• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence

[12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#2
13.01.2026, 02:56  ✶  
Wewnątrz domu Bletchleyów pachniało latem, czymś słodkim i suchym, ale w tym miłym sensie, jak rozgrzane drewno, które ktoś wcześniej umył środkiem do czyszczenia z dużą ilością pszczelego wosku. Zatrzymałem się w progu drzwi prowadzących do ogrodu, próbując nie zostawiać śladów na tej idealnie wypucowanej podłodze, chociaż krople spadały na ziemię wbrew mojej woli, znacząc klepki podłogowe czerwonymi śladami. Robiąc krok do wnętrza domu, wyprostowałem się na siłę, jakbym nie był w połowie drogi do omdlenia z mieszanki „o kurwa, ale się zgrzałem” i „o kurwa, ale to boli”, i pozwoliłem sobie na lekko drwiący, wyjątkowo swobodny uśmieszek, bo bez niego byłem tylko chłopakiem z krwią na rękach, a to nie brzmiało jak ja.
Opuściłem resztę bandy tylko dlatego, że potrzebowałem kawałka czystej szmatki, a nie dlatego, że miałem ochotę na rodzinne przedstawienia i uśmiechy jak z reklamy eliksirów na trawienie, które zawsze widniały na twarzach rodziny Eliasa, gdy pojawialiśmy się tu latem. A już w szczególności nie dlatego, że miałem ochotę oglądać minę Prudence, która - na szczęście - zaszyła się Merlin jeden wiedział gdzie i zapewne miała tam zostać do wieczora, tylko po to, by próbować nie okazywać jawnego, niepasującego do jej „bycia ponad to”, niezadowolenia z powodu tego, że żaden z nas nie zamierzał zniknąć ani przed kolacją, ani do końca weekendu, a mieliśmy piątek - warto dodać.
Drzwi zamknęły się za mną cicho, niemal grzecznie, co zupełnie nie pasowało do tego, jak wyglądałem, w czarnych krótkich spodenkach z mnóstwem kieszeni, i ze zmierzwionymi włosami przewiązanymi brązową bandaną. Ściągnąłem koszulkę, bo miała większą powierzchnię niż cokolwiek innego, co było dostępne na miejscu, a nie miałem zamiaru gnać do domu Eliasa, jak idiota, z ręką owiniętą w liść łopianu. Teraz nadal miałem ją wokół dłoni, ale przesiąkła na tyle, że krew wymieszana z potem zaczęła nieelegancko się z niej sączyć. Na zewnątrz było ciepło, wiał przyjemny wiaterek, słońce świeciło mocniej niż zazwyczaj, a prowizoryczny bandaż sprawdzał się lepiej niż przewidywałem, nic dziwnego, że nie chciałem od razu wracać, dając sobie „jeszcze pięć minut”, co pięć minut, aż wreszcie dotarło do mnie, że starzy Bletchleya na pewno już wyszli do pracy - całe szczęście, bo nie chciałem ich pomocy - drzwi były otwarte, więc wszedłem, zamierzając samodzielnie opatrzeć sobie wnętrze dłoni i przyłożyć coś zimnego na stłuczenie, potem wracając do reszty. Na nieszczęście, los znowu miał inne plany.
Najpierw zobaczyłem ją - Prudence - będąc pewnym, że ona zobaczyła mnie dokładnie w tej samej chwili, bo gdy spojrzała w moim kierunku, oczy miała szerokie, jakby ktoś właśnie wpuścił do pokoju burzę. Przełknęła ślinę, a ja prawie się uśmiechnąłem, bo oczywiście, że akurat teraz, oczywiście, że tu - świat miał kalendarz tylko po to, żeby robić mi na złość.
Oparłem się o framugę, czując, jak tępe sztywnienie w łokciu rozlewa się aż do ramienia - „Gryfoni nie jęczą, Gryfoni robią z bólu anegdoty”, powtórzyłem sobie wewnątrz głowy, na kształt mantry, która działała tylko na słowo honoru - bolało, ale nie zamierzałem tego okazywać. „Czysta krew, czysta głupota”, jak to stwierdziliby niektórzy, więc wolałem zamknąć jadaczkę, nie dając nic po sobie poznać. Prawda była taka, że ręka pulsowała mi nieustannie, niewielkim, ale uporczywym natężeniem dyskomfortu, a krew spływała po moim odsłoniętym przedramieniu w sposób zdecydowanie zbyt teatralny, jak na „zwykłe rozcięcie”.
Zrobiłem krok do środka, zanim trochę mocniej zakręciło mi się w głowie, więc znowu oparłem się o ścianę, udając nonszalancję, i wtedy usłyszałem swoje imię, wypowiedziane spokojnie, miękko, z tym tonem, który sprawiał, że nawet najgorszy gagatek nagle wyglądał jak porządny chłopiec. To było… Tak miłe, jak irytujące. Nie lubiłem, kiedy ktoś był uprzejmy bez powodu, a jeszcze bardziej nie lubiłem, kiedy ludzie się nade mną litowali, więc zrobiłem to, co zawsze - zamieniłem ból w dowcip, a dowcip w tarczę.
- Dzień dobry, pani Ellie. - Odpowiedziałem, z lekkim ukłonem, bo tak mnie wychowano. - Prudence. - Dodałem, tak wypadało, zaraz znowu wracając do jej babci. - Przepraszam za bałagan. - Wskazałem łokciem, a to było głupie, bo właśnie nim nie powinienem wskazywać. Zasyczałem cicho, nie robiąc z tego opery, sekundę później stałem już wyprostowany, z ramieniem przyciśniętym do boku, i robiłem to, co umiałem najlepiej, czyli udawałem, że mam wszystko pod kontrolą. Ponownie spojrzałem na Prue, jakby była częścią wystroju, czymś między obrazem a zegarem, który wcale nie tykał mi w głowie, przesunąłem po niej wzrokiem, już trochę wolniej, od tych jej ogrodniczek po rozczochrany kok - to był mój sport, widzieć i nie widzieć jednocześnie, rywalizacja miała przecież swoje rytuały - po czym podniosłem krwawiącą rękę trochę wyżej.
- Potrzebuję kawałka czystej szmatki. - Powiedziałem, zbyt spokojnie jak na to, co mi się działo z ręką i puchnącym łokciem. - I może trochę wody utlenionej. - Przeniosłem ciężar z jednej nogi na drugą, uniosłem brew, a krew skapnęła na podłogę, robiąc niechciany akcent kolorystyczny. - Naprawdę, nie chcę robić zamieszania. Szmata, woda, wracam do swoich idiotów. - Zrobiłem krok bliżej, żeby nie kapać po dywaniku w przejściu, przy okazji uprzedzając pytanie. Nie potrzebowałem nic więcej - naprawdę.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (2163), Benjy Fenwick (13414), Prudence Fenwick (8176)




Wiadomości w tym wątku
[12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 12.01.2026, 23:02
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 13.01.2026, 02:56
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 13.01.2026, 12:57
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 13.01.2026, 17:18
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 13.01.2026, 22:09
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 14.01.2026, 00:01
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 14.01.2026, 15:00
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 14.01.2026, 20:30
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 14.01.2026, 21:41
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 15.01.2026, 20:44
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 16.01.2026, 13:36
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 17.01.2026, 03:10
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Prudence Fenwick - 17.01.2026, 16:31
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 17.01.2026, 16:47
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Bard Beedle - 21.01.2026, 03:33
RE: [12.07.1957] Two souls don't just meet by accident | Aloysius & Prudence - przez Benjy Fenwick - 16.02.2026, 02:14

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa