Widział siłę tej dziewczyny i wierzył, że kto, jak kto, ale ona nie pozwoli, by świat się zawalił.
– Tak się złożyło. Być może mógłbym odmówić, ale... nie chcę stracić tej roboty. – Jego głos zabrzmiał żałośnie. Jakby nie wierzył w jakąkolwiek istotność swoich słów.
Przypomniał sobie o Shafiqu i jego wesołej kompanii. O zdjęciach, które zrobił tym mężczyznom, którzy ratowali miasto z cudownie bohaterską ostentacją. Zresztą, czy w tym momencie było to coś złego? Może ludziom dobrej woli nie wystarczyły ideały? Może potrzebowali i nadziei?
– Są ludzie, których o wiele bardziej opłaca się im ścigać – powiedział ze słabym uśmiechem. Ten jednak spełzł z jego twarzy, gdy usłyszał o plakatach z Hogsmeade. – I to wszystko trafia do dzieciaków z Hogwartu... Matko! Pocieszające jest tylko to, że pojawiła się potrzeba wieszania tych plakatów. Bo gdyby wszyscy czystcy w te brednie wierzyli... Nikt by się chyba nie fatygował – uśmiech wrócił na jego twarz. Tym razem łagodniejszy, bardziej szczery. Żadnej ironii. – Wiem, Hesiu. Jesteś naprawdę wspaniała, ale zasługujesz na chwilę przerwy. Nie dam rady ci zrobić herbaty, ale jak to mówią: mi casa, su casa. Proszę nie zabij mnie za kiepski hiszpański...
– Tak się złożyło. Być może mógłbym odmówić, ale... nie chcę stracić tej roboty. – Jego głos zabrzmiał żałośnie. Jakby nie wierzył w jakąkolwiek istotność swoich słów.
Przypomniał sobie o Shafiqu i jego wesołej kompanii. O zdjęciach, które zrobił tym mężczyznom, którzy ratowali miasto z cudownie bohaterską ostentacją. Zresztą, czy w tym momencie było to coś złego? Może ludziom dobrej woli nie wystarczyły ideały? Może potrzebowali i nadziei?
– Są ludzie, których o wiele bardziej opłaca się im ścigać – powiedział ze słabym uśmiechem. Ten jednak spełzł z jego twarzy, gdy usłyszał o plakatach z Hogsmeade. – I to wszystko trafia do dzieciaków z Hogwartu... Matko! Pocieszające jest tylko to, że pojawiła się potrzeba wieszania tych plakatów. Bo gdyby wszyscy czystcy w te brednie wierzyli... Nikt by się chyba nie fatygował – uśmiech wrócił na jego twarz. Tym razem łagodniejszy, bardziej szczery. Żadnej ironii. – Wiem, Hesiu. Jesteś naprawdę wspaniała, ale zasługujesz na chwilę przerwy. Nie dam rady ci zrobić herbaty, ale jak to mówią: mi casa, su casa. Proszę nie zabij mnie za kiepski hiszpański...